Pucu pucu… wodą z octem

Pucu pucu… wodą z octem

Przy analizie kuchni i łazienki pominęłam kwestię jak sprzątać „bezśmieciowo”. Na przykład, wodą z octem.

Dzisiaj napiszę więc parę słów o tym, jak to miło mieć pustki w szafce na chemię gospodarczą.

Całe to chemiczne towarzystwo zaśmieca świat w dwojaki sposób.

Po pierwsze – najczęściej jest opakowane w plastikowe butelki. Po drugie – zawiera składniki, które długo się biodegradują i często w wodzie i glebie pozostają.

Czym więc umyć naczynia, zlew, płytę ceramiczną, szafki kuchenne, lodówkę, glazurę, terakotę, parkiet, umywalkę, wannę, toaletę?

Producenci – sprzedawcy zachcianek zapewniają nas, że do każdej z tych rzeczy niezbędny jest inny środek. Każdy oczywiście w innym, kolorowym opakowaniu. Każdy z nich w kilku różnych odmianach, wielkościach, zapachach…uff!

No więc, czym?

  1. Octem
  2. Sodą oczyszczoną
  3. Solą kuchenną
  4. Ciepłą wodą

Do spryskiwacza nalewam trochę octu, uzupełniam wodą i wkraplam kilka kropli pomarańczowego olejku eterycznego (naturalnego, jak zapewnia producent).

Tym specyfikiem myję prawie wszystko – mniej zabrudzone naczynia, kuchenną płytę ceramiczną, szafki kuchenne, lodówkę, lustra, okna, podłogi (oprócz parkietu), toaletę i co tam się jeszcze nawinie (dzieci na szczęście uciekają).

Do szorowania umywalki, wanny, zlewu czy bardziej tłustych naczyń używam sody oczyszczonej.

Mam dwa słoiki z sodą – jeden w kuchni, drugi w łazience. Sypię sodę na szmatkę albo od razu na garnek czy zlew, zwilżam wodą i szoruję. Sody nie żałuję. (Kupuję w hurtowych opakowaniach.) Wszystko się elegancko domywa. W dodatku nie pachnie nachalnie, jak środki ze sklepu.

Soli kuchennej używam do odświeżania drewnianych desek do krojenia i czasem zamiennie z sodą do szorowania garów.

Żebyście nie myśleli, że u nas w domu jest tak jak na zdjęciu, przyznam się, że mamy zmywarkę. Jednak zmywarka mała, a nas dużo, więc garów do mycia ręcznego trochę zostaje. Do zmywarki używam na razie niestety zwykłych kupnych środków, ale już jadą do mnie zamówione worki z sodą kalcynowaną i boraksem, z których to składników mam zamiar wyczarować własny proszek do zmywarki do prania (przepisów dostarczy mi internet).

Oczywiście pojawia się pytanie dla bezśmieciowca nieuniknione:

Które działanie wiąże się z większym marnotrawstwem – kupno zwykłych proszków do zmywarki i do prania, czy kupno kilkukilogramowych worków z półproduktami, które nie dość że muszą zostać przewiezione z daleka, to jeszcze nie wiadomo jak będą zapakowane? (Poprosiłam o opakowanie „z odzysku”, ale nie wiadomo czy nie popukają się w czoło?)

A teraz wyobraźcie mnie sobie, jak latam po domu ze spryskiwaczem w jednej, a szmatką w drugiej ręce i pryskam to tu, to tam, i pucuję to tu, to tam.

Prawdę mówiąc, za często tego nie robię, ale przyznać muszę, że spryskiwacz naprawdę polubiłam!

Kornelia Orwat

To ja. Kornelia zwana Werką, żona Męża, mama dwóch nastolatków i jednej córeczki. Od ośmiu lat tkwię w szaleństwie zwanym edukacją domową, a od czterech - eksperymentuję w swojej domowej Odśmiecowni z rozwiązaniami zero waste. Pasjami dłubię na blogu i na szydełku. Czasami śpiewam w chórze.

Polecam

Skomentuj

Używamy plików cookies (ciasteczek), które wykorzystywane są do analizy ruchu na stronie oraz do zapewnienia jej prawidłowego działania.