Moje urodziny i moje własne życzenia

Czas czytania: 2 min.

No dobrze. Przyznam się. Przedwczoraj skończyłam 43 lata. Nie to, żebym była bardzo z tego dumna, ale jednak.

Siwy włos na głowie dodaje wszak powagi, prawda? Jestem (chyba coraz bardziej?) stateczną matroną, matką dzieciom. Jako taką stabilizację życiową posiadam, a jakże, pewności siebie nabrałam, choć w międzyczasie nieco nerwów straciłam. Coś za coś. Urody też coraz mniej, za to mądrości życiowej coraz więcej. Dzieci coraz większe, ja coraz mniejsza (przy nich). Mąż coraz lepszy, choć ten sam.

To ciekawe, bo jestem wciąż córeczką mamusi. Dla niej będę zawsze dzieckiem, choć takim dorosłym. Przecież mnie urodziła, tuliła do piersi, tłumaczyła świat. Ciekawe, jak też ja sama będę widzieć moje własne dzieci za te dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści (o ile jeszcze będę, i o ile będę widzieć) lat? Bo siebie widzę wciąż młodą, i tylko na zdjęciach prawda wychodzi na jaw.

Ale właściwie jakie to ma znaczenie? Znaczenie ma to, czy umiem się uśmiechać. Widzieć męża coraz lepszym. Dzieci coraz samodzielniejszymi i mądrzejszymi. I czy pamiętam, że muszę być tą zmianą, którą chcę widzieć w świecie.

Chciałabym umieć uśmiechać się do końca. Dosłownie i w przenośni. Chciałabym doceniać wszystko, co mam, cieszyć się tym i widzieć szklankę do połowy pełną, a nie w połowie pustą.

Chciałabym mniej gderać, a więcej śpiewać, chciałabym nie przejmować się “co ludzie powiedzą”, robić swoje. Być sobą. Ech, to takie banalne, a wciąż takie trudne.

Aha, chciałabym przestać mówić “Chyba się starzeję, bo…”.

Oczywiście! Przestanę po prostu.

Chciałabym umieć wychowywać dzieci tak, żeby nie czuły wciąż na sobie mojego karcącego wzroku i tonu. Chciałabym też wreszcie pogodzić się z tym, że jesteśmy tak dobrymi rodzicami, jakimi umiemy być – wystarczająco dobrymi i lektura milionów poradników dla rodziców nie sprawi, że zaczniemy bardziej kochać.

Tak. To są moje życzenia dla samej siebie na urodziny.

No i tak na marginesie. Dlaczego właściwie urodziny są świętem “urodzonego” a nie tego, KTO urodził?

12 komentarzy

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Pola wymagane zaznaczone są *