Zalecenia z poradni psychologiczno-pedagogicznej – zadania rodzica

Zalecenia z poradni psychologiczno-pedagogicznej – zadania rodzica

Podczas sprzątania szuflad znajduję ostatnio różne ciekawe rzeczy. A raczej papiery. Kilka dni temu znalazłam kartkę zatytułowaną “Zadania rodzica”.

I pomyślałam sobie, że właściwie to praktyczna sprawa, mieć bloga. Zamiast obwieszać lodówkę albo upychać po szufladach, można takie kartki “wrzucać” na bloga. Niech ludziska mają i korzystają, a i ja sobie od czasu do czasu zajrzę i przypomnę. O tych “Zadaniach rodzica”. Ważnych dla wszystkich rodziców, nie tylko w edukacji domowej.

(Prawie dwa lata temu znalazłam w komputerze “Apel Twojego dziecka” Janusza Korczaka – jest to również bardzo ważna lista.)

Żałuję, że nie pamiętam, z jakiej poradni psychologiczno-pedagogicznej pochodzą Zadania rodzica. Na pewno znajdę tę informację (a wtedy zrobię o tym dopisek), bo była to nasza pierwsza wizyta w poradni do celów edukacji domowej. W roku 2011. Poradnia była prywatna, znaleziona “na wariata” w internecie.

Listę zadań rodzica wręczono mi na zakończenie badania, po rozmowie dotyczącej tego, jak wspierać rozwój dziecka zdolnego. I po zapewnieniu, że edukacja domowa jest właściwym wyborem w przypadku takiego dziecka. (Ha! A ja dodałabym, że edukacja domowa jest wlaściwym wyborem wyborem w przypadku KAŻDEGO dziecka.)

Ale do rzeczy. Oto lista zadań rodzica:

  1. Pomóż dziecku odkryć tkwiące w nim możliwości i zdolności.
  2. Poprzez zachętę i pochwałę wspieraj je w ich rozwijaniu oraz w doskonaleniu swoich umiejętności.
  3. Wyrabiaj w nim takie cechy chrakteru, jak: wytrwałość, odporność na niepowodzenia i krytykę, radzenie sobie z problemami, podejmowanie decyzji i dokonywanie wyboru, pewność siebie, samodzielność.
  4. Pamiętaj, że doskonalenie jakiejś umiejętności u dziecka powinno odbywać się stopniowo i jak najdłużej się da winno mieć charakter zabawy, a nie “wyścigu szczurów”.
  5. Naucz swoje dziecko stawiać sobie konkretne, realistyczne oraz krótko- i długoterminowe cele.
  6. Stwórz razem z dzieckiem codzienny plan zajęć (obowiązkowo 8 godzin snu i trzy posiłki dziennie). Oprócz nauki i rozwoju zainteresowań musi się znaleźć czas na zabawę i regenerację sił.
  7. Znajdź właściwych trenerów i nauczycieli. Nie podważaj ich autorytetu.
  8. Ograniczaj bezmyślne oglądanie telewizji czy granie na komputerze.
  9. Uświadom swemu dziecku, że gorycz przegranej to nieodłączny element gry i współzawodnictwa. Nauka przegrywania to wielka lekcja życia, a wynik nie jest jedynym miernikiem sukcesu.
  10. Pozwól swojemu dziecku na rozwijanie obok wiodącej także dodatkowej pasji, najlepiej, aby jedna z nich należała do sfery fizycznej (sport), druga do twórczej (sztuka, nauka), ale nie może ich być za wiele, gdyż zbyt duża ilość zajęć zmniejszy szansę na osiągnięcie prawdziwego sukcesu w jednej dziedzinie.

Taaak. Przeczytałam sobie po raz kolejny te zadania i zastanowiłam się, jak nam idzie ich realizacja.

Hmm… Muszę przyznać, że punkty 1., 3. i 5. brzmią jak dla mnie mało konkretnie. Bo cóż z tego, że kierunek słuszny, kiedy droga wyboista? (Ach, ten uniwersalny “walec” Młynarskiego!) Bo cóż z tego, że wiem, co mam w dzieciach “wyrabiać”, w czym “wspierać” i czego “uczyć”, kiedy nie zawsze wiem jak? Oj coś mi się widzi, że to temat na cały długi artykuł!

Jak pomóc dziecku odkrywać tkwiące w nim możliwości i zdolności?

Jak wyrabiać w nim wytrwałość, odporność na niepowodzenia i krytykę, radzenie z problemami, podejmowanie decyzji, pewność siebie, samodzielność, itd.??

Jak nauczyć dziecko stawiać sobie konkretne, realistyczne (!), krótko- oraz długoterminowe cele???

Uff! Dużo tego, prawda? W dodatku… jak mogę uczyć tego wszystkiego swoje dzieci, jeśli sama nie jestem chodzącym przykładem i wzorem – czytaj: posiadaczką tychże wspaniałych cech i umiejętności?! Toż to praca na całe życie!

Zatrzymałam się też przy punkcie 6., czyli planie zajęć.

Plan zajęć oczywiście mamy, bo i zajęć nam nie brakuje. Jednak chodzi tu o zajęcia poza domem. Zajęć w domu nie planujemy. To znaczy – planujemy, ale nie ma to formy “stworzonego planu zajęć”, tylko formę: “Dziś przed południem zrób (zróbmy, zrobimy) to i to.”. Albo: “Co planujesz (planujecie) dzisiaj robić?” (Czy nie jest to przypadkiem “wyrabianie w dzieciach umiejętności podejmowania decyzji i dokonywania wyboru”?).

Poza tym, mamy zaplanowane dyżury w kuchni (każde z dzieci dwa razy na tydzień), granie na komputerze (raz na tydzień, z uwzględnieniem tzw. “wyjątków” czyli bonusów), ćwiczenie na instrumentach (raz na dzień), wychodzenie na dwór (co najmniej godzina dziennie), robienie lekcji, czyli przygotowanie do egzaminów (w zależności od tego, jak mamy zaplanowane egzaminy). Tak wygląda to w skrócie i w uproszczeniu. Prawdę mówiąc, to planowanie jakoś “samo się robi”.

A tak w ogóle – komentarz Sergiusza dotyczący tego punktu brzmiał tak: “Planowanie jest dla planistów.”

No i jak ja mam go uczyć planowania?!

PS Á propos zdjęcia. Moją najnowszą fascynacją są koty, więc spodziewajcie się, że będzie ich tutaj coraz więcej. Poza tym, taki leniwy, wygrzewający się na słońcu kot jest wspaniałą ilustracją najważniejszego zadania rodzica, które właśnie przyszło mi do głowy: “Dbaj o siebie, nie zapominaj o odpoczynku. Rozwijaj swoje zdolności i zainteresowania.” Bo najlepszy rodzic to rodzic wyspany, uśmiechnięty i szczęśliwy.

Powiązane wpisy

Skomentuj

Używamy plików cookies (ciasteczek), które wykorzystywane są do analizy ruchu na stronie oraz do zapewnienia jej prawidłowego działania.