Nasz przepis na języki obce: Preply

nasz przepis na języki obce: preply by Kornelia Orwat

Chcę Wam dzisiaj tak na szybko (bo nie jest to wpis „natchnieniowy”, tylko praktyczny, informacyjny) polecić coś, co trzeba polecać zaraz na początku roku szkolnego, kiedy rozglądamy się za zajęciami i korepetycjami dla dzieci. (Nie tylko tych w edukacji domowej!)

Otóż chcę Wam polecić Preply: platformę online do łączenia uczniów z nauczycielami języków obcych – native speakerami i nie tylko – z której korzystamy (w sensie, że nasze dzieci korzystają) od roku.

Uważam, że jest to świetne, wygodne rozwiązanie, bo po pierwsze -możemy wybierać spośród nauczycieli z całego świata (którzy wcale niekoniecznie są drożsi od tych z Polski!), a po drugie – mamy pełną elastyczność i dowolność, jeśli chodzi o tempo, terminy, godziny i miejsce nauki (wyjazdy nie są problemem). Za chwilę to rozwinę i powiem dokładniej, co i jak, tylko jeszcze mała uwaga techniczna:

Link do Preply podam Wam dopiero na końcu tego tekstu. A to dlatego, że będzie to link specjalny, partnerski. I to nie jest tak, że ja, słynna blogerka, zostałam zaszczycona współpracą z Preply, tylko jest to tak, że KAŻDY zalogowany użytkownik tej platformy może sobie wygenerować link partnerski poprzez kliknięcie w przycisk „Refer a friend” – po prostu po to, żeby polecić Preply znajomym i mieć z tego korzyść. I o tych korzyściach – i dla polecającego, i dla korzystającego z polecenia – też powiem na końcu. A teraz do rzeczy, czyli…

Dlaczego i skąd Preply?

Z językami obcymi była u nas trochę wolna amerykanka: przez jakiś czas, gdy dzieci były małe, to uczyłam ich sama (po prostu z podręcznikiem i nagraniami audio do niego), potem też uczyli się sami, no ale gdy doszedł tak zwany „drugi język”, zaczęły się schody. Bo i owszem, Duolingo jest fajne, ale podręcznik już mniej, no i niestety ani z jednym, ani z drugim sobie dziecko po francusku czy włosku nie pogada…

No i o ile jeszcze francuski znam i umiem, i pomogę, to z włoskim mieliśmy problem. A nasze dzieci, jak to dzieci, oryginały jedne – każde sobie wybrało inny „drugi język”: Sergiusz – francuski (bo – przyznam się – tak mu zasugerowałam, czytaj: kazałam, bo umiem i pomogę), Cyryl – włoski (już mi się nie chciało kazać…), a Patrycja – hiszpański (ech, uznałam, że w sumie to dobrze, że mam takie niezależne i „wiedzące czego chcą” dzieci).

I tak – nie przywidziało Wam się. Patrycja teraz idzie do szóstej klasy, więc „drugi język” zacznie ją obowiązywać dopiero za rok. Jednak właśnie w zeszłym roku szkolnym, kiedy to Cyryl zaczynał ósmą klasę i wiedział już, że z tym Duolingo i podręcznikiem trudno rozmawia się po włosku, a na egzaminie końcoworocznym jednak umiejętność rozmowy jest wymagana, zasięgnęliśmy języka* i dowiedzieliśmy się, że jest… Preply.

Co to takiego, to Preply?

Najprościej mówiąc – jak już wspomniałam – jest to platforma internetowa do nauki języków obcych, która łączy uczniów z nauczycielami, udzielającymi lekcji online. Wszystko odbywa się na Preply: i wybieranie nauczyciela, i planowanie (lub odwoływanie, przekładanie) lekcji, i płatności za nie, i korespondencja z nauczycielami (którzy mogą np. przesłać materiały do nauki albo zadać pracę domową), i same lekcje.

Jak działa Preply i jak to ugryźć?

Lekcje odbywają się właśnie na Preply, a nie np. na Zoomie czy Skype. Można tam znaleźć nauczycieli z całego świata; uczących najróżniejszych języków. Jest tam fajna opcja filtrowania: można wybrać język (lub/i języki), lokalizację (uwaga na strefy czasowe, jeśli nie chcemy mieć lekcji w środku nocy), specjalizację (lub nie), dogodną cenę, grafik… Nauczyciele przedstawiają się za pomocą krótkich filmików – wizytówek, i warto je obejrzeć, bo wtedy widać i słychać, po pierwsze, jakiej jakości połączenia się spodziewać, a po drugie – z jakim akcentem i jaką dykcją, a wreszcie – jakim temperamentem i osobowością mamy do czynienia.

I teraz tak. Chociaż im jestem starsza, tym bardziej sceptycznie podchodzę do tak zwanego „udzielania rad”, to myślę, że po ponad roku naszej współpracy z Preply mogę pokusić się o kilka. Opowiem Wam też przy okazji o tym, jak to wyglądało i nas.

Po pierwsze: Lokalizacja.

Patrz na lokalizację nauczyciela. Skąd jest. Gdzie mieszka. Jest to istotne, jeśli chodzi o strefę czasową, ale też o akcent i odmiennności językowe, bo np. hiszpański z Hiszpanii jest inny niż hiszpański z Argentyny. Dla przykładu, nasza Patrycja miała przez cały rok lekcje z Andreą z Madrytu, a kiedy przyszło zmienić nauczycielkę (o tym jeszcze później), okazało się, że sympatyczna Rocio z Argentyny mówi zupełnie inaczej, choć też po hiszpańsku….

Po drugie: Języki.

Jeśli nie znasz języka, którego będzie uczyć się Twoje dziecko, zwróć uwagę, żeby wybrany przez Was nauczyciel mówił w którymś z języków, jakie znasz (z reguły większość z nich mówi po angielsku). To po prostu ułatwi sprawy organizacyjne i techniczne, i pewnie nie jest konieczne, ale na pewno wygodne.

Po trzecie: Doświadczenie nauczyciela.

Zwróć uwagę na to, ile przeprowadzonych lekcji i ilu aktywnych uczniów ma na swoim koncie nauczyciel. Jest to o tyle ważne, że jeśli chcemy nawiązać dłuższą współpracę (a co za tym idzie – relację) z nauczycielem, to szkoda byłoby, gdyby zrezygnował po dwóch miesiącach, bo… miał jednego ucznia (Twoje dziecko), no i nieopłacało mu się, a w ogóle to jeszcze te studia, i zakochał się i w ogóle plany mu się zmieniły.
U nas było tak, że Andrea zrezygnowała po roku, co akurat nie było niczym dziwnym, tylko czymś, co po prostu mogło się zdarzyć. Było to jednak dla Patrycji nieprzyjemne doświadczenie, bo bardzo Andreę polubiła.

Po czwarte: Cena.

Patrz na cenę, bo można znaleźć nauczycieli niesamowicie tanich, jak i bardzo, bardzo drogich. My lubimy wybierać tych średnich. Co ciekawe, nauczyciele z Polski mają dość wysokie ceny. Podejrzewam, że przez ZUS.

Po piąte: Lekcje próbne.

Wybierzcie wstępnie kilku nauczycieli i zapisz do nich swoje dziecko na lekcje próbne. Z naszego doświadczenia wynika, że nie powinno być ich (tych lekcji i nauczycieli) więcej niż trzy, bo potem już się nie wie, kogo wybrać. Po odbyciu tych lekcji, w których mniej lub bardziej dyskretnie będziesz dziecku towarzyszyć, żeby wiedzieć, z kim masz do czynienia, jeśli chodzi o nauczyciela, zdecydujcie, który nauczyciel najbardziej Wam odpowiada.

U nas było tak, że chłopaki trafili od razu w dziesiątkę, jeśli chodzi o nauczycieli włoskiego i angielskiego (na końcu powiem Wam, którzy to!), no i właściwie Patrycja z Andreą też trafiła od razu. No ale różnica jest taka, że chłopcy ze swoimi nauczycielami uczą się już drugi rok, a nauczycielka Patrycji, Andrea, niestety po roku zrezygnowała. I niestety, nadal nie mamy następczyni…

Po szóste: Test.

Pomijając sytuacje, kiedy dziecko zaczyna uczyć się nowego języka od zera, przed pierwszą lekcją (próbną czy też nie, nie ma to znaczenia) Preply proponuje nam (naszemu dziecku) zrobienie testu, który określi poziom jego znajomości języka. Test wydaje się dość trudny, ale moim zdaniem jest tak dlatego, że jest po prostu jeden dla wszystkich – i początkujących, i zaawansowanych. Na pewno jest on pomocą dla nauczyciela, który dzięki niemu wie, jak się przygotować do pierwszej lekcji z nowym uczniem.

Po siódme: Rozmowa (pisemna) z nauczycielem.

Zazwyczaj nauczyciel widząc, że zarezerwowaliśmy u niego lekcję, odzywa się do nas na preplowym czacie i pyta nas o nasze oczekiwania. Warto z nim o tym porozmawiać (a nawet samemu zagaić rozmowę, jeśli nauczyciel nie wyjdzie z taką inicjatywą). Zastanów się, jakie masz oczekiwania, i powiedz o nich (napisz w wiadomości) nauczycielowi. Na przykład prześlij mu tytuł podręcznika, z którego dziecko się uczy, albo spis zagadnień na egzamin końcoworoczny. My tak robiliśmy.

Po ósme: Podręcznik.

Oczywiście nie jest on obowiązkowy. Niektóre dzieci go nie chcą. W przypadku Patrycji, która uczyła się na razie dla siebie, a nie „pod egzamin”, poszłam z nią do księgarni językowej i pozwoliłam wybrać podręcznik, który jej się podobał. Potem napisaliśmy Andrei, jaki to podręcznik, i dziewczyny „leciały” na lekcjach z podręcznikiem (Andrea zadawała też Pati zadania domowe do zrobienia w zeszycie ćwiczeń).

Ogólnie rzecz biorąc, Patrycja bardzo lubiła i lubi taki sposób pracy. Niektórzy nauczyciele są kreatywni: w czasie lekcji pracują na własnych materiałach przy użyciu „tablicy”, wysyłają własne materiały do pracy w domu, linki do ciekawych kanałów na YT w danym języku, wiadomości podsumowujące lekcje i tym podobne rzeczy. Akurat Patrycja lubi dość prosty styl pracy: z ulubionym podręcznikiem. Wówczas, w zeszłym roku szkolnym był to podręcznik pt.: „Lola y Leo”, jeśli Cię to ciekawi, i przy częstotliwości jedna lekcja w tygodniu, Patrycja przerobiła dwie pierwsze części i napoczęła trzecią. W tym roku chce dokończyć tę właśnie trzecią część „Lola y Leo” i zacząć podręcznik do klasy siódmej (z dwóch proponowanych przez szkołę wybrała serię „Explora 1”).

Po dziewiąte: Płatności.

Jeśli chodzi o płatności, to zawsze płacimy z góry. Są dostępne – na ten moment – trzy formy płatności: karta, PayPal i Google Pay. Co jakiś czas doładowujemy sobie „konto” poprzez zakup jakiejś liczby lekcji u konkretnego nauczyciela. W tej kwestii Preply prowadzi użytkownika za rękę – ja się dość szybko nauczyłam, jak to wszystko działa, a nawet nie znam biegle angielskiego – więc sądzę, że interfejs jest – jak to się teraz pięknie nazywa – przyjazny dla użytkownika. Można też przepisywać doładowane środki z jednego nauczyciela na innego.

Co do lekcji próbnych, na Preply piszą, że jeśli nauczyciel nie spełnił naszych oczekiwań, możemy ubiegać się o zwrot kwoty zapłaconej za lekcję, jednak my tego nie robiliśmy. Uważamy, że za pracę należy się zapłata i już.

Na początek, gdy już wybierzecie nauczyciela, warto wykupić pakiet lekcji: 6, 12, 20 lub 40, bo wtedy można ustalić sobie regularny, powtarzalny grafik, a nie trzeba rezerwować każdej lekcji osobno. My, kiedy już zdecydowaliśmy się na regularne lekcje dla naszych dzieci, wykupiliśmy pakiety po 12 czy 18 (wtedy było 18 a nie 20) lekcji. Myślę, że jest to też motywujące dla nauczyciela, który widzi, że ma przed sobą dłuższą współpracę (i stały dochód).

Po dziesiąte: Odwoływanie i zmiana terminu lekcji.

Trzeba pamiętać, że zarezerwowane lekcje można odwołać bez straty kosztów najpóźniej na cztery godziny przed lekcją. Warto mieć to na uwadze szczególnie wtedy, gdy kroi nam się jakieś dziecięce chorowanie. Wiecie jak to jest: dziecko wieczorem jest marudne, coś tam zaczyna smarkać, a nazajutrz rano, gdy lekcja zaplanowana na 11.00, okazuje się, że nie może – no nie może: chore jest, gardło je boli i w ogóle nie ma siły na nic i… trudno, rodzic musi usiąść i zrobić sobie lekcję zamiast dziecka, a co! No. To też jest opcja, jeśli zapomnimy odwołać albo przełożyć lekcję na te 4 godziny przed jej terminem.

Aha, warto jeszcze tutaj dodać, że jeśli mamy kilkoro dzieci „na Preply”, to trzeba uważać, żeby lekcje nie były w tych samych godzinach, bo może nam nie wystarczyć Internetu (wi-fi). My poradziliśmy sobie tak, że kupiliśmy długaśne kable i podpinamy je do rutera i poszczególnych komputerów, ale i tak staramy się, żeby lekcje odbywały się pojedynczo.

Za co lubimy Preply?

Krótko mówiąc: za wygodę i oszczędność czasu. Lekcje można mieć nawet na wakacjach, nawet w piżamie (żartuję), nie trzeba nigdzie dojeżdżać ani zapisywać się do szkoły językowej, która nas ogranicza (np. nie można przełożyć lekcji) i narzuca swój grafik i podręczniki. Płacimy tutaj też tylko za lekcje, które się faktycznie odbyły (chyba że jesteśmy gapy i zapomnimy odwołać lekcję na czas), a nie za cały semestr z góry, jak w szkołach.

Sama platforma Preply jest dość intuicyjna i dość łatwo się na niej pracuje, a kiedy nie możemy czegoś znaleźć (tak jak ostatnio na przykład nie mogliśmy znaleźć, gdzie jest opcja przetransferowania środków pieniężnych z jednego nauczyciela na drugiego), klikamy na zakładkę „help”, która znajduje się pod naszym zdjęciem użytkownika z prawej strony ekranu… i szukamy.

No dobrze, to teraz ten obiecany link partnerski i korzyści.

Pod poniższym przyciskiem znajduje się mój, Kornelii O…, partnerski link do Preply. Jeśli za jego pośrednictwem zarezerwujesz swoją pierwszą lekcję, dostaniesz na nią 70% zniżki. Jeśli ta lekcja się odbędzie, ja dostanę 30$ do wykorzystania na nasze lekcje! Fajne, nie?

A teraz obiecane namiary na naszych nauczycieli włoskiego i angielskiego:

Język włoski: Gaetano Davide F.
Język angielski: Ricky W.

Obaj panowie są doświadczonymi nauczycielami, i – jak mówiłam – od około roku nasi synowie mają z nimi regularne lekcje. Obaj są bardzo zadowoleni! Celowo nie podaję Wam linków do profilów tych nauczycieli, gdyż chcę, żebyście skorzystali z mojego linka partnerskiego, no bo co w końcu, kurczę blade!

Więc hop! Wskakujcie na powyższy pomarańczowy przycisk i rezerwujcie lekcje! Powodzenia! A gdybyście mieli jakieś pytania, to zapraszam, piszcie na mejla (kontakt@korneliaorwat.pl).


* Tak się złożyło, że to właśnie na spotkaniach online dla mam w edukacji domowej, które przez pewien czas prowadziłam (a których już nie prowadzę, bo jednak ilość energii, jaką mam do rozdawania na prawo i lewo nie jest aż tak duża, jak sądziłam, a chętnych i potrzebujących sporo) dziewczyny powiedziały o Preply. Później nasi znajomi opowiadali, jak ich dzieci uczą się online z fajnym nauczycielem z Ameryki Południowej i mój mąż stwierdził, dobra, jedziemy z tym koksem!


Komentarze nadal (od wpisu na temat social mediów, z 30 maja 2022 roku), są wyłączone. Jeśli chcesz, możesz do mnie napisać na adres kontakt@korneliaorwat.pl

Autor: Kornelia Orwat

To ja. Kornelia zwana Werką, żona męża, mama dwóch nastolatków i jednej córeczki. Od 2011 roku tkwię w szaleństwie zwanym edukacją domową. Lubię pisać, spacerować, szydełkować. Uczę się korekty tekstu i bycia minimalistką. Czasami śpiewam w chórze. W 2021 roku napisałam książkę „Droga w nieznane? Edukacja domowa dla początkujących”.

Jeden komentarz

Możliwość komentowania jest wyłączona.