Tapatiki zawsze młode

Tapatiki zawsze młode by Kornelia Orwat

Moja przygoda z Tapatikami zaczęła się od Bajki-Grajki, czyli musicalu Wyprawa Tapatików.

Płytę kupiliśmy dzięki mojemu mężowi, który pamiętał Tapatiki z dzieciństwa. Ja ich w ogóle nie znałam, ale pokochałam od razu. Świetny tekst (Marta Tomaszewska), niesamowita muzyka (Andrzej Szymalski) i znakomita obsada (Wiesław Michnikowski, Krystyna Sienkiewicz, Elżbieta Starostecka, Jerzy Bończak, Ewa Złotowska, Andrzej Stockinger, Cezary Julski, Jacek Kiss oraz… Alibabki!) – no po prostu uczta dla ucha i ducha!

Ostatnio, na fali (a raczej jezdni) wakacyjnych podróży samochodem, kiedy to, jak wiadomo, dzieci się nudzą, wróciliśmy do słuchania Wyprawy Tapatików.

I nagle wszyscy (to znaczy dzieci i ja) zapragnęliśmy zapoznać się z oryginałem, czyli z książeczkami, na postawie których powstał musical.

Ściślej mówiąc, to musical powstał na podstawie pierwszej części, zatytułowanej Wyprawa Tapatików, ale oczywiście przeczytałam wszystkie cztery części. Od razu powiem, że chyba najlepsza jest ostatnia, Powrót Tapatików, ale i tak trzeba przeczytać wszystkie po kolei, żeby wiedzieć, o co chodzi.

No więc przeczytałam wszystkie po kolei. W dwa dni.

I choć nie jestem specjalistką od książkowych recenzji, postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami.

(Trochę ku przestrodze: dlatego że te stare książeczki, które widzicie na zdjęciu, a które kupił dawno temu mój mąż na jakiejś aukcji internetowej, o mały włos nie zostałyby przeze mnie „wywalone” w szale letniego odgracania, bo: „Leżą już tyle lat, a nikt nie czyta”… No i co? No i czytamy!)

Zacznę od tego, że dziwnie było czytać coś, co tak dobrze znałam ze słyszenia!

Jeszcze dziwniej było oglądać ilustracje Józefa Wilkonia (którymi zachwycał się mój mąż), bo na podstawie słuchowiska wyobrażałam sobie to wszystko zupełnie inaczej! Szczerze mówiąc, jestem trochę rozczarowana tym, jak Wilkoń przedstawił Tapatiki, bo dla mnie są w jego wykonaniu po prostu brzydkie. I rozumiem, że to taka „wizja artystyczna” i „niekiczowatość”, więc powinnam być zadowolona, ale cóż zrobić, skoro nie jestem.

Jestem natomiast mile zaskoczona tekstem.

To ciepła, rodzinna, dowcipna, powiedziałabym nawet, że poetycka i chwytająca za serce, ale nie przesłodzona opowieść. Zachwycam się opisami przyrody (!), niełatwą, ale dojrzałą relacją między Dziadkiem a Babcią, a przede wszystkim samą Babcią, która jest uosobieniem bezwarunkowej miłości, cierpliwości, spokoju i mądrości. Babci, która potrafi dostrzec dobro w każdym, która nie wykrzykuje: „A nie mówiłam?!”, nie wymusza, nie wywyższa się („Tak, Tiku, masz rację” odpowiada spokojnie na rozdęte przechwałki Dziadka), i wie, kiedy lepiej milczeć i czekać, niż gadać i rzucać się (popychać) do działania. Babcia obdarza zaufaniem nawet w sytuacjach beznadziejnych, jest czujna i bystra, jeśli chodzi o wyczucie potrzeb i problemów innych (każdego „rozgryzie” i z każdym sobie poradzi), ale jest też dyskretna i nie narzuca się.

Nooo… dla mnie, roztrzepanej i narwanej sangwiniczki to raczej niedościgły ideał niż wzór do naśladowania…

Śmieję się, że w naszym małżeństwie to raczej ja jestem Dziadkiem, a mój mąż Babcią, chociaż ja (uwaga! przechwalam się jak Dziadek!) z pewnością mam więcej empatii i umiejętności dyplomatycznych (nie wiem, czy możecie mi wierzyć, a nawet nie wiem, czy sama sobie wierzę… bo skoro jestem Dziadkiem…)!

W ogóle wygląda na to, że Tapatiki naprawdę pochodzą z Ziemi: są tak podobne do nas!

Tapati ze swoją wrażliwością przypomina mi pewną znaną mi doskonale dziewczynkę, Tapatik, Bimbel i Gurulowie to dwie (a nawet trzy) strony tego samego, znanego mi, „męskiego” medalu, przy czym Gurulowie wykazują cechy osobników ze spektrum autyzmu, a Tapatik i Bimbel to po prostu żądni przygód, sukcesów i podziwu (albo choćby zwykłej uwagi i zainteresowania) chłopcy, którzy – jeśli się tej ich żądzy nie zaspokoi, zaczynają sprawiać kłopoty.

Ogromnie podobało mi się to, że rodzina Tapatików jest normalną, kochającą się, ale i kłócącą się (nieraz dość głośno!) rodziną.

Bo nie wiedzieć czemu, wciąż chodzi za mną wizja rodziny idealnej, która się w ogóle nie kłóci, a jeśli nawet, to robi to w sposób grzeczny, cichy i (cokolwiek by to miało znaczyć) kulturalny. I nie wiedzieć czemu, wizja ta chodzi za mną tym bardziej, im bardziej nieidalną – jak mi się zdaje – rodziną jesteśmy. Im bardziej się kłócimy, krzyczymy na siebie nawzajem i przekrzykujemy, bo każdy przecież ma głos i każdy swoje (nie znoszące sprzeciwu) racje. Zazwyczaj wzdycham wtedy z rezygnacją: „Istny dom wariatów…” lub wykrzykuję: „Cisza! Bo oszaleję! Toż to dom wariatów!”… Tak, tak, Dziadek Tik to ja.


A oto garść cytatów, które mi w duszy zagrały:


Każdy na Tapatii (włącznie z Dziadkiem) wiedział, że Babcia należy do tych nielicznych żon, które swego męża nie zmuszają, aby zapracowywał się na śmierć po to, żeby można było kupić coś, co mają inne rodziny.

Marta Tomaszewska, Wyprawa Tapatików

Fontanny śniegu tryskały z białych gór, które może wcale nie były górami, bo chwiały się, obracały w dziwnym tańcu, z wolna wirując wokół niewidzialnej osi, biły potężnymi strumieniami rozwierającymi się u szczytu w gigantyczne skrzydła, zagarniające niebo oszalałym trzepotem, a niebo bluzgało błyskawicami, jakby pragnąc spalić te zagrażające mu białe ptaszyska, i śnieg płonął.

Marta Tomaszewska, Wyprawa Tapatików

(…) Dziadek odparł, że jeżeli idzie o start, to on jest prawdziwym artystą, więc nie potrzebuje żadnych przygotowań, tylko będzie działał w natchnieniu, czyli w ostatniej chwili.

Marta Tomaszewska, Wyprawa Tapatików

Lepiej wybuchnąć, niż szeptać po kątach i tłamsić w sobie urazy! Niewykluczone zresztą, że po tej burzy nastanie piękna pogoda!

Marta Tomaszewska, Tapatiki na Ziemi

Mandiable działają długoplanowo. Ich podstawową metodą jest sianie zamętu i ogłupianie. W ten sposób doprowadzają do tego, że – słuchajcie uważnie – istoty zamieszkujące daną kwitnącą planetę same ją niszczą.

Marta Tomaszewska, Tapatiki kontra Mandiable

Coraz to czyjeś spojrzenie odbiegało w bok dziwnie zadumane, coraz częściej pośrodku wesołej zabawy zapadało milczenie albo wybuchała niczym nieuzasadniona sprzeczka, krótka, gwałtowna, która nigdy, ku cichemu ubolewaniu Tapati (!), nie przeradzała się w wielką, wspaniałą awanturę, tak cudownie oczyszczającą ciężką, niedobrą atmosferę… (takie oczyszczenie następuje tylko wówczas, gdy kłótnia wybucha z właściwego powodu).

Marta Tomaszewska, Powrót Tapatików

Dlaczego najtrudniej zrozumieć rzeczy proste? – pomyślała i nie, nie wypowiedziała w głos tego pytania. Jakoś nie miała ochoty kontynuować rozmowy. Poszła na ganek z uczuciem, że cały świat tonie w świetlistej mgle pełnej niewypowiedzianych słów, które czekają, aby ktoś je wydobył i ułożył z nich zdanie. Takie, które wyjaśniłoby ostatecznie głęboki sens ukryty we wszystkim, co nas otacza i co nam się przydarza.

Marta Tomaszewska, Powrót Tapatików

Tapati, tak jak i Dziadek, postanowiła, że nigdy nie będzie dorosła i nigdy się nie zestarzeje.

Marta Tomaszewska, Powrót Tapatików

Tak. Rzeczywiście, Tapatiki nigdy się nie zestarzeją, mam nadzieję, choć od ich pierwszego wydania minęło już czterdzieści osiem lat! Ja niedawno skończyłam czterdzieści siedem i też w ogóle, ale to w ogóle się nie czuję zestarzała. (No, może czasami, odrobinę…)

Aha, zapomniałam dodać, że polubiłam książeczki o Tapatikach także dlatego, że autorka się nie oszczędzała, jeśli chodzi o nawiasy! Zupełnie jak ja!


Zdjęcie jest moje.

Komentarze nadal (od wpisu na temat social mediów, z 30 maja 2022 roku), są wyłączone. Jeśli chcesz, możesz do mnie napisać na adres kontakt@korneliaorwat.pl

Autor: Kornelia Orwat

To ja. Kornelia zwana Werką, żona męża, mama dwóch nastolatków i jednej córeczki. Od 2011 roku tkwię w szaleństwie zwanym edukacją domową. Lubię pisać, spacerować, szydełkować. Uczę się korekty tekstu i bycia minimalistką. Czasami śpiewam w chórze. W 2021 roku napisałam książkę „Droga w nieznane? Edukacja domowa dla początkujących”.