Przedświątecznie… z Małgorzatą Musierowicz

Przedświątecznie… z Małgorzatą Musierowicz

Moi Drodzy Czytelnicy! Dzisiaj będzie nietypowo, bo „na żywo”.

Zazwyczaj staram się dopracowywać artykuły – wpisy tak, żeby mogły nosić ambitną nazwę artykułu właśnie, a nie wpisu albo, co gorsza, tfu, postu.

Dzisiaj będzie bardziej osobiście.

Po pierwsze, postanowiłam prosić Was o wybaczenie, że nie dotrzymuję obietnicy publikowania we wtorki.

Po drugie, obiecuję, że mimo wszystko postaram się publikować we wtorki, a jeśli się to nie uda, to przynajmniej raz na tydzień.

Po trzecie, przypuszczam, że te obietnice i przeprosiny są bardziej potrzebne mnie samej niż Wam. No bo w końcu – powiedziałby ktoś – co to kogo obchodzi, kiedy ktoś publikuje coś na swoim blogu? Wolnoć Tomku w swoim domku. Publikuj sobie babo kiedy chcesz! Nie publikuj wcale! (Tak mówi mój Mąż, kiedy narzekam, że nie mam czasu napisać nic na bloga.)

Rzecz w tym, że ja bardzo lubię pisać i publikować, że jest to moje, staroświecko mówiąc, hobby. Rzecz również w tym, że złożona publicznie obietnica działa na mnie mobilizująco i ustawia pisanie trochę wyżej na mojej liście spraw do zrobienia. Bo prawda jest taka, że gdyby nie ta publicznie złożona obietnica, to nigdy nie znalazłabym czasu na pisanie. Hmmm, a może to i lepiej dla świata? Jeden grafoman mniej?

Po czwarte, koniec zwierzeń.

Życzę Wam solidnego wypoczynku w Święta.

Życzę Wam czasu na refleksję i adwentowy spokój oczekiwania przed Świętami.

Wiem, wiem, pierniki same się nie upieką (moje są wyjątkowe, a przepis mam z „Łasucha literackiego” Małgorzaty Musierowicz), ale na przykład kiszoną kapustę na wigilijny postny bigos (natchniona smacznymi gawędami kulinarnymi Małgorzaty Musierowicz zatytułowanymi „Musierowicz na Gwiazdkę”, postanowiłam w tym roku zrobić wigilijny bigos) można kupić, zamiast nastawiać na kiszenie kilka dni przed Wigilią i martwić się czy zdąży się ukisić (a tak planowałam zrobić).

Posprzątać można po Świętach, przecież w Święta i tak się nabałagani, prawda? Okej, zmienię pościel i wyczyszczę co i ile zdążę, ale bez przesady.
Czy nie lepiej zostawić kurz na meblach i pobawić się z dziećmi? Czy nie lepiej zostawić brudne okna i iść z Mężem na randkę?

Proszę Was i siebie również, żebyśmy pamiętali przed Świętami i w czasie nich o tym, co jest najważniejsze.

W Święta Bożego Narodzenia najważniejsza jest Miłość. To na nią czekamy, czekając na Nowonarodzonego Jezusa.

Pozwólcie, że oddam głos Małgorzacie Musierowicz. We wstępie do książki „Musierowicz na Gwiazdkę” autorka przytacza list czytelnika napisany w odpowiedzi na powieść „Noelka”.

„U nas stawia się w kącie choinkę, smaży karpia, a potem i tak jest jak zwykle, tylko że wszyscy się kłócą jeszcze bardziej niż co dzień.” Podobnych sygnałów było wiele. Dlaczego niekórzy ludzie właśnie w Wigilię stają się tak nieznośni i dokuczliwi? Tego wieczoru czekamy, aż urodzi się Miłość. Ona wciąż się odradza na nowo, jest bezbronna jak małe dziecko i – tak jak ono – wymaga, żeby ją przyjąć całym sercem, żeby się o nią zatroszczyć, żeby skupić na niej uwagę. Wtedy rozkwita. Ale człowiek, który kogoś skrzywdził, który uczynił coś niegodziwego albo zaprzeczył sam sobie, popada w dziwną rozpacz i szydercze rozdrażnienie, kiedy w wieczór poprzeddzający przybycie Miłości musi sobie nagle uprzytomnić, że się jej sprzeniewierzył. Święta historia o Bożym Narodzeniu dla jednych jest prawdą, dla innych – tylko legendą lub opowieścią smboliczną. Jedni przeżywają ją całym sercem, inni pozostają obojętni, jeszcze inni – drwią. Nikt chyba jednak nie zdoła Bożego Narodzenia zignorować. Każdy musi się do niego jakoś odnieść – i nie może uniknać chwili zastanowienia. W tę cichą noc trudno nie pomyśleć w najtajniejszej głębi duszy: czy jestem po stronie tej Miłości, czy staję przeciwko niej, razem z jej wrogami?

Czy jestem po stronie Tej Miłości?

Powiązane wpisy

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.