Żarty się skończyły, czyli edukacja domowa w liceum

Edukacja domowa w liceum by Kornelia Orwat

Edukacja domowa, czyli zabawa przede wszystkim!

Tak, tak. Dzieci w domu, w edukacji domowej bawią się, czytają, grają w gry, oglądają filmy, chodzą na zajęcia, wycieczki, spotykają ze znajomymi, rozwijają zainteresowania, chłoną życie rodzinne, słowem – ich szkołą jest cały świat. Uczą się przez działanie.

Jesteśmy przecież odszkolnieni! Nie ślęczymy nad podręcznikami, tylko szukamy alternatywnych sposobów uczenia się – takiego “uczenia się”, kiedy nawet niezupełnie mamy świadomość, że się uczymy, kiedy po prostu coś fajnego, ciekawego robimy. Kiedy uczymy się nie po to, żeby zdać obowiązkowy egzamin w szkole i opanować obowiązkową podstawę programową, ale po to, by się czegoś dowiedzieć, zaspokoić ciekawość, posiąść przydatną umiejętność.

Tak. Tego właśnie uczę na moich warsztatach o odszkalnianiu. O tym opowiadam, gdy opowiadam o edukacji domowej, i kiedy odpowiadam na pytanie: “O! To pani sama uczy dzieci w domu?!”

Edukacja domowa, czyli żarty się kończą.

Jednak tak jak “po śmiechu następuje płacz”, tak w edukacji domowej “po zabawie następuje wkuwanie”. I oczywiście zmiana ta nie następuje nagle, z dnia na dzień, ale jednak… następuje. Po prostu z roku na rok egzaminy w edukacji domowej stają się coraz trudniejsze, coraz większe porcje materiału trzeba zaliczać. No i prawda – dzieci też są coraz większe, starsze, bardziej “przystosowane” do tego, by te większe porcje materiału “wkuć”, ale nie zmienia to faktu, że trzeba, no… wkuć.

Żeby Was nie straszyć, powiem – zgodnie z prawdą zresztą, że w naszym przypadku zauważalna zmiana od uczenia się mimochodem (przez osmozę – jak mówią niektórzy) w kierunku wkuwania nastąpiła właśnie na poziomie Liceum Ogólnokształcącego, w którym to Liceum kontynuuje naukę nasz najstarszy syn, Sergiusz. Jest teraz w drugiej klasie, i nie może się doczekać, żeby zdać wszystkie egzaminy i móc zająć się pisaniem powieści, projektowaniem gier i projektowaniem graficznym, czyli tym, z czym wiąże swoje zawodowe plany.

Sergiusz startuje właśnie ze swoją pierwszą stroną internetową – wizytówką, a także ze zrzutką na swoją pierwszą powieść.

Edukacja domowa, czyli a jednak!

A jednak się organizują. A jednak się ogarniają. A jednak się uczą. A jednak zdają te nieszczęsne, niezbędne egzaminy!

A jednak. Bo kiedy człowiek – rodzic w edukacji domowej – przez pięć, sześć, siedem lat obserwuje z radością, ale i z niejaką niepewnością, jak dzieci się bawią i lekce sobie ważą przestrogi rodziców typu “ucz się, dziecię ucz, bo… coś tam coś tam bla bla bla”, to nie jest stuprocentowo pewien, że te dzieci zaczną kiedyś traktować poważnie cokolwiek innego poza zabawą. Owszem – ma nadzieję, że miejsce zabawy zajmie kiedyś, w przyszłości praca – ale jednak tej stuprocentowej pewności nie ma.

A jednak. Miejsce zabawy zajmuje praca. Praca, która wyrasta na zamiłowaniach i predyspozycjach. I właśnie motywacja do pracy (!) sprawia, że pojawia się motywacja do zdawania egzaminów – na zasadzie – odrobię pańszczyznę i będę miał czas na swoje sprawy.

W sumie ta pańszczyzna to trochę smutna sprawa, aczkolwiek nic nie jest czarno-białe, i chwile radości nawet w pańszczyźnianej pracy się wszak człowiekowi zdarzają – o nie, nie można powiedzieć, że nie. Tak, tak – jestem osobą, która dostrzega nie tylko tę pustą część szklanki.

A jednak wolność!

Mam dowód na to (co prawda dopiero jeden, ale za to jaki duży – 185 cm wzrostu!), że wolność edukacyjna prowadzi do samodzielności i odpowiedzialności.

Nie chcę przez to powiedzieć, że brak tej wolności edukacyjnej do nich nie prowadzi. Chcę przez to powiedzieć, że nie przeszkodziła ona młodemu człowiekowi w wyznaczaniu sobie celów i w dążeniu do nich. Innymi słowy – wbrew temu, co niektórzy sądzą – wolność edukacyjna nie rozleniwia! Sądzę wręcz, że wolność edukacyjna wyzwala! Wyzwala do poszukiwania wyzwań, do poszukiwań w ogóle, do uczenia się wciąż nowych rzeczy. Żyjąc w wolności edukacyjnej, bez szkoły, zwyczajnie mamy na to czas.

Poniedziałkowe Pogaduszki #21

A tutaj możesz zobaczyć, posłuchać moich Poniedziałkowych Pogaduszek na temat edukacji domowej w liceum:

Do zobaczenia, przeczytania za tydzień!

Kornelia Orwat podpis

Autor: Kornelia Orwat

To ja. Kornelia zwana Werką, żona Męża, mama dwóch nastolatków i jednej córeczki. Dziewiąty rok tkwię w szaleństwie zwanym edukacją domową i od czterech lat eksperymentuję w naszej domowej Odśmiecowni z rozwiązaniami zero waste. Pasjami dłubię na blogu i na szydełku. Czasami śpiewam w chórze.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.