Jak zacząć edukację domową by Kornelia Orwat

Jak zacząć edukację domową i nie zwariować?

No wiem, te moje tytuły książek są za długie.

Wiem i nie musicie mi tego wypominać. Mam za swoje. Za każdym razem, kiedy gdzieś je wpisuję, to mówię sobie: „Ech, na co ci to było?”. Ale trudno. Zobaczymy, czy jeśli napiszę jeszcze kiedyś książkę, to będzie miała krótszy tytuł. Pożyjemy, napiszemy, zobaczymy.

Tymczasem tytuł „Jak zacząć edukację domową?” (tym razem bez „zwariowanego” ogonka) ma swoje drugie pięć minut, bo dostały go ostatnie moje pogaduszki na żywo.

A propos niezwariowania w rozpoczynaniu edukacji domowej.

Chodzi o to, żeby zachować spokój. Żeby krok po kroku, poczynając od podjęcia decyzji, przemyślenia jej, raz, drugi, trzeci, piąty, przedyskutowania jej z mężem, żoną, babcią, ciocią, sąsiadem, psem sąsiada… No dobrze. Chodzi o to, by, poczynając od podjęcia decyzji, krok po kroku załatwić formalności, załatwiając po drodze wszelkie wątpliwości i zostawiając na lodzie fałszywe przekonania, a także umiejętnie obchodząc (najlepiej dookoła, na paluszkach) ludzi, którzy są naszej decyzji przeciwni lub próbują nas od niej odwieść.

I będziemy te kroki dzielnie pokonywać, przy okazji uświadamiając sobie, że co prawda dla chcącego nic trudnego (i dlatego pogodzimy tę edukację domową z pracą zawodową swoją czy współmałżonka, no bo co w końcu, kurczę blade), ale też że nie jesteśmy cyborgami i spać kiedyś trzeba. Więc ustalimy sobie priorytety, czyli że po pierwsze – wysypiamy się, po drugie – jesteśmy mamami i żonami tudzież tatusiami i mężami uśmiechniętymi i anielsko cierpliwymi, a po trzecie – dzieciom dobrze robi, gdy się trochę ponudzą i gdy co nieco pomogą w domu.

Czy coś w tym stylu. Albo zupełnie inaczej, bo przecież edukacja domowa to wolność i co jak co, ale priorytety każdy musi mieć swoje własne.

W każdym bądź razie, żeby zacząć edukację domową, nie trzeba wcale wariować.

Powiem więcej. Nie trzeba nawet robić tego wszystkiego, co opisałam wyżej. Wystarczy zadzwonić do szkoły, która ma wprawę w prowadzeniu uczniów w edukacji domowej, na przykład do Szkoły Benedykta (to nasza szkoła, dlatego ją z czystym sumieniem polecam) i powiedzieć, że chcemy zapisać dziecko do edukacji domowej. Gdybyśmy chcieli zabrzmieć fachowo, powinniśmy powiedzieć, że „chcemy, by nasze dziecko spełniało obowiązek szkolny poza szkołą”, ale bez przesady, bez przesady. Szkoła na pewno zrozumie.

No właśnie. Szkoła. Wybór szkoły warto przemyśleć, tak mówiąc serio. Ale też – żeby nie zwariować – szkoda tracić nerwy i czas na zbyt długie rozważania. Szkołę dość łatwo zmienić nawet w czasie roku szkolnego.

To samo dotyczy decyzji o edukacji domowej. Chociaż z pewnością nie powinna być pochopna, i warto odpowiedzieć sobie na parę pytań takich jak „Dlaczego?”, „Po co?”, „Co nam to da?” a także „Jakie są nasze priorytety, jeśli chodzi o edukację i wychowanie dzieci?” (no dobrze… może niekoniecznie od razu na wszystkie, ale chociaż na dwa pierwsze), to też trzeba pamiętać, że jest to decyzja odwracalna. Że nie jest to umowa z telewizją kablową ani kredyt mieszkaniowy na trzydzieści lat.

Nie spodoba nam się w edukacji domowej, nie zagra, nie złapiemy bakcyla swobody i wiecznych wakacji okraszonych wiecznym (ale jakże kochanym) hałasem i (artystycznym) bałaganem – nie szkodzi, wyślemy dzieci do szkoły.

Chyba że nie zechcą. Yhm. No, to wtedy nie wiem. Nie wiem co poradzić. Może tylko tyle, żebyście nie martwili się na zapas. I jeszcze, że przy podejmowaniu każdej decyzji tkwimy w szponach niepewności. Nie wiemy – uda się czy nie uda? Czerwona torebka czy czarna? W góry czy na Mazury? Bonda czy Mróz? Pomidorowa czy rosół? (Zawsze ktoś nie będzie którejś lubił, zawsze!)

Każda decyzja niesie ze sobą ryzyko niepowodzenia, ale też i nadzieję. I dlatego życie jest takie ciekawe.

A oto spis treści mojej książki, e-booka o tym, „Jak zacząć edukację domową i nie zwariować?”. Myślę, że może być pomocna w tych pierwszych krokach, o których mówiłam wyżej.

(Zbieżność tytułów większości rozdziałów z tytułami moich artykułów z cyklu ED dla zielonych (ED dla początkujących) nie jest przypadkowa. Ale spokojnie – napisałam je prawie całkiem na nowo. Choć pierwotnie miałam zamiar skopiować je z bloga. Tak, bo chodziło o to, żebyście mieli to wszystko w jednym miejscu, w e-booku po prostu. Dla wygody.)

Powodzenia w rozpoczynaniu edukacji domowej! Daj znać, czy zaczynasz?

Jak zacząć edukację domową i nie zwariować spis treści ebooka

Kwestia techniczna. Zastanawiam się wciąż, jak pogodzić pisanie z moimi lajwami, czyli pogaduszkami. W sensie – jak pogodzić tutaj, na blogu. Bo chcę wrzucać informacje o pogaduszkach, żeby były łatwe do odnalezienia dla potomnych, ale też chcę pisać normalne teksty, jak dawniej. Na razie wychodzi mi jakaś hybryda – niby wrzucam o lajwie, a przy okazji machnę jakiś felieton. I nie wiem, czy tak zostawić, czy robić raz o lajwie, raz tekst? Czy lajwy co tydzień, a teksty co dwa? No nie wiem jeszcze. Ale… może nie będę martwić się na zapas? Proszę Was o wyrozumiałość.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Pola wymagane zaznaczone są *