Ach, co to była za współpraca!
Niewiedza jest czasem błogosławieństwem. Bo jeśli się nie wie, że czegoś nie da się zrobić, to się to robi. Po prostu.
Jak? O tak:
Po pierwsze — tempo
Mówiąc krótko: w niecałe dwa miesiące stworzyłyśmy od podstaw (od idei do realizacji!) dwa numery nowego czasopisma dla kobiet. Gwoli ścisłości, ten pierwszy numer to jeszcze nie było czasopismo, tylko próbka, pilotażowy e-book w wersji PDF.
Po drugie i trzecie — wizja i odwaga
A wszystko dzięki pewnej dzielnej i odważnej, acz niewątpliwie szalonej niewieście, Ani Kurzawie, która zobaczyła niszę i wymyśliła, jak ją zapełnić. W związku z czym (jakoś pod koniec października) zadała mi proste pytanie: „Kornelia, czy składasz też czasopisma?”, na które odpisałam bez namysłu: „Nigdy tego nie robiłam, ale to nie znaczy, że nie chciałabym spróbować”.
Po czwarte — determinacja
I tak to poszło. Spróbowałam. Nie powiem, bolało. Szczególnie na początku, gdy chodziłam jak w malignie i bełkotałam: „O matko, jak ja to zrobię?! Jak ja to wszystko wymyślę?!! Jak się to w ogóle robi?!!!!!”.
No ale wiadomo, że jak nie wiadomo, jak coś zrobić, to się to po prostu robi. Po prostu się zaczyna. Po prostu się robi.
Krok. Po. Kroku. Się idzie.
Ktoś mądry powiedział, że każda, najdłuższa nawet podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Za próg domu. Modnie byłoby powiedzieć, że poza swoją strefę komfortu.
Po piąte — wiedza
I wiesz co? Wbrew temu, co się naokoło słyszy, żyjemy w naprawdę dobrych czasach. Żyjemy w czasach, w których wszelką wiedzę mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki. Choćby na kursach platformy Domestika (polecam! wcale nie trzeba kupować subskrypcji, można pojedyncze kursy).
Po szóste… Mamy to!
Jestem z tej współpracy niezmiernie dumna, bo choć nie było łatwo, choć zwątpienie zaglądało w oczy (czy jak to się tam mówi) i stres podchodził do gardła, a nawet wychodził uszami (oj, ustami też wychodził, ale o tym cicho sza!), to w dwa miesiące nauczyłam się o składaniu (i w ogóle robieniu) czasopism tyle, ile o składaniu książek przez ostatni rok.
I chociaż z pewnością zdarzą się w tych pierwszych wydaniach błędy czy niedociągnięcia (zresztą, gdzie ich nie ma?), to mogę się założyć, że „Filomea” znajdzie swoje miejsce w sercach czytelniczek!
Można już zamawiać pierwszy, styczniowo-lutowy numer!
Oto link do „Filomei” w moim portfolio
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2026! Niech się spełniają marzenia!
Pa!


Dodaj komentarz