Trochę autoreklamy nie zaszkodzi, czyli magazyn KREDA i ja.

Trochę autoreklamy nie zaszkodzi, czyli magazyn KREDA i ja.

“Tiridididim, lalala, tiutiu, uuu, oł jeee!” (dżingiel) “A-u-t-o-p-r-o-m-o-c-j-a” (lektor) “Tiridididim, lalala, tiutiu, uuu, oł jeee!” (dżingiel)

Nie mam czasu pisać bloga. Żadna to nowina, no bo kto ma? Oczywiście oprócz singli, których pracą jest właśnie pisanie bloga. Myślałam, że jak dzieci rosną, to czasu przybywa, a tu niespodzianka! Bo co prawda nie wiszą u spódnicy, ale za to gadają jak najęte, wciąż są głodne (nie tylko wiedzy, choć TO TEŻ) i w dodatku chcą żeby mama spędzała z nimi czas. Tak naprawdę, a nie na niby, że jedno oko w smartfonie, a drugie łypie na dziecko.

Tak więc nie mam czasu. Ale miewam natchnienie (tak, już to mówiłam!), i wtedy biada, jeśli od razu nie usiądę i nie zapiszę tego, co mi w głowie siedzi. A dziś usiadła mi autopromocja. Autoreklama, która jest też reklamą, ale taką przyjacielską, po znajomości, “po idei”. Idei edukacji domowej. No bo czy wiecie, że jest KREDA?

Czy wiecie, co to jest KREDA? 

Ja sądziłam, że wszyscy wiedzą. Wiem, nazywa się to przekleństwo wiedzy. Ułuda, że skoro dla mnie coś jest oczywiste, to dla innych też. A okazuje się, że niektóre z moich koleżanek z pracy, czyli mam w edukacji domowej, nie wiedzą. Dlatego spieszę Wam powiedzieć!

KREDA to nowy miesięcznik o edukacji. Kreatywnej edukacji i edukacji domowej. Magazyn adresowany dla rodzin edukujących domowo, ale i dla wszystkich, którzy się edukacją interesują (no bo jak można interesować się edukacją a nie znać edukacji domowej, no jak?!). KREDA to magazyn drukowany*, piękny, gruby, pełen ciekawych treści. Właśnie wyszedł już drugi, listopadowy numer! W pierwszym, październikowym numerze tematem wiodącym była edukacja domowa, zaś w tym kolejnym, aktualnym – edukacja finansowa.

I chociaż z opóźnieniem (widzicie sami, że nie jestem mistrzem autoreklamy…), chwalę się oto niniejszym, azaliż i wży i wszem i wobec, że napisałam do KREDY swoje trzy grosze, czyli trzy felietony, do kolejnych trzech numerów. I mam nadzieję pisać do następnych i następnych, jeśli Bóg (i szanowna redakcja naczelna) da.

Skąd się KREDA wzięła?

Moja znajomość z współtwórczyniami KREDY, Anią Marszałek i Agnieszką Pleti zaczęła się gdy poprosiły mnie o wywiad do podcastu “Więcej niż edukacja” (pamiętam jak zżymałam się na nazwę “podcast”, która teraz już spowszedniała i chcąc nie chcąc zaakceptowałam ją, podobnie jak nieszczęsne “zero waste”). Co do wywiadu, to do dziś mam wyrzuty sumienia, że nie zaprosiłam dziewczyn do domu, w którym jak zwykle u nas, panował armagedon, czyli bałagan i hałasujące dzieci na niezbyt dużej przestrzeni. Dziś, a minęło już ponad dwa lata od publikacji wywiadu, armagedon jest mniejszy** a też i mniejsze moje kompleksy z nim związane (no bo co, kurczę blade, dom to nie muzeum!), i dziś chętnie zaprosiłabym dziewczyny do domu! Słyszycie? Zapraszam!

Właśnie zauważyłam, że wspomniany wywiad ze mną ukazał się w dziewiąte urodziny Cyryla!

Ale do rzeczy, czyli do KREDY.

Otóż KREDA wzięła się z pomysłu wspomnianych twórczyń podcastu “Więcej niż edukacja” we współpracy z Olą i Marcinem Sawickimi. którzy prowadzą słynne w środowisku edukacji domowej, montessoriańskie “szkoły w górach” – “U Sawickich”.  Podcast “Więcej niż edukacja” skupił wokół siebie dużą społeczność ludzi głodnych wiedzy na temat edukacji domowej i w ogóle edukacji. Mówiąc krótko, dziewczyny wymiatają. I świetnie, bo dzięki temu się rozwijają, a dzięki temu temat edukacji domowej zatacza coraz szersze kręgi, a dzięki temu ma wpływ na edukację formalną, szkolną. Razem uczyńmy edukację piękną – mówi slogan reklamowy KREDY – i to jest to!

Choć czasem myślę, że im ciszej jest o edukacji domowej, tym lepiej (bo niektórych w oczy kole, że my tak sobie w tej ED “leniuchujemy”), to częściej myślę, że im więcej będzie się o edukacji domowej mówić, tym lepiej (bo znów inni niektórzy nie wierzą, jak my tak możemy?!). Bo wiedza zawsze jest lepsza od niewiedzy. (No dobrze, nie dotyczy to wiedzy o tym, czy księżna K. jest znów w ciąży). Ba! Rzecz w tym, by ta wiedza była rzetelna. By nie była pseudo-wiedzą, zbiorem stereotypów i mitów. I dlatego to bardzo dobrze, że powstał magazyn KREDA.

Co znajdziecie w KREDZIE?

Oprócz felietonu sławnej blogerki, czyli mojego, w KREDZIE znajdziecie mnóstwo interesujących artykułów na temat edukacji domowej. Interesujących nie tylko dla początkujących w tym temacie!

Na przykład artykuły autorstwa dwojga “absolwentów” edukacji domowej. Zosia Olszowska opowiada o tym, co zyskała przechodząc na edukację domową w liceum (przez rok uczyła się domowo także w podstawówce), a Paweł Kacprzyk zabawnie opisał swoją udaną “socjalizację” na studiach polonistycznych (na edukację domową przerzucił się po szóstej klasie podstawówki).

Odświeżające i dodające otuchy są artykuły Oli i Marcina Sawickich na temat ich własnej, rodzinno-zawodowej historii edukacji domowej oraz o odszkolnieniu, które przechodzą chyba wszyscy rodzice w edukacji domowej.

Fajnie jest zajrzeć za kulisy, czyli spojrzeć na egzaminy oczami nauczyciela.

Inspirująco jest przeczytać artykuł Ani Marszałek na temat metod, stylów pracy w edukacji domowej. Rozbudził we mnie ciekawość. A może by tak rozwinąć temat i zrobić więcej artykułów na temat poszczególnych metod? (KREDA – dajecie!) Dzięki temu artykułowi z niejakim zdziwieniem dowiedziałam się, że często stosuję metodę Charlotte Mason! O! I właśnie znalazłam polską stronę internetową jej poświęconą. Do poczytania w najbliższej, niezidentyfikowanej przyszłości, a może nawet do “dania” do przeczytania dzieciom, tym starszym.

A do tego, do tego wszystkiego, cóż może być ciekawszego dla rodzin edukujących domowo od opowieści o innych rodzinach edukujących domowo? Znajdziecie ich w KREDZIE kilka, w tym reportaż.

Przyznam, że nie przeczytałam jeszcze październikowego numeru KREDY od deski do deski, dawkuję ją sobie pomału, po trochu.

Delektuję się, bo i jest czym. Taki choćby niepozorny z tytułu (“Uniwersalne doświadczenie”) artykuł Mariusza Dzieciątko zawiera perełki:

Mamy nieraz fałszywe wyobrażenie, że mózg jest jak komputer, który przyswaja informacje. A to nieprawda. Jeśli w procesie poznawania nie ma emocji i kontaktu z drugim człowiekiem, to nie następuje wzrost. Musimy zawalczyć o serca dzieci i ich uczucia. Zadbajmy o czas, kiedy jesteśmy razem i poświęcajmy go na wspólne zabawy. Wtedy nie ma rywalizacji i oceniania. Dzieci emocjonalnie potrzebują domu. Wyrwane z niego tracą kontekst emocjonalny nauki i kontakt ze swoimi korzeniami.

Takie słowa to miód na moje serce. Bo nie mogę zgodzić się z rozpowszechnianym gdzieniegdzie poglądem, jakoby tak zwany “bunt nastolatka” był naturalną konsekwencją różnic w systemie wartości między nastolatkiem a jego rodzicami. Przecież wychowanie to nic innego jak przekazywanie systemu wartości! A jest ono tym lepsze, im lepsza jest więź rodziców z dziećmi. A jest ona tym silniejsza, im więcej jest między nimi kontaktu i emocji!

KREDA, KREDY, KREDZIE… a oto JEJ strona internetowa.

Zapraszam i pozdrawiam Was serdecznie!

Pa!

Kornelia

 

* My, zerołejsterzy, czekamy na wersję elektroniczną KREDY. (Przyznam się że nie jestem takim całkiem prawdzimym zerołejsterem, bo bardzo lubię słowo pisane na papierze!)

** Chyba że akurat siedzę w piżamie i piszę zamiast robić śniadanie, a dzieci korzystając z okazji bawią się, też w piżamach, zamiast upomnieć się o śniadanie, co kończy się tym, że każę im zrobić śniadanie.

Powiązane wpisy

2 komentarze

  1. Oh! Czadowo! Zaglądam od czasu do czasu, ale zazwyczaj nie komentuję, ale za taką polecajkę to ślę uściski! 🙂

    1. Dziękuję i wzajemnie! 🙂

Skomentuj

Używamy plików cookies (ciasteczek), które wykorzystywane są do analizy ruchu na stronie oraz do zapewnienia jej prawidłowego działania.