O tym, czego używam i co polecam plus przepis na gofry!

Gdzieniegdzie na blogu polecam różne rzeczy i usługi.

To normalne. Takie wiecie, jedna baba drugiej babie… Poczta pantoflowa – mówiło się na to dawno, dawno temu, kiedy nie było jeszcze internetu. Ale teraz, moi drodzy, jest internet i są linki afiliacyjne, programy partnerskie i takie tam ustrojstwa. Ustrojstwa, które mają sprawić, że bloger stanie się nie tylko sławny (tak jak ja), ale i bogaty (?!).

Więc skoro polecam coś, co dzięki mojemu poleceniu zacznie się lepiej sprzedawać (daj Boże!), to przecież mogę mieć z tego parę groszy? Zwłaszcza, że na blogu to już nie jest “jedna baba drugiej babie”, tylko “jedna baba stu babom”.

Dlatego niektóre z linków polecających (tych porozrzucanych gdzieniegdzie na blogu) prowadzą do serwisu Ceneo. Kiedy na nie klikacie, na moje “konto” leci kilka groszy (dosłownie kilka groszy). Jeśli kupicie coś za pośrednictwem tych linków, leci trochę więcej groszy.

Postanowiłam więc zrobić dla Was zestawienie kilku fajnych usług i produktów, które z czystym sumieniem polecam.

I jeśli kupicie je za pośrednictwem poniższych linków, dostanę prowizję. A na koniec, nawet jeśli nic nie kupicie, dostaniecie przepis na gofry mojej mamy.

A jeszcze na koniec, na deser (po gofrach), napiszę Wam, co polecam bezinteresownie, bez afiliacji i prowizji, tylko po prostu – bo DOBRE.

Edit 2021: Prowizja – marzenie ściętej głowy. Przez dwa lata nie zarobiłam na niniejszym “płatnym” polecaniu złamanego grosika (wyjątkiem jest ceneo, tutaj trochę grosików wpada), więc… większość z polecajek usunęłam. Ale za to dzięki temu szybciej doczytacie do gofrów.

No to jedziemy!

Jedziemy. Z Booking.com.

W przenośni i dosłownie, bo serwis Booking.com służy do wyjeżdżania, oczywiście.

Ja na Booking.com mam już status Genius, a to za sprawą moich samotnych wyjazdów dla poratowania udręczonej duszy i umęczonego ciała matki polki w edukacji domowej. Wszystkie te samotne wypady rezerwowałam za pośrednictwem tego serwisu. Oczywiście rezerwujemy też na nim nasze wakacyjne noclegi w naszych ulubionych miejscach – w Jastarni i w Połądze na Litwie, oraz gdzie tylko dusza zamarzy. Bo nam się nie zamarzają wakacje z biurami podróży. Wolimy sami.

Wiecie, za co lubię Booking.com? Za prostotę i wygodę, i za to, że mogę zerknąć na opinie innych. Opinie to rzecz bezcenna, i powiem Wam, że tylko raz się zawiodłam. Napisałam o tym w artykule o naszych wakacjach. (Chodziło o wakacje w Pucku.)

Jeśli zarezerwujecie sobie noclegi za pośrednictwem tego i powyższego linka, otrzymacie 50 zł nagrody, a w dodatku ja też otrzymam 50 zł nagrody. Niezłe, nie?

Czytamy. O idei zero waste.

Rok 2017 był rokiem książek o zero waste. Prawie jednocześnie wyszły na rynek trzy publikacje, z których polecam oczywiście wszystkie, bo każda jest na swój sposób ciekawa.

Katarzyna Wągrowska “Życie zero waste”, wyd. Znak

Bea Johnson “Pokochaj swój dom”, wyd. Agora

Amy Korst “Styl życia zero waste”, wyd. Vivante

Jeśli nie możesz się zdecydować, przeczytaj sobie mój artykuł na temat tych książek.

Rok 2018 i 2019 również były bogate w książki o nieśmieceniu, ale – szczerze? – nie chce mi się na razie ich czytać. Chwilowo mam przesyt tematyki zero waste.

Pieczemy! Gofry!

Gofry. Najlepsze na świecie gofry pieczemy od zawsze w gofrownicy Dezal. Moja Mama ma Dezala sprzed trzydziestu lat i jeszcze działa. Jest zajechany jak nie wiem co, ale działa. Był czas, kiedy naszą gofrownicę pożyczało pół rodziny w Gołdapi (a spora jest).

Sądzimy, że tajemnica dobrości tych gofrów tkwi w mocy sprzętu. Dezal ma jakieś 1200W. Dlatego gofry wychodzą jak gofry, a nie jak naleśniki.

My mamy model 301.5, to jest średnia kratka, taka tradycyjna.

A oto przepis na gofry mojej Mamy.

Wypróbowywałam różne przepisy, ale moja rodzina twierdzi, że z tego przepisu wychodzą najlepsze.

Potrzebujemy:

5 jajek, 0,5 kg mąki, 800 ml mleka, 2 łyżeczki cukru, 2 szczypty soli, 3 łyżki oleju.

Żółtka oddzielamy od białek, białka ubijamy, a resztę miksujemy w osobnej misce. Do wymieszanej masy dodajemy białka i delikatnie mieszamy, najlepiej drewnianą łyżką.

Rozgrzewamy gofrownicę (ok 4 min.), nalewamy ciasto, ale nie za dużo, bo “ucieknie” (na pierwsze gofry najlepiej nalać trochę za mało, żeby wyczuć jaka jest ta właściwa ilość) i pieczemy ok 4 min.

Po wyjęciu z gofrownicy (drewnianymi patyczkami, żeby nie uszkodzić powłoki) ustawiamy gofry pionowo do wystygnięcia. Ja robię tak, że na środku dużego talerza ustawiam szklankę do góry dnem i o nią opieram gorące gofry. To jest ważne, bo jak będziemy kłaść poziomo, gorące, jedne na drugich, to zmiękną i nie będą chrupiące. No chyba że lubicie niechrupiące.

Gofry szamiemy z cukrem pudrem, z białym serkiem, bitą śmietaną, marmoladą i czym dusza zapragnie.

Ja czasem modyfikuję przepis mojej mamy, dając mąkę pełnoziarnistą, albo gdy nie chce mi się ubijać osobno piany, to dodaję do ciasta pół łyżeczki sody oczyszczonej i łyżkę octu. Wychodzą trochę inne, ale też znikają migiem.

Smacznego!

A tutaj porównacie sobie ceny gofrownic DEZAL:

na Ceneo.pl     w sklepie OleOle.pl     w sklepie Media Expert

Jeśli zaś do gofrów potrzebowalibyście jakiejś planszóweczki, to zajrzyjcie do mojego artykułu na temat naszych planszówek.

A gdybyście chcieli dać dzieciom coś do poczytania, gdy będą niecierpliwić się w oczekiwaniu na kolejną porcję gofrów, zapraszam do czerpania inspiracji z mojego spisu książek w naszej dziecięco-młodzieżowej biblioteczce.

Zapraszam też do drugiej części spisu naszej biblioteczki, tym razem popularnonaukowej.

To na razie tyle. Wystarczy na początek. Co by nie było, że Was do rezygnacji z minimalizmu i zero waste namawiam.

Aha, byłabym zapomniała. Mam też coś dla blogerów.

Polecam serwis MailerLite do obsługi wysyłki newsletterów, do tworzenia stron lądowania i formularzy do zapisów na newslettery i nasze oferty. Na początku używałam Mailchimpa, ale nie lubiłam go. Po “przesiadce” z MailChimpa na MailerLite poczułam się jak niegdyś po przesiadce z naszego starego Forda Focusa do nieco tylko młodszego, ale o wiele wygodniejszego Forda S-Maxa.

Jeśli założycie konto na MailerLite przy użyciu tego linka polecającego, dostaniecie 20% tak zwanej sumy kredytowej, czyli kwoty do wykorzystania w serwisie (Mailerlite jest bezpłatny do 1000 unikalnych subskrybentów). Ja też dostanę te 20% sumy kredytowej. Win-win.

Powodzenia w pieczeniu gofrów i/albo monetyzowaniu bloga!

No, i teraz obiecany deser. Czyli co polecam bez afiliacji i prowizji. (Ale trochę na zasadzie barteru.)

Blog “Pani Strzelec

Polecam bloga. Jedynego, którego ostatnio czytam. Bloga Pani Strzelec, z którą nie zawsze się zgadzam, ale którą podziwiam za odwagę mówienia rzeczy niewygodnych, czasem niewyparzonym językiem, ale z niepowtarzalnym wdziękiem. No i którą lubię za to, że mnie wciąż inspiruje i łaskocze moje szare komórki. Aha, i za to, że też eksperymentuje z blogiem tak jak ja. I że jest fajna.

Magazyn KREDA

Polecam “Magazyn KREDA”, który daje mi się na swoich łamach trochę wypisać. Co poczytuję sobie za zaszczyt. A polecam, bo dobre, mądre, drukowane na ładnym papierze i w ładnym wydaniu słowo trzeba wspierać. Zobaczcie, za co lubię “Magazyn KREDA“.

Portal Edukacja Domowa w Polsce

Polecam portal Edukacja Domowa w Polsce – to taka pigułka wiedzy o edukacji domowej. Jest tu i praktyka, i teoria, i wszystko, co początkujący w tym temacie potrzebują wiedzieć. Z portalem EDwP wiąże się ciekawostka: działa na nim FORUM! Prawdziwe forum, jak za dawnych lat, a nie jakaś zabałaganiona grupa na FB!

No i koniec polecajek. A! Nie koniec! Przecież mogę polecić sama siebie! Jestem fajna i mam fajnego bloga i możecie mi fundnąć wirtualną kawkę, coby “Kornelia O…” miała na hosting.

Dziękuję!