plany-na-nowy-rok-szkolny

Plany na nowy rok szkolny

Piszę ten tekst z wakacji, z Mazur.

Piszę na smartfonie, siedząc na żaglówce, zawinięta w śpiwór, bo Mazury to nie Wyspy Kanaryjskie, zwłaszcza we wrześniu.

Zacznę od wakacyjnego, mazurskiego, a nie kanaryjskiego (i nie na temat) dialogu z mężem:

Ja: Coś mnie w tyłek pogryzło.
Mąż: To nie ja.

Mąż: Może łosoś?
Ja: Co? Łosoś mnie nie pogryzł!
Mąż: Mówię, że może łososia zjemy na śniadanie?

Gwoli ścisłości dodam, że jesteśmy na Mazurach, na żaglach z mężem sami.

Jesteśmy sami we dwoje na jednej łódce, a obok nas, w tym momencie (cumujemy na noc w porcie Kietlice) stoi osiemnaście łódek, a w każdej po pięć, sześć, siedem i osiem osób.

I powiem ci, że sami sobie zazdrościmy, że jesteśmy tylko we dwoje. Bo:

1. Nie kłócimy się o psa, który wskakuje i wyskakuje z żaglówki na pomost i w ogóle może polecieć nie wiadomo gdzie, i trzeba go pilnować.
2. W ogóle nie kłócimy się o nic.
3. Nie hałasujemy dziećmi, psami, imprezami z piwem, wódką i gitarą.
4. Możemy rozłożyć się wieczorem w kokpicie każde na swojej ławce i leżeć i patrzeć w niebo i słuchać jak inni się kłócą i hałasują.

Oprócz tego, że sami sobie zazdrościmy, że jesteśmy tylko we dwoje (nie licząc tych dziewięćdziesięciu paru osób z pozostałych żaglówek), gratulujemy sobie pomysłu nie zabrania ze sobą dzieci, gdyż dzięki temu uniknęliśmy:

1. Kłótni o różności.
2. Użerania się o różności, o ubieranie ciepłych rzeczy i kamizelek ratunkowych.
3. Wyżerania zapasów słodyczy i słonyczy (przez dzieci).
4. Martwienia się, czy nie spadną (dzieci, z żaglówki). I w ogóle.

No ale ten wpis miał być o tym, że na nowy rok szkolny robimy plany.

I że to dziwne, że na nowy rok kalendarzowy robimy postanowienia, a nie plany. I o wyższości pierwszego nad drugim.

A tak naprawdę, to ten wpis miał być o tym, jakie plany robię ja.

W tym roku szkolnym zaczęłam robić je trochę dzięki temu, że dostałam w prezencie planer dedykowany mamom (i nie tylko mamom) w edukacji domowej. Nazywa się ED PLANER i jest ogromny! Tak! Takiego właśnie potrzebujemy w edukacji domowej. Żeby planować z rozmachem, żeby mieć miejsce na zapisywanie pomysłów, marzeń, zamiarów, i wszystkiego, co nam się wymyśli, a w edukacji domowej kreatywność zazwyczaj dopisuje.

No więc w tym planerze są na przykład rubryki następujące: umiejętności i wiedza, nawyki, tematy, książki. I widząc te rubryki, zaczęłam kombinować, co by tu w nie wpisać.

Prawdę mówiąc, mój entuzjazm do planowania z rozmachem już trochę osłabł przez te wszystkie lata naszej edukacji domowej (a idzie nam już dziesiąty rok!).

Nowy rok szkolny witam teraz z mniejszym niż niegdyś zapałem do wymyślania nowych wyzwań edukacyjno-wychowawczych. Ech, rutyna. Rutyna? No nie wiem. A może raczej świadomość tego, że żaglówka płynie z wiatrem i nie musimy dmuchać w żagle, żeby płynęła?

No ale ED PLANER obudził we mnie uśpioną kreatywność pod tytułem: Nowy rok, nowy początek, nowe plany! Zaczęłam wymyślać i odgrzewać stare wymysły.

Oto zatem co wymyśliłam, oto nad czym, nad jakimi nawykami i umiejętnościami dzieci chciałabym popracować w tym nowym roku szkolnym. Kolejność przypadkowa.

1. Gotowanie (żeby każde z dzieci raz w tygodniu zrobiło obiad).
2. Moje wychodne – spacery z każdym z dzieci i z mężem (raz w tygodniu, ale nie z każdym raz w tygodniu, bo dni zabraknie).
3. Po trzy nowe obowiązki domowe na krzyż (metodę “trzy na krzyż” opisuję w e-booku “Jak być mamą…”) dla każdego z dzieci.
4. Zwyczaj piątkowego wspólnego, szybkiego i efektywnego sprzątania (bo zazwyczaj sprzątamy cały czas i efektów nie widać).
5. Szycie ręczne (żeby dzieci umiały przyszyć sobie guzik i zacerować skarpetkę).
6. Wyjścia do muzeum (na koncert, do teatru) raz w miesiącu.
7. Wieczorne czytanie na głos o 20.00 (a nie o 22.00).
8. Codzienna wspólna gimnastyka z dziećmi (z naciskiem na wspólna).
9. Codzienne pisanie moje i dzieci (pisanie ręczne oczywiście).
10. Codzienne muzykowanie
(granie na instrumentach, śpiewanie).

Jak widać, moje wymysły nacechowane są subiektywizmem. Moimi zamiłowaniami. No bo gdyby wymyślał je na przykład Cyryl, nasz trzynastoletni syn, te plany, nawyki byłyby następujące:

1. Codzienne granie w planszówki.
2. Codzienne granie w planszówki.
3. Codzienne granie w planszówki.

Gdyby zaś wymyślała je Patrycja, nasza dziewięcioletnia córka, wyglądało by to mniej więcej tak (mniej więcej, bo nie pytałam Patrycji, tylko się domyślam, że mogłyby tak wyglądać):

1. Codzienne rysowanie.
2. Codzienne pieczenie ciasta z mamą.
3. Codzienne wizyty u Irenki.

W ten oto sposób wpadłam na świetny pomysł!

Otóż zrobimy zebranie domowe.

(O, to też miałam kiedyś w planach – takie regularne, cotygodniowe zebrania domowe. Zamiast nich mamy nieregularne, spontaniczne dyskusje, świetnie pełniące rolę regularnych, cotygodniowych zebrań.)

Zrobimy więc zebranie albo rozpoczniemy dyskusję na temat tego, jakie kto ma plany na nowy rok szkolny. Poproszę dzieci, niech mi to napiszą na kartkach (od razu będziemy mieć zaliczony punkt 9. z mojej listy).

No dobrze, chłopakom może zaproponuję bonusik (czyli dodatkowe granie na komputerze) , jeśli mi to NAPISZĄ NA KARTKACH.

Niech żyje nowy rok szkolny w edukacji domowej!

Wszystkiego najlepszego! Życzę ci planów z rozmachem i dobrych pomysłów na ich realizację!

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Pola wymagane zaznaczone są *