Podpaski wielorazowe i maszynka do golenia, czyli będzie ostro!

Podpaski wielorazowe i maszynka do golenia, czyli będzie ostro!

Dziś będzie ostro – jak napisałam ostatnio na Instagramie, opisując swoją przygodę z kaszą manną. Jednak dzisiejszy temat to nie kasza manna, ani nie żadna inna kaszka z mlekiem!

Dzisiaj będzie ostro, bo zadania z cyklu Rok Bez Marnotrawstwa mam dla Was i trudne, i kontrowersyjne, chociaż… zależy dla kogo. Dla mnie na przykład bardziej kontrowersyjne jest używanie przez kobiety maszynek do golenia niż podpasek, choćby i wielorazowych. Dla innej zaś kobiety maszynka do golenia będzie bardziej naturalnym wyposażeniem kosmetyczki niż podpaska, bo woli na przykład tampony albo kubeczki menstruacyjne. Albo podpaski jednorazowe.

A zadania dzisiejsze – #24 i #25 – brzmią: Zamień jednorazowe podpaski, wkładki higieniczne i golarki na wielorazowe odpowiedniki.

Z pewnością używanie podpasek wielorazowych JEST kontrowersyjne.

Bo, oburzą się niektórzy, przecież to niehigieniczne i obrzydliwe, ta krew i w ogóle. No cóż. Na pewno, gdy przyjdzie nam zmieniać taką podpaskę w toalecie publicznej, i chować ją do kosmetyczki (najlepiej specjalnie, tylko do tego przeznaczonej!) – to nieuchronnie będziemy tę krew w torebce, w tej kosmetyczce przez jakiś czas nosić.

Ale przecież nie będziemy jej nosić nie wiadomo jak długo! Po powrocie do domu wrzucimy ją do miski z zimną wodą, a potem (maksymalnie po paru godzinach, nie dniach!) – wypłuczemy dokładnie również w zimnej wodzie (albo w pralce, jeśli się ktoś brzydzi własnej krwi), a następnie natychmiast upierzemy.

No właśnie. A co robimy ze zużytą podpaską jednorazową?

Czy to w domu, czy w toalecie publicznej? Ciep! Do kosza! I ona w tym koszu co robi? Leży. Ale kto by się tam przejmował! Wyniesie się, wyrzuci.

Więc ja się przejmuję. Bo co jak co, ale akurat rzeczy typu podpaski i pieluchy jednorazowe to najgorszy typ śmieci. Bo nie kompostuje się, nie nadaje do recyklingu. Albo do spalenia, albo… nie wiem gdzie. Na wysypisko? Hmm.

Dlatego jestem bardzo z siebie dumna, bo już od prawie trzech lat używam podpasek i wkładek wielorazowych. I powiem Wam, że je bardzo lubię! Pisałam już o nich i w artykule o kubeczkach menstruacyjnych, i o moich dobrych nawykach zero waste w dziedzinie higieny, W tym ostatnim dość dokładnie opisałam, jak je piorę i dlaczego je lubię (przeczytajcie koniecznie, jak chcecie dobrze odrobić zadanie!), więc nie będę się zbytnio powtarzać.

No dobrze, trochę się powtórzę. Lubię je za to, że są miękkie i miłe w dotyku, że są kolorowe, że są zero waste i… że pozwalają mi doświadczyć tego, co naturalne w sposób naturalny. Normalny. A nie – ciep! Do kosza! Byle nie patrzeć! Byle nie dotknąć! I wiecie co? Lubię nawet ten piękny czerwony kolor wody, który mam możność oglądać przy płukaniu podpasek.

Mówiłam, że będzie ostro.

Jednak, o czym dotychczas nigdzie nie pisałam, podpaski wielorazowe mają jedną wadę. Nie da się ich przykleić do bielizny. Zapina się je na zatrzaski, ale nie są w żaden sposób przyczepione do bielizny, więc przesuwają się w czasie chodzenia.

Ale naprawdę można się do nich przyzwyczaić. I do tego przesuwania, i do płukania, namaczania, prania. I wiecie co? Takie coś, jak to płukanie, pranie i tak dalej wymusza na nas, kobietach, byśmy zwolniły. Wszak życie to nie wyścigi. Ja wiem, że nie każda może sobie na to pozwolić, ale na ile może, niech te dni menstruacji spędza w spokoju. Niechaj poleży, poczyta, podzierga na szydełku, popracuje w łóżku (czasem się da!) a nie przy biurku czy w kuchni. Niech da szansę innym członkom rodziny. Może uda im się zrobić zakupy i obiad równie dobrze, albo chociaż prawie tak dobrze, jak nam?

Jeszcze parę słów o tym, jakich podpasek używam.

https://www.instagram.com/p/B1dkipIo0fR/?igshid=m181j69o96ow

Używam podpasek marki Kokosi. Są one podszyte kolorowym materiałem typu PUL, co sprawia, że nie przemakają. Od strony ciała mają materiał welurowy, którego trochę się obawiałam, ale jest ok, całkiem miły. W dodatku czerwony, co ma tę zaletę, że nie musimy się martwić, jeśli coś się nam niedopierze. Z firmy Kokosi mam też sporo wkładek higienicznych. O, takich! Są naprawdę świetne i bardzo przyjemne w użyciu, bo dzianina bambusowa, którą są wyścielone, to wprost pieszczota dla… no, wiadomo.

Mam też jedną podpaskę całą bawełnianą, marki Naya i choć nie jest nieprzemakalna, baaardzo ją lubię. Jednak bawełna to bawełna.

Wszystkie te podpaski kupiłam trzy lata temu. Jakieś pół roku temu chciałam uzupełnić zapas i dokupiłam kilka bawełnianych tak zwanych „kieszonek” Nayi i zawiodłam się. Kieszonki są jakieś takie małe i cienkie i chyba wymagają prasowania, żeby trzymały kształt. W dodatku wkłady też są małe i chude i nijak nie da się ich włożyć do kieszonek tak, by jakoś „wyglądały” i trzymały się na swoim miejscu. Ogólnie są o wiele za małe. Żałuję pieniędzy na nie wydanych, ale pocieszam się, że może za kilka lat przydadzą się mojej córce?

Natomiast moja stara, dobra Naya kupiona dawno temu to jest to! O ile model się nie zmienił, ale wygląda dokładnie tak samo.

No to jak? Przekonacie się do tego zadania, kobiety? Nooo! To jest takie kobiece!


Drugie zadanie nie jest kobiece. I dotyczy czynności wkurzającej, ale koniecznej.

No bo jak ktoś (kobieta, znaczy się) zaczął się golić, depilować w wieku lat nastu, to już musi do końca życia, chyba że chce wyglądać jak małpiszon. A raczej nie chce. I na pewno wiecie, co robi kobieta, kiedy chce iść na basen? Leci do łazienki, bo musi się wydepilować tu i ówdzie. A wiecie, co robi facet, jak chce iść na basen? Idzie.

I tego właśnie zazdroszczę facetom. I jeszcze tego, że jak siwieją, to nikt ich nie pyta, czy nie chcą wypróbować farby do włosów firmy XYZ. Albo kremu przeciwzmarszczkowego firmy ABC. Ale to już nie na siwiznę.

I jeszcze zazdroszczę tego, że kiedy facet idzie do fryzjera, mówi po prostu, że chce się obciąć. I wychodzi obcięty. Za 20 zł. Nie musi tłumaczyć, że nie chce mycia włosów, bo mył wczoraj, że chce mieć taką a taką fryzurę, że nie chce modelowania (ani farbowania, ani odżywek za 200 zł) ani suszenia gorącą suszarką. Kiedy facet wychodzi od fryzjera, to idzie normalnie do domu (albo do pracy, albo gdziekolwiek), a kobieta – wychodzi wkurzona, bo znów ją wytarmosili, obcięli nie tak jak chciała, a w dodatku zapłaciła jak za zboże. I leci umyć włosy, żeby nie wyglądać jak „od fryzjera”, tylko normalnie!

Aha, i jeszcze zazdroszczę, że kiedy facet zakłada rodzinę, to nie zastanawia się, czy robić karierę, czy zostać z dziećmi w domu. I nikt go nie pyta, ile jeszcze ma zamiar tak z dziećmi w tym domu siedzieć.

Ale trochę odbiegłam od tematu. A tematem naszym jest wielorazowa golarka na żyletki. No temat żyleta normalnie!

Wszyscy, którzy przyzwyczajeni są do golarek jednorazowych, boją się wielorazowych maszynek na żyletki. A mój mąż używa takiej odkąd pamiętam. Od czasu do czasu, nie powiem, kupował jednorazówki, ale tę żyletkową miał. I dopiero gdy zainteresowałam się ideą zero waste, przyszło mi do głowy, by mu ją podkraść. I podkradłam, a potem kupiłam sobie swoją. Taką najtańszą, Wilkinsona za piętnaście złotych. W Rossmanie.

I powiem Wam, że nie ma się czego bać. Zacinam się nią tak samo często, jak jednorazówką. To znaczy, niezbyt często. A jak mi się to zdarzy, pocieram skaleczenie ałunem. Więc wzywam Was, Panowie i Panie – zamieńcie jednorazówki na wielorazówki. Maszynki wielorazowe są modne i wygodne, i w dodatku często bardzo fajnie wyglądają. No i, podobnie jak podpaski wielorazowe, w dłuższej perspektywie wychodzą taniej niż jednorazówki.

A propos oszczędzania. Bo, jak już wielokrotnie mówiłam, niniejsze wyzwanie Rok Bez Marnotrawstwa będzie przebiegało pod hasłem „oszczędzamy”.

Znacie to powiedzonko?

Jak już będę bogaty, to będę używał jednorazowej golarki tylko raz!

No więc ja Wam podsuwam nowe powiedzonko:

Jak już przestanę używać jednorazówek, to dopiero będę bogaty!


Zapraszam na cały cykl Rok Bez Marnotrawstwa – ponad 60 artykułów pisanych a przestrzeni lat 2016-2019!

Kornelia Orwat

To ja. Kornelia zwana Werką, żona Męża, mama dwóch nastolatków i jednej córeczki. Od ośmiu lat tkwię w szaleństwie zwanym edukacją domową, a od czterech - eksperymentuję w swojej domowej Odśmiecowni z rozwiązaniami zero waste. Pasjami dłubię na blogu i na szydełku. Czasami śpiewam w chórze.

Polecam

2 komentarze

  1. Też uwielbiam wielorazowe podpaski, tylko mam ich jeszcze trochę za mało, więc czasem jestem zmuszona podeprzeć się jednorazowym, choć nie żadnymi olłejsami, tylko nieznanymi z bio bawełny. Kiedy przerzuciłam się podpaski wielorazowe jak ręką odjal skończyły się moje problemy z otarciami i odparzeniami tam na dole, z którymi walkę zaczynałam zawsze po skończonym okresie.

    1. O właśnie! Też uważam że te sztuczności i perfumy w podpaskach jednorazowych nie służą naszej skórze.

Skomentuj

Używamy plików cookies (ciasteczek), które wykorzystywane są do analizy ruchu na stronie oraz do zapewnienia jej prawidłowego działania.