Jak usunąć naklejki z dziecięcych mebli

Jak usunąć naklejki z dziecięcych mebli by Kornelia Orwat

Na dobry nowy początek bloga wypada podjąć temat praktyczny i uniwersalny.

A ponieważ właśnie udało mi się uporać z naklejkami z łóżka Patrycji – nie wszystkimi co prawda, bo nie życzyła sobie rozstawać się z naklejkami słoników i żaby, i różyczek, i pamiątki z półkolonii żeglarskich z napisem „Ahoj sztorm”, i serca z napisem „Niech się nie trwoży serce Wasze” – to jestem na świeżo z tematem.

A więc zaczynamy. Jak usunąć naklejki z dziecięcych mebli?

Po pierwsze, nie zgadzać się na to, żeby dzieci naklejały naklejki na meble.
Po drugie, nigdy nie zgadzać się na to, by dzieci naklejały jakieś naklejki na meble.
Po trzecie, nigdy, przenigdy nie pozwalać dzieciom na naklejanie jakichkolwiek naklejek na meble!
Po czwarte… Nie! Nie pozwalać! Niech ryczą, płaczą i skamlą! Nie! Nieeee! Nie nie nie nie nie!
Po piąte. OK. Może nasze zdrowie psychiczne jest jednak ważniejsze od tych głupich mebli? Zresztą i tak ściany mamy już pomazane flamastrami, a w parkiecie są dziury od spadających resoraków.
Po szóste. No dobra. Skoro już zgodziłam się na jedną naklejkę, to co mi szkodzi. Niech sobie naklejają co chcą. W nosie!
Po siódme. Minęło dziesięć lat. Robimy remont podłogi podziurawionej resorakami i nie tylko (nie tylko resorakami i nie tylko podłogi). Może by tak te naklejki… Jakoś zmyć?

Hahaha! Hahahaha haha!


Ha. Ha.
Co?! Ja nie dam rady zmyć głupich naklejek?!!!

No dobra. Po ósme. Ja nie mam czasu, bo muszę sprzątać po remoncie, więc wręczam Najstarszemu, Sergiuszowi, maselniczkę i szmatę i mówię, żeby posmarował naklejki masłem. Trochę się zdziwił, ale zrobił co kazałam. Odczekaliśmy pół godziny i zaczął skrobanie i zdzieranie. Skrobał, zdzierał i klął grzecznie, jak tylko dobrze wychowany siedemnastolatek potrafi.
Skrobał i skrobał, zdzierał i zdzierał, a łóżko wciąż wyglądało tragicznie. Prawdę mówiąc, z naklejkami, przed smarowaniem, skrobaniem i zdzieraniem wyglądało nawet lepiej. Bo Elsa i Anna lepiej wyglądają w całych sukienkach niż w częściowo wydrapanych, nie?

A, chrzanić to. Nie mamy już sił do tych naklejek. Zostawiamy to. Nie będziemy patrzeć, zasłonimy narzutą czy coś.

Prawie rok później. Po dziewiąte. Robię z Patrycją angielski, ona siedzi na swoim łóżku (tym z naklejkami), ja obok, w swoim wiklinowym fotelu. Patrycja pisze. Ja się nudzę, patrzę na Elsę bez głowy (albo z częściowo wydrapaną sukienką, już nieważne) i mówię sobie: O, nie! Co?! Ja nie dam rady zmyć głupich naklejek?!!!

I teraz uwaga. Będzie po dziesiąte, jedenaste i dwunaste, czyli teraz już naprawdę instrukcja, jak usunąć naklejki z dziecięcych mebli.

Zaczynam skrobać pazurem. To znaczy… Zawsze skrobałam jak kura pazurem, czyli pisałam brzydko, ale teraz naprawdę skrobię pazurem te resztki naklejek i kleju po naklejkach, bo oprócz Elsy bez głowy i sukienki są jeszcze dawne ślady po skrobaniu sprzed prawie roku. Więc skrobię. Zdzieram. Gdzieniegdzie fajnie odchodzi, pewnie to masło rozsmarowane przed rokiem zadziałało. Rozkręcam się. Na szczęście pazury mam długie, jeszcze nie obcięłam, bo sobota jutro, a u nas w domu zawsze się obcinało pazury dzieciom przy sobocie, no nieważne, wiem, nie jestem już dzieckiem.

Skrobię więc. Wołam Cyryla: Cyryl, przenieś mi trochę masła!

Cyryl przynosi całą maselniczkę, więc go chwalę, że zuch chłopak i smaruję łóżko masłem. A co! Kto bogatemu zabroni! Chlastam tym masłem na lewo i prawo, smaruję, skrobię pazurem, ojejku, zapomniałam, że robiłam z Patrycją angielski, to znaczy teraz zapomniałam, w ferworze pisania o tym chlastaniu, a wtedy nie zapomniałam, bo rozmawiałam z nią cały czas po angielsku (wymieniałyśmy uwagi o tym, który z bohaterów Avengers najbardziej nam się podoba i obu nam się podoba Thor, chociaż Patrycji też Iron Man i Ant Man, no, trzeba przyznać, że wszyscy oni to niezłe ciacha* są, nie?).

Na czym to ja stanęłam?

A, na tym, jak chlastam masłem na lewo i prawo po łóżku, to znaczy po tej bocznej desce łóżka. Smaruję, skrobię, ścieram i takie lepkie klejowo-maślane kłaczki się robią i zastanawiam się, co z nimi. Umyć? Ale czym? Jak? Płynem do naczyń? Nie, zmyję masło, a klej zostanie. Co robić, panie, jak żyć? Jak głupi klej z masłem zmyć?

A, trudno, wezmę tę chusteczkę higieniczną, co tu leży na łóżku. O! Super ściera! Więc dawaj tą chusteczką pościerałam lepkie klejowo-maślane kłaczki, trochę pazurem pomogłam, resztki pozdzierałam i voila! Łóżko jak nowe!

Tylko noża nie używajcie! Sergiusz nożem próbował skrobać, to farbę z łóżka pozdzierał.

A zdjęcie do wpisu jest moje, własnej roboty, Cyryl je cyknął moim telefonem, bo ja miałam ręce całe w maśle, więc go znów zawołałam i mówię: Cyryl, weź no mi tu zrób zdjęcie tego masła rozmazanego, bo ja nie mam jak, a chcę na bloga napisać, jak usunąć nakejki z dziecięcych mebli. No więc napisałam, i teraz już wiecie.


*handsome (ang.)

Autor: Kornelia Orwat

To ja. Kornelia zwana Werką, żona męża, mama dwóch nastolatków i jednej córeczki. Od 2011 roku tkwię w szaleństwie zwanym edukacją domową. Lubię robić na drutach i szydełkować, ale jeszcze bardziej – pisać. Uczę się korekty tekstu i bycia minimalistką. Czasami śpiewam w chórze. W 2021 roku napisałam książkę „Droga w nieznane? Edukacja domowa dla początkujących”.

9 komentarzy

  1. Ja to nie mam nadziei, że pokój Chłopców może dobrze wyglądać, że uszanują materię. Dostali najtańsze meble, więc jakby co (naklejki, kredki, rozklejenie lub rozluźnienie mebla) – stres rodzica mniejszy.
    A może Ty, eko-Kobieto masz sposób, jak ze słoików naklejki zdjąć? Jedne schodzą, inne za nic nie chcą.

    1. Jak dzieci były małe to też sie nie przejmowałam tym, że zniszczą. Ale im starsi, tym moja potrzeba piękna w domu – większa 🙂 No i głupio wygląda łóżko nastolatki z „dziecinnymi” naklejkami. Co do słoików to jak nie mogę zedrzeć, wyrzucam z resztkami kleju (do frakcji szkło, oczywiście). Trudno, niech sobie z tym specjaliści od recyklingu radzą. Ale może spróbuj ze zmywaczem do paznokci albo innym rozpuszczalnikiem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.