Co z tą segregacją

Co z tymi śmieciami? Co z tą segregacją?

Co, gdzie wyrzucać i w czym?

Co z tą segregacją i śmieciami? Jak, co, w czym oraz które gdzie wyrzucać? Oto jest pytanie, na które nie odpowiedzą nam firmy „śmieciowe”, ani tym bardziej autobusy miejskie. To znaczy, firmy śmieciowe odpowiadają, jak najbardziej, ale każda inaczej. I niezbyt wyczerpująco. Niezbyt wiarygodnie. I trzeba ich pytać, żeby odpowiedzieli, a ja bym chciała, żeby sami mówili, głośno i wyraźnie, co, gdzie i jak.

W każdym razie już wiem, dlaczego odkładałam napisanie tego tekstu. Po prostu ten temat mnie przerasta. Jednocześnie jestem przekonana, że to temat, którego zabraknąć w mojej Odśmiecowni i w wyzwaniu Rok Bez Marnotrawstwa zabraknąć nie może.

Temat przerasta mnie dlatego,

że moja wiedza o nim jest zbyt mglista. Że wymaga poszukiwań w internetach i wywiadów, dociekań u źródeł. Poszukiwań, wywiadów i dociekań, które wcale – jak przypuszczam – nie zaprowadzą mnie do jednoznacznych wniosków ani nie dadzą klarownych, prostych odpowiedzi.

Może to naiwne i głupie, ale wciąż czekam na to, że odpowiedni ludzie na odpowiednich miejscach (stanowiskach) wreszcie zajmą się tym kompetentnie i rzeczowo. Jasno, prosto wyjaśnią obywatelom, co, gdzie, jak i w czym wyrzucać. Że Ci odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach zadecydują o czymś tak oczywistym, jak jednolity system oznaczeń opakowań pod kątem tego co, gdzie, jak i w czym…

Jednolity system polegający na tym, że każde opakowanie byłoby oznaczone, do jakiego pojemnika na odpady należy je wyrzucać. Czy byłyby to kolory, czy jakieś symbole – wszystko jedno.

Wciąż czekam.

Wciąż czekam, bo to, co widzę na blogach i forach dyskusyjnych, to jakaś, za przeproszeniem, masakra. Ludzie dopytują się nawzajem i przepytują blogerów zerołejsterów (i słusznie!), gdzie wyrzucać resztki z obiadu mięsnego, a gdzie szczotki do włosów z naturalnego tworzywa, czyli ze skrobi kukurydzy i manioku, przy czym okazuje się, że co do szczotki, to wcale nie do frakcji „papier i drewno”, tylko do zmieszanych (tak odpowiedziała Julia z bloga „Na nowo śmieci” i ja jej wierzę, bo co mam zrobić?!).

Wciąż czekam, bo – z całym szacunkiem i podziwem dla blogerów i innych mniej lub bardziej profesjonalnych znawców tematu (sama zaliczam się do tych „mniej”) – bo sądzę, że nie tędy droga. Że droga do wiedzy o tym co, gdzie, w czym i jak wyrzucać, nie powinna być tak kręta i nie powinna prowadzić przez fora, media społecznościowe i blogi. Powinna ona być prosta jak drut. Prowadzić użytkownika za rękę. Powinna prowadzić go nawet, gdy tego nie chce. Powinna być czarno na białym, wyraźnie, dużymi znakami wypisana na opakowaniu produktu. I takie same, wyraźne, duże znaki powinny być wypisane na naszych altankach śmietnikowych i stojących w nich pojemnikach!

Co zatem robię?

Najlepsze, co możemy zrobić, to oczywiście żyć zero waste. Czyli kupować luzem, bez opakowań, do swoich wielorazowych pojemników, a jeśli już, to w opakowaniach kompostowalnych, typu papier czy tektura. A w ogóle, to kupować jak najmniej, bo papier i tektura też z nieba nie spadają, tylko trzeba je wyprodukować (z drzew!), przetransportować, przetworzyć na coś tam i tak dalej.
Zasady zero waste opisałam w skrócie w jednym z pierwszych artykułów w Odśmiecowni, i cała przecież Odśmiecownia to wariacje na ich temat (na temat zasad, nie artykułów).

Ale ponieważ postanowiłam zmierzyć się z tematem wyrzucania śmieci w ramach wyzwania Rok Bez Marnotrawstwa, to…

Proponuję dwa proste kroki, czyli dwa kolejne zadania: #35 Segreguj i #36 Czytaj ekoznaki.

Brzmi całkiem prosto, nieprawdaż? – Segreguj! – nawołują wszyscy. – Segregujemy! – zapewniają wszyscy. Tylko powiedzcie, czy widział kto w Polsce osiedle, na którym segregacja byłaby faktem, a nie pobożnym życzeniem? (Serio mówię, chętnie się dowiem, gdzie to jest!)

Równie prosto, może nawet prościej, brzmi zadanie „Czytaj ekoznaki”. Od razu każdy wie, o co chodzi.

No dobrze, nie nabijam się, tylko już tłumaczę, że chodzi o czytanie specjalnych znaków dotyczących recyklingu. Znajdują się ona na opakowaniach i na produktach. Na rzeczach, które nabywacie drogą kupna. Rzeczach, co do których prędzej czy później będziecie musieli podjąć tę ważną acz niezmiernie trudną decyzję: suche czy mokre? Papier czy plastik? Szkło czy bio? Zmieszane czy wstrząśnięte?

Oj, coś mi się pokręciło. To nic.

Kasia z bloga „Ograniczam się” (swoją drogą, zrobiła też świetny wywiad na temat recyklingu i tego co jak wyrzucać – przeczytajcie koniecznie!) wrzuciła kiedyś na Instagram świetną infografikę – ściągawkę z ekoznaków. Zawierała ona spis najpowszechniejszych ekoznaków – oznaczeń poszczególnych tworzyw sztucznych wraz z opisem, które z nich (tworzyw) nadają się do recyklingu, a które nie. Które nadają się do żywności, a do których lepiej nawet się nie zbliżać.

Kiedy tylko zobaczyłam tę infografikę, zapałałam zazdrością (zdrową chyba w tym wypadku?) i postanowiłam podobną stworzyć dla siebie i swoich czytelników. Postanowiłam, i zrobiłam! Tadam! Możecie pobierać, zapraszam. Przy jej tworzeniu korzystałam ze strony eko-znaki.pl.

A co z tą segregacją?

Zaznaczam, że nie będę się tutaj zajmować odpadami specjalnymi, takimi jak meble, sprzęt RTV/AGD, elektronika, leki i wszystko to, co powinno trafiać do PSZOKÓW (Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych). Czynnych w soboty od 13.00 do 14.00. Fakt autentyczny, że tak powiem.

Po pierwsze, ustalamy, co ustalić możemy z całkowitą pewnością.

Ustalamy, na jakie frakcje segregujemy odpady w naszym miejscu zamieszkania.

U nas są to szkło, pastik/metal, papier/drewno, bio oraz odpady zmieszane. Mamy więc pięć osobnych frakcji. I pięć osobnych pojemników, hurra! O tym za chwilę.

Krok następny, czyli nie wdajemy się na razie w dywagacje, gdzie wyrzucić papierek po maśle (zresztą zależy który).

Na razie, dla ułatwienia, nasze domowe odpady dzielimy na to, na co je podzielić umiemy.

Czyli: szkło od plastiku, a plastik od metalu czy bez wątpienia odróżniamy. Jeśli nie odróżniamy, to znaczy, że są zrobione z kompozytu kilku tworzyw. I tego najlepiej unikać. Lepiej kupować rzeczy i opakowania zrobione z jednego rodzaju tworzywa lub z kilku, ale łatwo dających się rozdzielić (łatwo, czyli naszymi rękami/rękoma, bez użycia narzędzi takich jak młotki, kombinerki, dynamit itp.).

Jeju, czy ja nie mogę napisać normalnie artykułu do Odśmiecowni? Tak bez jaj i wygłupów? No nie wiem.

Ustalamy więc, że mleko kupujemy w zwykłej butelce (szklanej czy plastikowej – to już nawet nie jest takie ważne), a nie w tetrapaku. Że jak widzimy coś, co jest zapakowane w folię owiniętą papierem, albo papier, który nie wiadomo czy jest papierem czy folią (bo dziwnie błyszczy) – zapala nam się lampka ostrzegawcza (plastik? papier? zmieszane? chrzanić?).

Jednym słowem, wybieramy opakowania i rzeczy jak najprostsze, najmniej udziwnione i nie przefajnowane.

I teraz właśnie do gry wchodzi czytanie ekoznaków. Kiedy już mamy ściągę, czyli wiemy, co jaki znak oznacza, wybieramy produkty i opakowania zrobione z tworzyw najlepszych do recyklingu i najmniej szkodliwych dla zdrowia.

I już. Proste, ale niełatwe. Dlatego nie dajmy się zwariować, i nie odmawiajmy sobie wszystkiego dlatego, że wszystko jest zapakowane w plastiki. I nawet nie wiadomo w jakie, bo oznaczeń brak (jak na przykład w Biedronce, a fe, Biedronko, a fe!). Przecież z głodu nie chcemy umrzeć. Róbmy w kwestii zero waste tyle, na ile nam pozwala nasz czas, portfel i zdrowy rozsądek. Powtarzam to do znudzenia, i będę powtarzać.

Miałam jeszcze wrócić do kwestii pięciu osobnych pojemników.

Oj tam, oj tam. My mamy tak: dwa wiaderka pod zlewem: jedno z napisem PLASTIK , a drugie – PAPIER. (Wszyscy w domu wiedzą, że chodzi o plastik i metal, ale i tak wrzucają plastiki do pojemnika z napisem PAPIER.) Na szkło mamy koszyk wiklinowy przy lodówce. Na frakcję bio – miskę przy zlewie, na blacie kuchennym. To jest wygodne, bo kiedy obieramy ziemniaki czy jabłka czy cokolwiek, to mamy tę miskę pod ręką. I wyrzucamy jej zawartość codziennie. Wyrzucamy ją, tę frakcję bio, w papierowych woreczkach po pieczywie z warszawskiej piekarni Grzybki (bardzo dobre mają pieczywo, polecam!).

Nawiasem mówiąc, te papierowe woreczki po pieczywie i to, że można w nich wyrzucać frakcję bio, to jest coś, co uratowało nasze małżeństwo. W skrócie tylko powiem, że chodziło o to, że mąż nie zabierał bawełnianych toreb na zakupy pieczywa. Ale ja na szczęście nie z tych, co to wiecie, zupa za słona czy coś. Ja dobrą żoną jestem.

Więc mamy cztery pojemniki na śmie… przepraszam, odpady. Ale są jeszcze te nieszczęsne papierki po maśle, paragony i blistry po lekach, czyli śmieci, czyli zmieszane. I wiecie co? Ja jestem Beą Johnson, bo ja na te śmieci mam słoik! Też przy zlewie w kuchni stoi. I wyrzucam go raz na kilka dni. Jeśli chodzi o pojemniki, wiaderka na plastik/metal i papier, wyrzucamy je mniej więcej raz na cztery – pięć dni. I przyznam się, że niektóre opakowania plastikowe (po mięsie czy nabiale) i puszki po rybach myję – choć wiem, że nie muszę – w zmywarce. Po prostu dorzucam je do pełnej zmywarki. Myją się tak przy okazji. Robię to po to, by mi się w wiaderkach pod zlewem brzydkie zapachy nie „zalęgały”.

OK. Podsumujmy.

  1. Robimy spis frakcji odpadów. Znajdujemy dla nich pojemniki i miejsce na nie w domu (nie wszystkie muszą się zmieścić pod zlewem). Ewentualnie robimy naklejki ze starej faktury za prąd (o ile jeszcze nie przeszliśmy na faktury online).
  2. Kupujemy rzeczy i opakowania zrobione z tworzyw, które jednoznacznie umiemy zakwalifikować do którejś z „naszych” frakcji. Ogólna zasada brzmi: im prostsze opakowanie, tym lepsze. Bo frakcja „zmieszane” to ostateczność. To wysypisko śmieci, a w najlepszym razie – spalarnia.
  3. Zwracamy uwagę na ekoznaki, czyli znaki oznaczające, czy dana rzecz nadaje się do recyklingu i z jakiego tworzywa jest zrobiona. Kierujemy się posiadaną w tej mierze wiedzą (lub ściągą) przy podejmowaniu decyzji o zakupie. Tym samym wskakujemy na wyższy poziom w grze pt.: „Segregacja”.

Na zakończenie pozwólcie, że zacytuję fragment ze wspomnianego wywiadu na blogu „Ograniczam się”:

Jako społeczeństwo jednak powinniśmy wykazać się głębsza refleksją. Bojkotujemy wodę w butelkach PET, które są idealnie przetwarzane w recyklingu, nie są problematycznym odpadem, a nie widzimy nic złego w jednorazowych pieluchach dla dzieci. Nie mieści nam się w głowie, że to jest jedna z najgorszych grup odpadów i w zamian za to można kupić zestaw do pieluchowania wielokrotnego użytku, który już nie ma nic wspólnego z tradycyjną tetrą. 
Powinniśmy eliminować z naszych zakupów to, z czym nie da się nic dalej zrobić. Im mniejsze opakowania (np. folijki) tym większa pewność, że – optymistycznie – może to spalimy. A raczej trafi gdzieś na składowisko. Z tworzyw najlepiej do recyklingu nadają się butelki PET po napojach, tylko transparentne, a także spożywcze oraz po chemii i kosmetykach w tworzywie PP lub HDPE. To tak ogólnie, bo z wieloma opakowaniami są dodatkowe niuanse. 
Starajmy się eliminować opakowania foliowe oraz giętkie wielomateriałowe, bo one stanowią niewygodny przedmiot w recyklingu.

Marta Krawczyk w rozmowie z Katarzyną Wągrowską (blog „Ograniczam się”)

Hough! Róbmy co w naszej mocy, ale też nie dajmy się zwariować. (Już mówiłam?)

***

I nie zapomnijcie pobrać mojej ściągi o ekoznakach na plastikach!

Ps A jeśli dręczy Was pytanie, co z papierkami po maśle (różnistymi), to proponuję zapytać Waszego odbiorcę odpadów. Napisać mejla i już. A odpowiedziami możecie podzielić się tutaj, w komentarzach – zapraszam!

2 komentarze

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany na stronie. Wymagane pola zaznaczone są *