opakowania

Co jest do wyrzucenia w kuchni? Opakowania…

W zeszłym tygodniu napisałam o tym, co jest do zrobienia w kuchni w kwestii odpadów organicznych, a dziś przeanalizuję „zawartość kosza” pod kątem opakowań.

Zasada ogólna dotycząca opakowań jest prosta (w teorii, rzecz jasna):

Unikamy opakowań jednorazowych i plastikowych (bo przeważnie są jednorazowe).

Ha, łatwo powiedzieć. Ale jak to zrobić?

Zobaczcie jak wyglądają moje zmagania:

1. Butelki plastikowe i szklane.

Wody w plastiku od dawna już nie kupujemy, pijemy kranówę i jak czasem czuć chlor, to wrzucam listki mięty albo plasterki cytryny.

Latem kupowaliśmy czasem jakieś napoje lub wodę gazowaną i nawet zamarzył mi się syfon jak za dawnych lat. Okazuje się jednak, że naboi nie da się oddać do ponownego napełnienia. Nie wiem który śmieć lepszy: plastikowa butelka czy nabój po CO2?

Ze szklanymi butelkami jest mniejszy problem, bo choć piwo w butelkach zwrotnych to teraz rzadkość, a wino to chyba trzeba by prosto z beczki kupować, to już butelki szklane z nakrętkami, np. po sokach, świetnie nadają się na mleko z mlekomatu.

Nie znalazłam w Warszawie sklepu takiego jak EkoPestka, więc oliwę zakupiłam w dużej trzylitrowej blaszanej puszce przez internet. Przyjechała zapakowana jak na wczasy, w tony folii bąbelkowej i kartonu… ot, taka wpadka zerośmieciowca. Już chyba lepiej kupować oliwę w butelkach.

Z olejem rzepakowym nie mam wyjścia – plastikowa butelka to must have. Kupuję największą jaka jest.

2. Słoiki.

Są wielorazowe, więc nie mam z nimi problemu. Wykorzystuję do przetworów, przechowywania produktów sypkich i transportu „mokrych” zakupów (np. mięsa, ryb). Mogę też w razie czego oddać komuś kto robi więcej przetworów niż ja. W ostateczności poczekają w piwnicy.

3. Kapsle i nakrętki plastikowe.

Kapsle zbieram dla naszych dzieci (!), które będą mogły (musiały?) wymyślić im dalszą karierę.

Nakrętki plastikowe (jak już się rodzina uprze na tonik albo inne bąbelki, to je mamy) zbieram dla Fundacji Bez Tajemnic.

4. Puszki po konserwach.

Przestałam kupować konserwy. Na razie. Bo nie wiem jak długo Rodzynek wytrzyma bez śledzi po gdańsku i kukurydzy…

5. Torebki papierowe po produktach sypkich.

Produkty zbożowe najlepiej byłoby kupować w workach prosto z młyna. Niestety, w młynach które prowadzą sprzedaż internetową mąki i kasze pakowane są w torebki papierowe. Zamówiłam makę i orkisz z firmy Eko-Hillar, produkującej mąki i kasze w młynie wodnym w Tuczkach. Produkty są świetne, orkisz przepyszny, ale niestety przesyłka wiąże się z opakowaniami. Przy następnym zamówieniu postaram się wynegocjować opakowanie minimalistyczne typu karton bez folii. Na bieżąco mąkę kupuję jak zwykle, w kilogramowych torebkach papierowych (jeszcze nie wiem czy lepiej je spalić w piecu czy oddać na makulaturę, więc na razie wykorzystuję do pakowania kanapek). Co do kasz, to właśnie mi się końcżą zapasy więc będę szukać tych pakowanych w worki papierowe, bo na wagę chyba nie znajdę?

Sól i cukier – też pozostanę przy rozwiązaniu pt.: opakowania papierowe.

Proszek do pieczenia i soda – przyznam że proszku ostatnio nie używam, przerzuciłam się na drożdże (po których niestety zostaje papierek do wyrzucenia), co do sody to jeszcze nie znalazłam sklepu stacjonarnego w Warszawie gdzie dałoby się ją kupić w dużych opakowaniach (bo o kupowaniu jej hurtem nawet nie marzę).

Cukier waniliowy i przyprawy – na razie mam stare zapasy, ale postaram się kupować je na wagę do swoich słoiczków.

6. Torebki papierowe po pieczywie.

Wykorzystuję do pakowania kanapek, transportu zakupionych owoców czy warzyw. Docelowo zamierzam zastąpić je płóciennymi woreczkami (świetnie się nadają lniane lub bawełniane poszewki na poduszki), ale rodzina musi się przyzwyczaić do nie zapominania ich przy wyjściach na zakupy.

Na razie je wyrzucam, ale zastanawiam się czy nie użyć na kompost.

7. Torebki foliowe.

Zasada żeby nie kupować niczego w folii nie jest łatwa do zrealizowania (np. dziś potrzebowałam pilnie soli i Rodzynek przyniósł z „płaza” sól w woreczkach foliowych), niemniej będę próbować szukać papierowych zamienników, czyli np. makaronów w tekturowych pudełeczkach, takich jak Barilla.

Nie wiem co będzie z mrożonkami warzywnymi, które ratowały mi życie zimą. Do mrożonek sprzedawanych luzem w marketach jakoś nie mam zaufania.

O sprzedawcach pakujących wszystko odruchowo w foliówki już mi się nie chce pisać. Walka z nimi to syzyfowa praca. Czasem mi się już nawet nie chce, ale cóż… Idea „zero śmieci” wżarła mi się w mózg, więc się nie poddam. Jeden krok w tył, dwa do przodu, i tak leci. Moim ostatnim kompromisem jest zabieranie swoich foliówek na zakupy – jak chcą tę folię to niech mają i pakują w moje.

8. Pudełka tekturowe i plastikowe.

Pudełka plastikowe staram się omijać szerokim łukiem.
Pudełka tekturowe w świecie gdzie wszystko pakowane jest w plastik uważam za mniejsze zło i będę kupować rzeczy w nie zapakowane, o ile nie znajdę możliwości kupowania luzem.
Na pewno kawę i herbatę będę kupować na wagę luzem.

Słodyczy zasadniczo nie kupujemy, wyjątkiem jest czekolada. Uwielbiamy ją i kupujemy w tych paskudnych foliowych opakowaniach… Właśnie sobie przypomniałam, że niedaleko nas jest fabryka Wedla – muszę sprawdzić w ich sklepie czy nie sprzedają tam czekolady luzem!

9. Opakowania po jogurtach, serkach, śmietankach, maśle itp.

Jedynym rozwiązaniem jest tutaj przejście na produkcję nabiału z mleka z mlekomatu. Ha! Jeszcze zsiadłe mleko albo jogurt albo śmietanę od biedy zrobię, ale twaróg i masło to wyższa szkoła jazdy.

No cóż, przyznam że na razie na tym polu leżę i kwiczę, bo rodzina domaga się serków homo i bitej śmietany do gofrów już teraz zaraz a nie wtedy kiedy uda mi się zebrać trzecią śmietankę z mleka.

Tak więc – choć nie ma tego dużo – opakowania trafiają do kosza.

10. Kartoniki po napojach.

Napojów w kartonikach nie kupujemy. Mleko – w mlekomacie. Wyjątkiem jest śmietanka do bicia – patrz punkt 9.

11. Wytłaczanki po jajkach.

Używam ich do kupowania jaj na rynku, luzem. Zużyte wytłaczanki utylizuję do kompostu albo oddam na makulaturę.

12. Gumki recepturki np. od włoszczyzny.

Należą do przydasiów które warto mieć w szufladzie.

13. Plastikowe i tekturowe „korytka” po owocach i warzywach.

Odkąd bojkotuję dyskonty i supermarkety, nie kupuje nic w plastikowych „korytkach”. Tekturowych używam ponownie do zakupów owoców i warzyw, jako pojemników na zabawki, a w końcu na kompost.

Podsumowując, co staram się robić w kwestii opakowań „kuchennych”:

  1. Używam ZZ (zestawu zakupowego, opisanego tutaj)
  2. Przyjęłam zasadę niekupowania niczego w: plastikowym lub foliowym opakowaniu, w kartoniku, w puszce.
  3. W ostateczności postanowiłam kupować produkty opakowane w papier bądź tekturę (można wykorzystać do zabawy i prac ręcznych, kompostować, spalić lub oddać na makulaturę).
  4. W ostatniej ostateczności kupuję co jest i w czym jest bo nie mogę zagłodzić rodziny!

P.s. Jedna z czytelniczek napisała w komentarzu, że przyjaźniej dla środowiska jest oddawać papier i tekturę na makulaturę niż palić. Dziękuję, Asiu!

7 komentarzy

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany na stronie. Wymagane pola zaznaczone są *