Rób przetwory czyli zadanie #4

Rób przetwory czyli zadanie #4

Dzisiaj proponuję Wam kolejne zadanie, przy opisie którego powracam wspomnieniami do przeszłości.

Zadanie #4 czyli Rób przetwory!

Chyba jest coś w idei zero marnotrawstwa, co sprawia, że jest ona powrotem do przeszłości. To coś to bieda. Woda z kranu pita na przerwach w szkole, mydło w kostce, bo innego nie uświadczysz, przetwory, bo nic się nie może zmarnować, poza tym w sklepach pustki, a rodzinę trzeba nakarmić. To było dawno temu, tak dawno, że nawet najstarsi górale nie pamiętają…

Tak. Szybko zapomnieliśmy, prawda? Coś mi się zdaje, że nie doceniamy tego, w jak dobrych, dostatnich czasach żyjemy. Jak dobrze wejść do sklepu i mieć wybór. Kupić mydło w kostce nie dlatego, że innego nie ma, tylko dlatego, że tak ZDECYDOWALIŚMY. Pić kranówkę nie dlatego, że w butelkach to tylko ocet sprzedają, tylko dlatego, że teraz taka moda jest, wiecie, zero waste się nazywa.

Trudno sobie wyobrazić, ale do lat sześćdziesiątych polska wieś właściwie nie wytwarzała śmieci. To był totalny recykling. Odpady organiczne były zjadane przez świnie. Nieliczne odpady przemysłowe były wykorzystywane do samego końca, np. sparciałe dętki rowerowe zostawały zawiasami w szafkach. A opon robione zelówki do butów. Dziurawymi wiadrami uszczelniano kominy, a ich rączki służyły za haczyki do furtek. Stare kapoty dostawał do budy pies. (Andrzej Bieńkowski, artykuł „Totalny recykling” w magazynie „2+3D grafika plus produkt”)

A więc: rób przetwory!

Rób przetwory - zadanie zero waste

Dlaczego przetwory to też powrót do przeszłości?

Dlatego że współcześnie przetwory się jednak najczęściej kupuje. A mnie kojarzą się z dzieciństwem – kiedy przerabialiśmy własne działkowe truskawki czy śliwki na dżemy. Kiedy dostawaliśmy od znajomych kosz jabłek, śliwek czy ogórków, których obfitość sprawiała, że owi znajomi nie byli w stanie ich zjeść ani zapakować w słoiki. Lato kojarzyło mi się z płukaniem, obieraniem, szypułkowaniem, krojeniem, z gotującymi się marmoladami, dżemami i z myciem słoików i w sumie cieszyłam się, gdy już jako żona i matka nie musiałam tego robić. Bo ani działki, ani piwnicy przecież nie mam, więc gdzie, jak i co mam przetwarzać?

Przetwory robiły moje Babcie, robi je moja Mama i Teściowa, robi Ciocia mieszkająca na wsi. I nagle któregoś razu zwiedziałam się, że robią je moje miastowe koleżanki! No, może niezupełnie takie miastowe, bo raczej te ogródkowo-domkowo-podmiejskie, ale jednak robią! To co, ja – bezogródkowo-blokowo-miejska, gorsza?

Któregoś razu zostało nam trochę niezjedzonych truskawek, myślę sobie, szkoda, żeby się zmarnowały, i hop do garnuszka! Posypałam cukrem, pogotowałam ze dwa dni, bo oczywiście nie miałam czasu od razu wlać do słoików i okazało się, że pyszne konfitury się udały! I że rodzina chce więcej! Więc cóż – nakupiłam truskawek i zrobiłam więcej.

Innym razem wróciłam ze wsi od Cioci obdarowana papierówkami, których całe fury spadają z drzew posadzonych jeszcze przez mego świętej pamięci Tatę. Papierówka nietrwała, więc zostawiłam trochę do zjedzenia na surowo, a z reszty zrobiłam przecier.

I wiecie co? Spodobało mi się to! Powróciłam do tego, czego robić w dzieciństwie nie lubiłam – do płukania, obierania, szypułkowania, krojenia, do gotujących się marmolad, dżemów i do mycia słoików (na szczęście teraz mam zmywarkę).

A wiecie już, dlaczego zachęcam Was do tego wszystkiego i w dodatku reklamuję to jako zadanie w wyzwaniu #RokBezMarnotrawstwa?

  1. Używamy wielokrotnie tych samych słoików, wykorzystujemy też te, w których kupiliśmy na przykład musztardę, sos do makaronu czy dżem (bo akurat skończyły się nam dżemy przywiezione od Mamusi).
  2. Zagospodarowujemy resztki (jeśli kupiliśmy i nie zjedliśmy) i nadwyżki (jeśli urodzaj w ogródku mieliśmy) owoców i warzyw.
  3. Jesteśmy dumnymi posiadaczami piwniczki lub szafeczki pysznych, samodzielnie zrobionych słoiczków z dżemikami, ogórkami i sałatkami.

No dobrze. Ten ostatni argument nie jest może bardzo w temacie zero marnotrawstwa, ale są wakacje więc mi wybaczcie…

Napomknę jeszcze nieśmiało, że do przetworów zaliczyłabym nie tylko tak zwane słoiki, ale też mrożonki i suszonki.

Coś zostało z obiadu – hop do zamrażalnika. Urosło nam za dużo malin w ogrodzie (chciałabym) – mrozimy. Koperek rośnie na potęgę na balkonie (też bym chciała) – suszymy.

I śpiewamy w kanonie razem z dziećmi i mężem:

Wniosły dzieci z sadu koszyk przepełniony:
jabłek żółtych, jabłek kraśnych, jabłuszek zielonych.

Teraz trzeba jabłka dobrze poukładać
i pomyśleć, które jabłko do czego się nada.

Które do zjedzenia, które do pieczenia,
które znów na marmoladę, które do suszenia.

Bo zima może być tęga, pamiętajcie!

Powiązane wpisy

9 komentarzy

  1. Robienie przetworów kojarzy mi się z babcią i dzieciństwem. Ostatnio moja mama do tego powraca, są o niebo lepsze od sklepowych plus jest satysfakcja, że zrobiłyśmy je same 🙂

    1. No właśnie – i jeszcze ten zapach w domu kiedy się gotują!

  2. W końcu jakieś łatwiejsze zadanie 😉
    Moja mama nigdy nie przestała robić przetworów, dzięki czemu moje dzieci wciąż mają dostęp do domowych dżemów i soków. Ja bawię się robieniem przetworów z „chwastów”, które po prostu sobie rosną np. sok z kwiatów czarnego bzu albo syrop z mniszka. Ostatnio z uwagi na eliminację cukru w diecie syna, robiłam bezcukrowy dżem z truskawek – wyszedł pyszny. No i nie zawiera gumy arabskiej i innych „pyszności” jak te sklepowe…

    1. O! To ciekawe jak robisz dżem bezcukrowy? Dajesz jakąś stewię czy w ogóle nic? No i te „chwasty” też brzmią interesująco, obawiałabym się tylko jakichś zanieczyszczeń, ale w sumie w owocach też nie wiadomo co może być…

      1. Koleżanka mi poradziła na kilo truskawek dodać 6-8 daktyli. Według mnie wyszło pysznie, ale jak ktoś przyzwyczajony do cukru, to może być mało słodki.
        A co do zanieczyszczeń: raczej nie zbierałabym kwiatów na przetwory w dużym mieście, ale jeśli one rosną kilka metrów od ogródka, w którym hoduję warzywa, to nie widzę przeciwwskazań. Mieszkanie na wsi ma zalety 🙂

        1. Czy chodzi o suszone daktyle? Bo mi się zdaje że one są w cukrze?

          Oj tak, mieszkanie na wsi ma dużo zalet. Patrząc z perspektywy mieszczucha pochodzącego ze wsi – coraz więcej zalet 🙂

          1. Suszone daktyle powinny być bez cukru.

  3. Robię przetwory kiedy tylko mogę! Uwielbiam smażyć powidła, gotować dżemy i konfitury, lubię też chutney, soki i kompoty. Moja mama jest w tym mistrzynią i od niej się uczę. Robi np. własny ketchup, który jest genialny!

    1. Cieszę się że domowe przetwory to sztuka, która nie zginęła. Tak jak np. cerowanie skarpetek 😉

Skomentuj

Używamy plików cookies (ciasteczek), które wykorzystywane są do analizy ruchu na stronie oraz do zapewnienia jej prawidłowego działania.