dylematy zero waste

Dylematy zero waste czyli jak tu nie śmiecić?

W ferworze wakacyjnych wyjazdów i powrotów nie miałam czasu na kombinowanie „bezśmieciowe”. Dodatkowo przed samym wyjazdem byliśmy zaproszeni na wesele.

W związku z tym musiałam w trybie pilnym nabyć np.: sandałki dla dzieci (te kupione w zeszłym roku już prawie się rozpadały), rajstopy dla siebie (ostatnio w minimalistycznym szale wyrzuciłam wszystkie, bo i tak ich nie nosiłam), okularki do pływania dla Rodzynka, szczoteczki do zębów, samochodowy płyn do spryskiwaczy. Poszłam też do kosmetyczki.

I tu się zaczynają „bezśmieciowe” schody.

No dobrze, podejrzałam w internecie, że szczoteczki do zębów można kupić drewniane z naturalnym włosiem* (podobno w naturalnym włosiu bardziej namnażają się bakterie, ale powiedzmy, że można szczoteczkę wygotowywać).

Ale co z sandałkami? Nawet jak są ze skóry, to podeszwy zazwyczaj mają gumowe. Czy to się jakoś utylizuje? W supermarkecie, w którym je kupiłam bardzo tanio, sandałki były zawieszone na sprytnych plastikowych wieszaczkach do butów. Chciałam oddać te wieszaczki przy kasie, ale kasjerka oświadczyła, że i tak pójdą do kosza (a ja naiwna myślałam, że oni będą kolejne buty na te wieszaczki zaczepiać…).

Jak rozwiązać te problemy?

Sandałki mogłabym kupić lepsze, droższe, może całe skórzane? Przypuszczam, że i tak zapakowane będą co najmniej w pudełko. Dla moich dzieci – trzy pudełka. No i dla naszego budżetu – trzy duże wydatki więcej.

Rajstopy. Opakowane w tekturkę, folię i jeszcze raz tekturkę. Po zużyciu, no właśnie, co „bezśmieciowiec” ma robić ze zużytymi rajstopami? Zużyć do wędzenia szynek i polędwiczek? Spalić?

Okularki do pływania. Są plastikowe, ale czy kto widział tekturowe albo drewniane? Wiem! Może powinny być całe z silikonu? Tylko gdzie takie kupić? Poza tym, są opakowane w etui z plastiku, w środku mają kolorową karteczkę ze zdjęciem pływaka i instrukcją używania oraz papierową torebkę z silikonem w środku z napisem „throw away”.

Wizyta u kosmetyczki. Dostałam ręcznik oraz jednorazowe kapcie, zapakowane w folię. Po zakończonym zabiegu zostałam obdarowana próbkami kosmetyków oraz ulotką zachęcającą mnie do zarejestrowania się w klubie „X”. Nie miałam siły odmawiać. Zasada „refuse” wymaga wyćwiczenia. Poza tym, czy należałoby zabierać ze sobą klapki, żeby nie używać jednorazowych kapci? Czy nie uznano by tego za niehigieniczne?

Płyn do spryskiwaczy – czy da się to kupić bez plastikowej butli? Na przykład do kanistra? Wątpię. Chyba poszukam przepisu na własny.

I wreszcie – paragony. Da się tego uniknąć? Co z tego, że ich nie wezmę, kiedy i tak zostaną wyrzucone do śmieci? Mam je zbierać, a potem oddawać na makulaturę? Spalić na ognisku?

Wyjeżdżając na wakacje, zastanawiałam się w czym zabrać wodę na drogę.

Niech będzie, wzięłam tę wielką szklaną butelkę po soku i nalałam do niej wody. Swoje waży, ale muszę przyznać, że woda smakuje z niej lepiej niż z plastikowej. Tylko w czym dać wodę dzieciom? Mają dźwigać szklane?** Wiem, powinnam im kupić bidony, ale jakie i gdzie? Aluminiowe?! Kolejna rzecz do wyśledzenia w internecie.

Oczywiste jest, że życie w duchu zero waste jest bardzo trudne w świecie, gdzie wszystkie towary się pakuje, metkuje, czipuje.

Rozwiązaniem jest znalezienie dostawców, którzy mogą nam sprzedawać towary nieometkowane i nieopakowane.

Czyli czeka nas powrót do źródeł – rzemieślników i żywności nieprzetworzonej. Czy to  nie jest negowanie postępu technologicznego? Cofanie się w czasie? Czy to ma sens?

Według mnie – tak. Czy to ma przyszłość? Nie wiem.

 

* chodziło o szczoteczki ecobamboo, drewniane z włosiem syntetycznem

** o moich perypetiach ze szklanymi butelkami na wodę pisałam później jeszcze tutaj. O innych niepowodzeniach zerośmieciowych – tutaj.

5 komentarzy

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany na stronie. Wymagane pola zaznaczone są *