o prokrastynacji słów kilka

Co robi blogerka czyli o prokrastynacji słów kilka

Co robi blogerka, której nie chce się pisać zaplanowanego na piątek artykułu? Której w ogóle nie chce się pisać?

Otóż robi różne ważne rzeczy. Przesuwa logo w nagłówku bloga z lewa do prawa, zastanawia się czy lepiej wygląda to logo z napisem pod spodem czy bez, kombinuje, czy nie da się go jakoś przesunąć co nieco w prawo. Usuwa górny, dodatkowy pasek nagłówka z dodatkowym menu. Główne menu zmienia na bardziej minimalistyczne, usuwa różne pionowe i poziome linie na stronie, przyciemnia kolor pomarańczowy na linkach i denerwuje się, że tego czarnego na niektórych przyciskach nie da się zmienić na ciemnozielony (to znaczy na pewno się da, tylko trzeba umieć).

Blogerka, której nie chce się pisać,

patrzy na swojego bloga i na inne blogi i myśli, że inni to mają blogi ładniejsze, nowocześniejsze, bardziej kolorowe, bardziej ą ę… i w ogóle ta trawa u nich zieleńsza jest. I już znów chce coś zmieniać i poprawiać ten blogowy makijaż w nieskończoność.

Kolejną ważną rzeczą, jaką robi blogerka, której nie chce się pisać artykułu, jest poprawianie strony z ofertą na e-booka, a nawet (o nieba! kto by pomyślał, że do tego dojdzie?!) – dodawanie do niej oferty konsultacji na temat edukacji domowej! Oferty, przed którą broniła się rękami i nogami, bo jak to tak? Żądać pieniądzy za coś, co inni dają za darmo? Dopiero Marta z Hakerek Sukcesu musiała jej uświadomić, że przecież bułki też każdy może sobie upiec sam za darmo, albo nawet poprosić sąsiadkę, żeby mu upiekła (za darmo!), a mimo to istnieją ludzie, którzy te bułki ośmielają się piec za pieniądze! Sprzedawać!

No więc ta blogerka ma prokrastynację opanowaną do perfekcji.

Jak wtedy, gdy nie chce jej się sprzątać domowego bałaganu i jedzie do sklepu IKEA popatrzeć sobie na wysprzątane i śliczne „mieszkania” w stylu szwedzkim made in Poland. Albo jak wtedy, gdy nie chce jej się wziąć na poważnie za odgracanie mieszkania, więc kupuje czasopisma wnętrzarskie i na poważnie się inspiruje, i inspiruje, i tak zainspirowana jedzie do sklepu IKEA kupić kolejne pudła na graty, których jej się nie chce odgracać (tych gratów, nie pudeł), ale myśli, że jak kupi te pudła, to te graty się przecież odgracą. Bo przecież w katalogu piszą, że jak kupisz te pudła, i regały, i półki, i segregatory, to się porządek zrobi jak ta lala! I odgracone będzie pięknie!
No tak. Tylko że te pudła, i regały, i półki, i segregatory… to przecież też są graty!

Blogerka trenuje prokrastynację także wtedy,

gdy nie chce jej się trenować czegoś bardziej na zdrowie. Więc zamiast iść na trening sportowy albo chociaż na basen, idzie na spacer, tłumacząc sobie, że spacer to też ruch, a jakże. Spacery blogerka, której nie chce się pisać, trenuje nawet w domu. Spaceruje z sypialni do kuchni i z powrotem, przy okazji ćwicząc dźwiganie ciężarów, czyli kubka z kawą albo miseczki z rodzynkami w czekoladzie.

A co robi w sypialni z kubkiem z kawą i miseczką z rodzynkami w czekoladzie, skoro nie chce się jej pisać? A, różne rzeczy – czyli na przykład przesuwa logo w nagłówku albo się inspiruje. Czasem też szydełkuje. Ale ponieważ trudno jest jej jednocześnie szydełkować, pić kawę i podjadać rodzynki w czekoladzie – blogerka zamiast szydełkować… inspiruje się szydełkowaniem innych. Na Instagramie tudzież Pintereście.

Swoją drogą, z tą prokrastynacją to dziwna sprawa.

Ni stąd, ni zowąd, ludzie zamiast odwlekać i odkładać sprawy na później, zaczęli PROKRASTYNOWAĆ. No brzmi to dumie, nie sądzicie? Zamiast mówić, że ociągam się ze zrobieniem czegoś, bo mi się nie chce, mogę powiedzieć, że mam PROBLEM Z PROKRASTYNACJĄ. Od razu lepiej, prawda?

Jeju, w jakich my cudnych czasach żyjemy! Oto wystarczyło zapytać wujka Googla o prokrastynację, a już ciocia Wikipedia odpowiada, że prokrastynację powodować mogą różne zaburzenia osobowości (to już nie brzmi dumnie), zaś prokrastynujemy, ponieważ lękamy się. Lękamy się porażki, sukcesu, bezradności, izolacji…

A może to po prostu lenistwo?

Prawdę mówiąc, już miałam się ponaigrywać, że zwykłe lenistwo przemianowano tak ładnie, i jeszcze poważne przyczyny mu podłożono, ale pomyślałam sobie, że… No, że żyjemy w cudnych czasach. Wbrew temu, co krzyczą ci i owi (albo media tamte i owamte), coraz lepiej rozumiemy siebie i innych. Umiemy nazwać problemy i znaleźć ich przyczyny. Nie ograniczamy się do obwiniania i napiętnowania, tylko szukamy rozwiązań.

Poza tym, prokrastynacja ma swoje zalety. Bo co prawda nie napisałam zaplanowanego na piątek artykułu na zaplanowany temat do Odśmiecowni, ale za to napisałam niezaplanowany artykuł na niezaplanowany temat do działu Po Prostu Życie (Domownia).

Bo to jest Po Prostu Życie, Drodzy Czytelnicy. To jest wena twórcza, natchnienie, impuls. Usiadłam, zobaczyłam jaki mam zaplanowany temat na artykuł, i napisałam.

Napisałam artykuł na zupełnie inny temat: O prokrastynacji słów kilka.

A! Już wiem! To wszystko wina planowania!

2 komentarze

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany na stronie. Wymagane pola zaznaczone są *