Rozstrzygnięcie konkursu: Co w życiu zero waste idzie Wam najlepiej, a co najgorzej?

Rozstrzygnięcie konkursu: Co w życiu zero waste idzie Wam najlepiej, a co najgorzej?

Czekałam aż do wieczora… żeby rozstrzygnąć konkurs, w którym dzięki wydawnictwu Znak mogę zaoferować do wygrania dwa egzemplarze książki „Życie zero waste” Kasi Wągrowskiej.

Czekałam aż do wieczora, bo nagle obleciał mnie strach: Kurczę! Jak ja teraz wybiorę dwie najciekawsze odpowiedzi! Przecież wszystkie są takie ciekawe!

Dla przypomnienia – prosiłam Was o odpowiedź na dwa następujące pytania:

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze we wdrażaniu zasad zero waste?

Co przychodzi Ci z największą łatwością? W czym czujesz się najmocniej?

Odpowiedzi dostałam dużo, jak na standardy tego bloga (Ha! Dwunastu komentarzy nie miewa się codziennie!), co cieszy mnie ogromnie, bo każdy bloger lubi komentarze. Jedna odpowiedź konkursowa przyszła też mejlem.

A zatem w konkursie wzięło udział trzynaście czytelniczek. „Gdzie ci mężczyźni?” – chciałoby się zaśpiewać…

Swoją drogą, ładna liczba, trzynaście! Nie jestem przesądna, jakby ktoś pytał. Trzynastego mam nawet imieniny (w styczniu, imieniny Weroniki, bo w rodzinie wołają mnie drugim imieniem).

Ale ja tu gadu gadu, a czas rozstrzygnąć konkurs. Specjalnie tak zwlekam. To naprawdę trudne – wybrać kogoś, kto wygra, a jednocześnie skazać pozostałych na przegraną. Chyba nie nadaję się na członka jury, w ogóle… nie nadaję się na żadnego członka!

Przepraszam, zamiast pleść trzy po trzy, lepiej zrobię podsumowanie wszystkich odpowiedzi.

Co jest dla Was najtrudniejsze we wdrażaniu zasad zero waste?

1. Trzymanie się własnych postanowień dotyczących zero waste.

2. Rozstanie się z chemią gospodarczą ze sklepu.

3. „Odbijanie się od muru nieświadomych osób”. Czyli na przykład sprzedawców pakujących w folie…

4. Kupowanie ubrań nowych (metki, metki, wszędzie metki) albo używanych przez internet (folia bąbelkowa rządzi!)

5. Tłumaczenie innym dlaczego jestem zero waste. (Nie dlatego, że nas nie stać na płatną reklamówkę!)

6. Zmiana starych nawyków (potrzeba dużo cierpliwości, wytrwałości i konsekwencji!).

7. Walka z własnym przyzwyczajeniem do wygody i praktykami dotyczącymi sfer intymnych i emocji.

8. Tolerowanie niechcianych prezentów dla siebie i dzieci.

9. Komunikacja z członkami rodziny (w temacie zero waste, oczywiście!) – borykanie się z krytyką i niezrozumieniem.

10. Dokonanie tej wielkiej, jakby nie było, zmiany życia na zero waste ot tak, z dnia na dzień.

11. Nieznoszenie do domu plastików.

12. Kupowanie niepaczkowanych wędlin i serów.

13. Wyeliminowanie plastiku.

14. (Tę wypowiedź przytaczam w całości, bo pochodzi z mejla, a nie z komentarzy) „Z pięciu zasad zero waste… Najtrudniej przychodzi mi „refuse”… Bo ciagle coś dają dzieciom przed szkołą (album, naklejki, etc), albo wrzucaja ulotki do skrzynki, albo dają  nieproszone prezenty, a wszystko w tysiącu torebek i „zawijaskow”…
Z „reduce” też się zmagam… Bo tam, gdzie mieszkam (północna Hiszpania) niewiele jest sklepów, gdzie można kupić na wage… I choć chodzę z moimi słoikami to i tak ważą mi często w torebkach, na papierkach… Ale mam też wiele satysfakcji, kiedy udaje mi się w końcu znaleźć kolejny zaufany sklep :)”

Ech, Wasze wątpliwości są mi tak bliskie!

Zobaczcie co często się powtarza: trudności ze zmianą nawyków, trzymaniem się postanowień, walka z przyzwyczajeniami i odstępstwa od wygody i komfortu. Przy tym frustrujące czasem uczucie, że nie da się „tego wszystkiego” zrobić od razu.

Innym częstym problemem wydaje się być komunikacja. Trudno porozumieć się z ludźmi, którym idea zero waste jest całkowicie obca. Męczące jest ciągłe tłumaczenie, dlaczego nie chcemy tej cholernej foliówki, przecież jest za darmo! Albo wręcz przeciwnie – dlaczego nie chcemy kupić tej foliówki tylko tachamy w kartonach! Dołujące czasami jest narzekanie rodziny, dlaczego wciąż nie kupiliśmy tych gąbeczek do mycia naczyń (To akurat mój mąż. Należą mu się jednak brawa, bo ostatnio przestał narzekać!).

Kolejną sprawą, która Wam (i mnie też) przychodzi z trudnością, jest rezygnacja z plastiku. Z wszechobecnych plastikowych opakowań, folii bąbelkowych, metek. Zresztą, rezygnacja z opakowań w ogóle jest bardzo trudna. Opakowania nas zalewają, przytłaczają! Czasem mam w sklepach wrażenie, że opakowań jest więcej niż towarów w nich zawartych! (Chyba powinnam rzadziej chodzić do sklepów, a częściej na bazarek.)

I ostatnia, niebagatelna, kłopotliwa sprawa to „refuse” – pierwsza z zasad zero waste. Odmawianie jest wpisane rzecz jasna także w zmianę nawyków (bo odmawiamy sobie dotychczasowych komfortowych, wygodnych rzeczy, przyzwyczajeń), natomiast bardzo trudne, o ile nie trudniejsze, jest czasem odmawianie innym. Niechciane prezenty i gratisy, z którymi nie wiadomo co zrobić, i które w ogóle nie wiadomo po co zostały zrobione (tak o nich myślę, gdy mój syn dostaje na zawodach kolejne plakietki albo naklejki z logo klubu).

Co przychodzi Wam z największą łatwością? W czym czujecie się najmocniej?

1. Robienie czegoś z niczego.

2. Kwestie gotowania. (I gospodarowania tym, co ugotowane, i wekowania, mrożenia)

3. Używanie wielorazowych pieluch, podpasek, wacików…

4. Zastąpienie chemii gospodarczej sodą oczyszczoną i maceratem z octu.

5. Szycie. Ze starych ubrań!

6. Odmawianie sobie rzeczy, które i tak wkrótce zostałyby wyrzucone.

7. Wybieranie w miarę możliwości transportu publicznego zamiast samochodu.

6. Doskonalenie się w tych dobrych nawykach, które już kiedyś weszły w krew (m.in. używanie toreb materiałowych, segregacja odpadów, oszczędzanie wody i prądu, dbanie o rzeczy)

7. Rezygnacja z chemii gospodarczej na rzecz sody i kwasku cytrynowego.

8. Ujarzmienie garderoby (zmniejszenie jej, kupowanie z drugiej ręki, oddawanie)

9. Zamiana papieru toaletowego na makulaturowy.

10. Rozstanie z długopisami i zakup pióra wiecznego.

11. Rezygnacja z kosmetyków i jednorazowych środkow higienicznych.

12. Rezygnacja w ogóle. Z kosmetyków, nowych ubrań, książek.

13. Pisanie o naprawianiu świata i ekologii.

14. Wprowadzenie małych, niedrastycznych kroczków.

15. Ograniczanie się.

16. Upcycling – szycie czyli naprawianie i przerabianie.

17. Ograniczenie produkcji odpadów organicznych dzięki kompostownikowi.

18. (Znów przytaczam całość odpowiedzi z mejla) Najłatwiej przychodzi mi „recycle” i „reuse”… Sprzedaję lub oddaję rzeczy, które mi już nie służą i daję im drugie życie i kupuję też sporo rzeczy z drugiej ręki (ubrania, sprzęt sportowy). Przerabiam, szyję…

Hej dziewczyny! Tyle rzeczy Wam wychodzi dobrze, że jestem pełna podziwu! 

I znów, podobnie jak u mnie, dość łatwo przychodzi Wam rezygnacja z kosmetyków i chemii gospodarczej. Zamiana jednorazowych artykułów higienicznych na wielorazowe.

Jestem też mile zaskoczona, że wiele z Was lubi szyć i tworzyć nowe ze starego!

Macie już sporo dobrych nawyków, które albo utrwalacie, albo powoli, małymi kroczkami, wprowadzacie do swego życia. Ja też, co wielokrotnie podkreślałam, jestem zwolenniczką metody małych kroków oraz niewylewania dziecka z kąpielą, czyli nie terroryzowania ani siebie, ani innych.

Dlatego zatem, całkiem subiektywnie, kierując się emocjami i tym, że serce zabiło mi mocniej podczas czytania tego komentarza, pierwszą nagrodę przyznaję czytelniczce o pseudonimie Duch Lasu. Bardzo bliskie jest mi jej podejście do tematu zero waste.

Rozumiem doskonale to, że na początku chcielibyśmy od razu mieć to „zero”, ale… nie da się. Duch Lasu bardzo słusznie zauważyła, że najlepszą metodą (ja się z nią zgadzam w 100%, ale oczywiście nie wszyscy muszą) jest wprowadzania małych zmian po kolei. Skupianie się na tych nawykach, które przychodzą nam z największą łatwością, a odpuszczanie sobie (na razie) tych trudniejszych.

Ciekawostką (a może zrządzeniem losu? ducha lasu?) jest to, że między innymi o tym właśnie, co napisała Duch Lasu miałam zamiar zrobić mini kurs mejlowy. Duch Lasu napisała to, co ja chciałabym w takim kursie (ostatecznie chyba poprzestanę na artykule) przekazać zaczynającym przygodę z zero waste. Żeby nie dali się zwariować, nie poddawali się mimo trudności. Robili cokolwiek niż nic. Małe zmiany. Jedna za jedną. Powoli i spokojnie. Bez stresu, bo tego i tak mamy za dużo.

Drugą nagrodę, tadam! przyznaję Jadwidze z bloga Ludzki Archipelag, bo jakże miałabym jej nie przyznać, skoro musi uświadamiać mamę i siostry!

Poza tym, że napisała ciekawy komentarz poruszający ważny problem komunikacji i relacji, Jadwiga jest bardzo młodą osobą (to już nie pierwszy jej komentarz na tym blogu, więc wiem, a co!), i tak jak napisała, przyjęła ideę zero waste „całym sercem” i nawet zrezygnowała dla niej z włosów (Nie!!! Naprawdę?!!!). Jako przedstawiciel nastolatków niechaj niesie ideę zero waste w świat swoich rówieśników, niech obnosi się wszędzie z książką Kasi, a co, a niech widzą! Niech się uczą!

No tak. Dałam radę. Wybrałam sercem. Chcę podkreślić, że wszystkie Wasze komentarze podobały mi się bardzo, bardzo! I wszystkie są bardzo cenne, bo pokazują, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Na szczęście coraz mniej na nim śmieci.

Dziewczyny! Wszystkim Wam bardzo dziękuję za udział w konkursie! Jesteście świetne! Gdyby tylko wydawnictwo Znak dało mi więcej książek do dyspozycji… 

Laureatki poproszę o kontakt mejlowy – potrzebuję Waszych adresów do wysyłki książek.

P.s. 1. Wydaje mi się, że wyczerpałam w tym artykule swój limit wykrzykników na jakieś najbliższe pięć artykułów.

P.s. 2. Ruda! Gdzie jesteś? Gdzie Twój komentarz?!! Nie rób mi tego!

__________

Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych wpisach, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku lub do obserwowania mnie na Instagramie czy na Google+.

Możecie też czytać mojego bloga w serwisie Bloglovin’, z którego sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Zachęcam Was też do zapisania się na „Listy od Kornelii O…” – to jest już bardziej osobista forma kontaktu ze mną. Okienko do zapisów znajdziecie na dole strony.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszecie do mnie, bądź w odpowiedzi na moje listy, bądź tak po prostu. Mój adres to kontakt@korneliaorwat.pl.

Bądźmy w kontakcie!

Powiązane wpisy

  • O, o łysości jeszcze nie widziałam, a zaglądałam wczoraj na bloglovin’. Zajrzę jeszcze raz 🙂 Cieszę się, że się cieszysz 🙂 Ciekawam jak Ci się żyje po przeprowadzce?

    • Jadwigo, prześlij proszę swój adres do wysyłki na mejla kontakt@korneliaorwat.pl

    • Już kompletnie przepadłam w wirze nowej szkoły. Powiedziałabym więc, że cudownie! Wszędzie dobrze, ale w rodzinnym mieście najlepiej!

      • No to ekstra! Szkoły nie są takie złe 🙂 Córka koleżanki poszła po edukacji domowej do szkoły, do VII klasy i też zadowolona, chociaż po szkole pada na nos… niestety.

  • Wiola Wernecka

    Gratuluję zwycięzcom, otrzymać
    w nagrodę taką książkę to już coś!
    Tym razem mi się nie udało, trudno. Kiedyś przeczytam tę książkę jeśli pojawi się w bibliotece.
    A może zamowię u Mikołaja?;)
    Kornelio na rozstrzygnięcie konkursu czekałam, czekałam aż zasnęłam. Rano z wypiekami na twarzy czytałam wpis.
    Pozdrawiam i czekam na artykuł
    o Edukacji Domowej.

    • Wiolu, przepraszam że tak długo kazałam czekać na artykuł, skończyłam go po północy… Mikołaj to dobry pomysł, a ja się jeszcze zastanawiam czy nie puszczę swojej w obieg, jak przeczytam. Wtedy możesz być pierwsza w kolejce 🙂

      • Wiola Wernecka

        Nic się nie stało, czas spędzony na Twoim blogu nie poszedł na marne. Przeczytałam kilka artykułów.
        Świetny pomysł z tą książką w obiegu. To może być całkiem nie złe, naukowe przedsięwzięcie.
        Ustawiam się w kolejce 🙂

  • Gratulacje!!!!

    Świetne podsumowanie!

  • Ojej, dziękuję ♥

    • Cała przyjemność po mojej stronie 🙂 No… po Twojej też! W poniedziałek wysyłam książki. Miłej i owocnej lektury!

  • Ruda

    Jestem 🙂 A w konkursie nie brałam udziału, bo przeczytałam wszystkie komentarze i zgadzam się, to co się będę wymądrzać. Poza tym właśnie wróciliśmy z wakacji, więc walczyłam o zero waste na Sycylii (orka na ugorze, szczególnie, jak się zna j. włoski bardzo słabo).

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.