Blogi jak dinozaury i śmiesznotki nastolatków

Zacznijmy od tych dinozaurów.

Ostatnio zaobserwowałam trochę blogów na Feedly, blogów, które Feedly podsunęło mi jako popularne, jak rozumiem. Blogów lajfstajlowych, o minimalizmie, macierzyństwie… I wiecie co? Nie ma co czytać… Wszędzie (no, prawie wszędzie) tylko polecam to, polecam tamto (no dobra, ja też polecam książki, ale to dlatego, że pęknę, jak ich nie polecę, no i nie tylko o polecanie mi chodzi). A to recenzja odkurzacza, miksera, a to biura podróży, biżuterii, zabawek… A jak nie polecanie i recenzje, to „zapraszam na mojego YouTube albo podcast”. Ktoś pisał, pisał, i pisał, a teraz się przerzuca na gadanie.

YouTube nie jest zły, ale jak ktoś dobrze pisał, to szkoda, że się przerzuca.

No tak. Ja też tam byłam, i podkradałam się do tego stołu, coby miód i wino youtubowe pić, ale jednak się wycofałam, nie chcę, nie lubię. Lepiej mi tutaj, w zaciszu bloga.

Ale zastanawiam się, nie pierwszy już raz: Czy normalne, zaciszne blogi, takie wiecie, w stylu „Kochany pamiętniku…” już wymierają, jak – nie przymierzając – dinozaury?

A może chowają się w niszach, siedzą cichutko jak myszki, zamiast wyskakiwać z każdej lodówki… komórki, smartfona? Pewnie tak właśnie jest.

Ale to nic. Róbmy swoje i piszmy te nasze zaciszne blogi, skoro lubimy to robić. Róbmy to dla zabawy, a nie dla zarobku, bo to jest fajne!

Fajnie jest napisać taki sobie wpis, jak ten – nieplanowany, niecyzelowany, prawie tak, jak się teraz pisuje czasem na Instagramie (a nie, przepraszam, na Instagramie też się teraz wpisy cyzeluje i planuje) – pod wpływem impulsu i natchnienia.

Fajnie jest też zapisać sobie na blogu jakieś domowe anegdoty, które kiedyś nazwałam na tych łamach śmiesznotkami.

Oto one. Śmiesznotki nastolatków.


– Może byś się wykąpał?
– Kąpałem się ostatnio.


– Dostałeś jakąś ocenę?
– Tak.

(komentarz Cyryla: – Mamo. Jakie pytanie, taka odpowiedź.)


– Jak było na zapasach?
– Dobrze.
(Po pięciu latach)
– Jak było?
– Dobrze.
(Po dziesięciu latach)
– Jak?
– Dobrze.


Ja tylko ciągle o tych blogach i blogach, to dzieci zaczęły wymyślać nowe twory. Blogi? Bloki?

Blog czekoladowy
Blog rysunkowy
Blog operacyjny
Blog mieszkalny


Mój mąż Przemek, stojąc nad garnkiem z gotującymi się jajkami:
– Ja tu próbuję ugotować jajka!

(Przemek nie rozumie, co widzę w tym śmiesznego, a ja mu tłumaczę, że to jest śmieszne, bo ja jak coś gotuję, to wstawiam i idę, a on stoi nad garnkiem i czeka aż się ugotuje. A on na to, że no właśnie, i dlatego ja ciągle coś przypalam. Kurtyna. Haha, ciekawe, kiedy przypaliłam jajka?)


Szykujemy się do kina, patrzę, Patrycja maluje rzęsy. Mówię, że jest za mała na to, a ona mówi, że ma przecież jedenaście lat (uczciwie rzecz biorąc, to będzie miała za miesiąc!). To ja mówię, że jest ładna i nie potrzebuje poprawiać urody. A ona mi odpowiada:
– Ale makijaż nie jest po to, żeby poprawić, tylko żeby podkreślić urodę!


Czas Present Perfect to jest taki czas, kiedy dostajemy perfekcyjny prezent.

(Kawał z brodą, według Cyryla, ale mnie rozśmieszył.)


Sergiusz wymyślił most Towelbridge. Taki, na którym wszyscy wieszają ręczniki, zamiast kłódek, hihi.


Sergiusz: – Mamo, dziś jakoś nie czuję studni.
Ja: – ???… Jakiej studni?!
Sergiusz: – No mamo! Po angielsku!
Ja: – ???… Przemek!!! Jak jest studnia po angielsku?!!!


Cyryl: – A ja się czuję jak kierowca tira.
Ja: – ???…
Cyryl: – No, jestem tired.


Cyryl sprząta kuchnię, Przemek go chwali, że „zrobił błysk”, a Cyryl na to skromnie i samokrytycznie, że „to taki połowiczny błysk”. Wtem odzywa się Sergiusz: – Połowiczny to jest wtedy, gdy zrobi go twoja połowica!


Sergiusz szykuje się do spania, przychodzi i mówi: – Wiesz, mamo, ja nie mam ani ochoty, ani woli, ani Mokotowa do tego spania!

Tak, to ten Sergiusz, co ostatnio skończył 18 lat.


A jakbyście mieli do polecenia jakieś sympatyczne blogi w starym stylu, coś jak Niny EduDomowa albo Uli Pani Strzelec, to piszcie na kontakt@korneliaorwat.pl! Chętnie przygarnę takie blogowe polecajki!


Zdjęcie ilustracyjne pochodzi z serwisu Canva.

Autor: Kornelia Orwat

To ja. Kornelia zwana Werką, żona męża, mama dwóch nastolatków i jednej córeczki. Od 2011 roku tkwię w szaleństwie zwanym edukacją domową. Lubię pisać, spacerować, szydełkować. Uczę się korekty tekstu i bycia minimalistką. Czasami śpiewam w chórze. W 2021 roku napisałam książkę „Droga w nieznane? Edukacja domowa dla początkujących”.