Uszyj woreczki na zakupy sypkich produktów czyli zadanie #26

Uszyj woreczki na zakupy sypkich produktów czyli zadanie #26

Prawie rok temu chwaliłam się Wam woreczkami, które uszyła mi moja Mama.

Kupuję do nich kasze, ryż, groch, fasolę, soczewicę, bakalie, czasem ciasteczka, makaron, majeranek i ziele angielskie. (Kawę i herbatę kupuję do blaszanych pudełek.)

Ponieważ wciąż jeszcze trwa akcja #lutybezfoliówek, a pisałam już o pakowaniu owoców, warzyw, pieczywa, serów, mięsa, ryb, dziś przyszła kolej na produkty sypkie suche.

Jak się pewnie domyślacie, zachęcam Was do kupowania ich luzem.

Kupowanie takich produktów luzem jest nieco kontrowersyjne, bo słyszę tu i ówdzie głosy, że lepiej kupować zapakowane, bo nie są zwietrzałe, znamy datę ich przydatności do spożycia i mniejsza jest szansa natrafienia na niepożądane wkładki, nazwijmy to… mięsne.

Przyznam, że takie wątpliwości są zasadne, jednak… do odważnych świat należy!

Myślę, że jeśli zachowamy ostrożność i czujność (wyostrzając węch i wzrok), a przy tym nastawimy się na naukę przez doświadczenie, po paru próbach znajdziemy sklep czy stoisko na bazarku, gdzie będziemy mogli bezpiecznie kupować kasze i bakalie luzem. I gdy zdarzy się, że nie będziemy zadowoleni z zakupu – odniesiemy trefny towar do sklepu. Może następnym razem będą się lepiej pilnować.

Jeśli jesteście już przekonani do tego, żeby kupować jak najwięcej produktów do swoich własnych, wielorazowych opakowań, to przydadzą się Wam własne szmaciane woreczki.

Chyba, że chcecie wzorem Bei Johnson kupować wszystko do słoików. Szczerze mówiąc, to nie jest taki zły pomysł, bo, po pierwsze – unikamy wtedy przesypywania produktów z woreczka do słoika po przyniesieniu ich do domu, a po drugie – nie musimy prać woreczków, tylko płuczemy słój.

Dużą jednak wadą słoików jest ich nieporęczność i ciężar. Widziałam ostatnio na Instagramie zdjęcie torby podróżnej Bei z dwoma wielkimi słojami w środku – zabawnie to wygląda, lecz pewnie jest niezbyt wygodne.

Dlatego dzisiejsze zadanie brzmi: Uszyj woreczki na zakupy sypkich produktów.

woreczki na zakupy sypkich produktów

Nie musicie, rzecz jasna, szyć tych woreczków samodzielnie.

Chociaż kiedy się praktykuje życie bezśmieciowe, warto umieć szyć (cerować, przerabiać, naprawiać). Ja co prawda szyć proste rzeczy umiem, ale ponieważ moja Mama umie lepiej, a do tego jest na zasłużonej emeryturze i ma dużo wolnego czasu, a przy tym dobre serce – uszyła mi woreczki jakie chciałam.

Jeśli znajdziecie już wykonawcę woreczków lub zdecydujecie się zrobić je sami, zwróćcie uwagę na sposób ich zamykania.

Moje woreczki mają tuneliki z wciągniętymi sznurkami a la worek na kapcie, ale ten sposób zamykania nie jest zbyt praktyczny. Przy transporcie zakupów do domu zdarzało mi się, że kasza wysypywała się z woreczka, który zamiast szczelnie zawiązany, był tylko ściągnięty sznureczkiem. W końcu porozcinałam sznureczki i zawiązuję je.

Polecam rezygnację z wciąganych sznureczków, a zamiast tego – przyszycie tasiemki nieco poniżej brzegu woreczka tak, by można było go zawiązywać jak worek z mąką.

Zrobiłam Wam rysunek poglądowy. (W tym miejscu można się śmiać.)

jak najlepiej zamocować tasiemkę do woreczka na zakupy

Taki woreczek nawet łatwiej uszyć samemu. Nie trzeba robić tunelu na tasiemkę. Wystarczy zszyć dwa prostokąty i doszyć tasiemkę.

Ze względów praktycznych świetnie jest też mieć te woreczki jakoś oznaczone, najlepiej nazwami produktów (wyszyć napisy? zrobić aplikacje? zaznaczyć markerem?).

To ułatwia życie, kiedy kupujemy często np. słone pistacje czy suszone owoce (które można też oczywiście kupować do blaszanych pudełek, o których pisałam w poprzednim zadaniu). Wtedy woreczki nie muszą iść do prania po każdych zakupach i nie ryzykujemy wsypania rodzynek do woreczka po słonych pistacjach.

Inna ważną kwestią jest rozmiar woreczków.

Nie warto używać dużego woreczka do produktów, których kupujemy mało. Choćby dlatego, że taki woreczek też ma swoją (niewielką, ale jednak) wagę, a nie zawsze mamy możliwość wytarowania wagi przed zakupem (np. w supermarketach).

Z mojego doświadczenia wynika, że najbardziej uniwersalne są woreczki wielkości 20 x 25 cm (na kasze, grochy i bakalie). Na makaron przydaje mi się większy woreczek – 25 x 30 cm, a na majeranek czy inne lekkie lub kupowane w małych ilościach zakupy – 15 x 20 cm.

Jeśli wydaje się Wam to wszystko zbyt skomplikowane, kupcie po prostu kilka woreczków w takim (pierwszym z brzegu jaki wyguglałam) sklepie jak Nutka Nostalgii, albo używajcie… słoików i blaszanych pudełek.

Z drugiej strony, jeśli nawet uszycie czy kupienie odpowiednich woreczków wydaje się zbyt skomplikowane czy kosztowne, to warto pamiętać, że posłużą nam one długo i że ładnie wyglądają na zdjęciach na Instagramie (śmiejcie się śmiejcie, ale zobaczcie sobie konto Ani: nerada_plytvam!!! A tutaj macie zdjęcie z woreczkiem z wiązaniem, o którym pisałam wyżej – a la worek mąki).

Gdzie kupować te sypkie produkty luzem?

To zależy. W Warszawie kupuję na osiedlowych bazarkach (Rondo Wiatraczna, Plac Szembeka) lub w supermarketach, w których znajdę dział „bazarek” (Auchan, Kaufland, Biedronka – ale tutaj tylko bakalie mają luzem).

W mniejszych miastach zauważyłam, że sprzedają takie produkty małe rodzinne sklepiki typu warzywniaki. Najgorzej chyba paradoksalnie jest na wsiach – tutaj sklepów najmniej i są najsłabiej zaopatrzone.

Ciekawa jestem Waszych doświadczeń. Czy tam, gdzie mieszkacie, łatwo jest znaleźć produkty sypkie sprzedawane luzem?

A może kupujecie luzem też mąkę? Ja robię to rzadko, bo nie mam zaufanego sprzedawcy. Chętnie przeczytam o Waszych doświadczeniach.

__________

Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych wpisach, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku lub do obserwowania mnie na Instagramie, na Google+, Twitterze czy LinkedIn.

Możecie też czytać mojego bloga w serwisie Bloglovin’, z którego sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Zachęcam Was też do zapisania się na „Listy od Kornelii O…” – to jest już bardziej osobista forma kontaktu ze mną. Okienko do zapisów znajdziecie na dole strony.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszecie do mnie, bądź w odpowiedzi na moje listy, bądź tak po prostu. Mój adres to kontakt@korneliaorwat.pl.

Bądźmy w kontakcie!

Powiązane wpisy

  • Ruda

    Zawsze narzekam na swój sklep na wsi, ale ostatnio miałam chyba w sobie więcej zawziętości i będąc w miejscowości obok poszłam do dwóch sklepów uzbrojona w słoiki i pudełka. Nie było żadnego problemu z kupowaniem, sprzedawcy nawet nie mrugnęli okiem, tylko tarowali i sypali. W ogóle mam szczęście, bo w okolicy jest sklep ekologiczny, który wyewoluował z gospodarstwa rolnego – świetnie wyposażony, np. w Krakowie bezskutecznie szukałam mąki typu 00, a tam jest zawsze. Jakiś czas temu firma zaczęła też prowadzić sklep online, co w ogóle jest bardzo miłe, bo przyjemnie patrzeć, jak ktoś się rozwija.
    ps. patent na wstążeczkę – super – ja przy robieniu swoich woreczków wymiękłam na robieniu tunelików na sznureczki. Muszę zrobić je jeszcze raz, Twoim sposobem.

  • Ruda

    A ja Twoje posty. Co za zbieg okoliczności 🙂

  • greenmurraya

    Mieszkam na wsi i produkty sypkie typu kaszę, płatki, fasolę itp. Kupuję na cotygodniowym targu. Tam też kupuję warzywa i owoce a także olej prosto z lokalnej olejarni oraz miód od lokalnego pszczelarza. W sumie to zastanawiam się nad otworzeniem sklepu z lokalną żywnością, ziołami, herbatami i produktami sypkimi na wagę. Ale trochę się boję bo to jednak wiejskie środowisko . Miasteczko około 4 tys .

    • Witaj Greenmurraya! To świetnie że masz możliwość nawet olej kupić z olejarni! Pomysł ze sklepem ciekawy, ale rzeczywiście musiałabyś się wywiedzieć czy jest zapotrzebowanie na taki sklep. Bo skoro ludzie zaopatrują się na targu, to może im wystarcza? Z drugiej strony targ raz na tydzień to mało. Jeśli jako alternatywę macie tylko sklepy typu „zabka” czy „lewiatan” z produktami w plastiku/opakowaniach – lokalny sklep typu kolonialny mógłby się przyjąć. Ludzie na wsi mają sentyment do swoich produktów, a starsi ludzie do zakupów „jak dawniej”. Moja babcia zawsze z łezką w oku wspomina zakupy „u Żyda” – to było Podlasie, okolice Korycina, dużo Żydów tam przed wojną mieszkało.

  • Pingback: Naucz się szyć - zadanie #33 - Kornelia O...()

  • Pingback: Międzynarodowy Dzień Bez Foliówek - Kornelia O...()

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.