powieść: Sergiusz Orwat, Wojna Światów, część I: Otwarcie

„Wojna Światów, część I: Otwarcie” Sergiusza Orwata

kategoria:
Czas czytania: 3 minuty

Czego mnie nauczyła?

Och, o tym mogłabym długo. Nauczyła mnie pokory w pracy. Nauczyła mnie oczywiście fachu, bo to na jej potrzeby poszłam na kurs korekty, a potem zrobiłam kilka kursów z grafiki 2D. Poza tym nauczyła mnie być cierpliwą i wyrozumiałą redaktorką. I to nic, że klęłam na czym świat stoi i wiele razy byłam gotowa rzucić to w kąt. To nic, że autor był uparty jak osioł i o niektóre zdania walczyliśmy jak lwy. To nic, że trwało to dobrych kilka lat. Mamy to!

Dlaczego trwało to kilka lat?!

Cóż, trwało to tak długo z kilku powodów. Po pierwsze, autor przepisywał swoją powieść od nowa (pierwszą wersję napisał, mając czternaście lat, a teraz ma dwadzieścia jeden).

Po drugie, na początku naszej współpracy (czyli jakieś cztery lata temu) nie wiedzieliśmy, jakie to ważne, żeby pracować w trybie śledzenia zmian, i zdarzało nam się pracować „bez sensu”: Ja coś poprawiałam, wysyłałam do autora, autor to zatwierdzał lub nie, a przy okazji coś sobie dopisywał lub poprawiał bez włączonego trybu śledzenia zmian, po czym ja znów siadałam do tekstu i łapałam się za głowę (przypominam, że autor miał wówczas jakieś siedemnaście lat, a ja byłam na tyle niedoświadczona, że nie umiałam go dopilnować)!

Po trzecie, mieliśmy bardzo dużo rewizji, bo autor jest uparty i na wiele poprawek nie chciał się zgodzić. Na szczęście w miarę, jak przybywało mu lat, przybywało też rozsądku, dzięki czemu łatwiej akceptował fakt, że istnieją jakieś zasady poprawności językowej (Zamiast mówić: „Nie będę się stosował do jakichś głupich zasad!”, zaczął mówić: „No dobra, jak trzeba, to trzeba”).

Po czwarte, praca nad książką Sergiusza nie była dla mnie „pracą”, tylko „hobby”, więc nie traktowałam jej przez cały czas priorytetowo.

Po piąte, mam skłonności do perfekcjonizmu i jeśli nie mam dedlajnu, to wpadam w pułapkę poprawiania bez końca (zawsze znajdzie się coś do poprawienia, zawsze!, a i tak na końcu zostaną jakieś błędy… ech… kto wie, ten wie).

Jak to z tym składem było

O ile redakcja i korekta Otwarcia trwały dobrych kilka lat, to ze składem uwinęłam się stosunkowo szybko, bo w kilka miesięcy. Oj, tutaj też mogłabym długo opowiadać, jak to zaczęłam składać Otwarcie w programie Pages, ale ponieważ nie mam Maca, tylko iPhona, to mam ten program w wersji okrojonej, i dlatego szło jak po grudzie (wszystko „na piechotę”).

Koniec końców (a był jakiś początek marca tego roku) powiedziałam sobie: „Dobra, zobaczmy tego InDesigna, bo przecież nie może być taki straszny, jak go malują”.

Dalszy ciąg już znasz.

Kilka słów o fontach, czyli krojach pisma

Dopiero kiedy wrzuciłam Otwarcie do InDesigna, zobaczyłam, ile tego jest! Zrobiłam kilka próbek składu (powieść ma konstrukcję, powiedzmy, szkatułkową, więc autor chciał, by była złożona kilkoma różnymi krojami pisma) i ostatecznie podjęliśmy decyzję, że złożę Otwarcie krojem Caladea (ładnie i czytelnie wygląda w kursywie, której mamy tutaj dużo) w rozmiarze 10 punktów. Dzięki temu udało nam się zamknąć w 596 (!) stronach formatu A5. A dla zróżnicowania narracji, zamiast żonglować fontami, użyłam obramowań akapitowych. Wygląda to lżej i bardziej spójnie niż wiele różnych krojów pisma.

Najważniejszy jest czytelnik

Muszę przyznać, że łamanie tego tekstu było wyzwaniem. Jak mówi stare przysłowie pszczół, im dalej w las, tym więcej drzew. Im więcej człowiek wie, tym więcej… nie wie.

Mogłabym w tym miejscu wymienić błędy składu, które popełniłam świadomie (!) po to, żeby uniknąć innych, prawdopodobnie gorszych. Ale jeśli chodzi o punkt widzenia czytelnika, to im mniej o nich wie, tym lepiej dla niego. Bo wtedy ich nie widzi.

Co powiedziawszy, chcę podkreślić, że dobry skład to właśnie taki, którego nie widać. Książka ma się po prostu dobrze czytać. Wygodnie i bez wysiłku.

Otwarcie Sergiusza można już kupić w Empiku i na Legimi (e-book) oraz na OLX (wydanie papierowe). Jest to powieść fantasy, ale nie znajdziesz w niej elfów ani krasnoludów. Rodzeństwo autora mówi, że to anime w formie książkowej. Otwarcie jest trochę zabawne i trochę straszne. Zakręcone, zawiłe i pełne zagadek.

Pozdrawiam i do następnego przeczytania!

PS Sergiusz zaprasza na swoją nową stronę: sergiuszorwat.pl


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *