Pięć sposobów na wypalenie zawodowe etatowych Mam, czyli nie róbcie tak jak ja

Pięć sposobów na wypalenie zawodowe etatowych Mam, czyli nie róbcie tak jak ja

Bardzo lubię być Mamą. Kocham moje dzieci, lubię dbać o dom. Jednak dopada mnie powoli wypalenie zawodowe.

Bo, kurczę blade (nie mogę użyć prawdziwego wulgaryzmu, bo dzieci mnie podczytują), ja też potrzebuję czasem urlopu!

Bo bycie Mamą jest powołaniem, ale też i ciężką pracą – frustrującą, wymagającą gotowości fizycznej, intelektualnej i emocjonalnej niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zwłaszcza jeśli jest się do tego stopnia wariatem, żeby nie posyłać dzieci do tak zwanych placówek.

Na wypalenie zawodowe najbardziej narażone są zawody, w których angażujemy się emocjonalnie, doświadczamy sytuacji konfliktowych oraz które traktujemy jako powołanie. Bardzo ciekawy artykuł na ten temat znalazłam na portalu psychologia.net. Wynika z niego jednoznacznie, że jeśli zlekceważymy pierwsze symptomy wypalenia, jedynym skutecznym leczeniem może okazać się zmiana pracy!

Zatem, proszę Was bardzo, kochane Mamusie – nie lekceważcie pierwszych objawów. Ja to niestety zrobiłam, a konsekwencje ponoszę do dziś. Jedną z tych konsekwencji jest ten oto blog…

Coś mi się wydaje, że nie jestem najbardziej odpowiednią osobą do udzielania porad, jak sobie radzić z wypaleniem zawodowym, gdyż sama sobie z nim nie radzę. Ale mogę Was zachęcić, żebyście nie szły w moje ślady. Nie róbcie tak jak ja:

I. Nie starajcie się być NIEZASTĄPIONE.

Dzieci też mogą poodkurzać lub rozwiesić pranie. Mąż też może zrobić obiad (albo zamówić sushi).

II. Nie starajcie się być PERFEKCYJNE

i nie wymagajcie tej perfekcji od dzieci i męża. Z brudu nikt nie umarł (podobno). Dzieci z wielu uciążliwych „niegrzeczności” wyrastają, bez względu na to jak często (lub – jeszcze lepiej – rzadko) je upominamy. Mąż jest jaki jest, widziały gały co brały (no dobrze, zaślepione miłością nie widziały, ale tak czy siak pretensje możemy mieć tylko do siebie).

III. Nie zapominajcie o POTRZEBIE SAMOTNOŚCI.

Jeżeli takiej potrzeby nie macie – miejcie się na baczności! Albo rzeczywiście wypalenie zawodowe jest o lata świetlne od Was, albo jesteście tak zagonione, że nawet nie zauważacie tej potrzeby. Jednak zapewniam Was – ona tam jest – w Was – przyczajona i cichutka. Pewnego dnia wyskoczy jak bestia z wrzaskiem: DAJCIE MI WSZYSCY ŚWIĘTY SPOKÓJ!!!!!

IV. Nie zapominajcie o SWOICH PASJACH.

To tak jak z potrzebą samotności. Myślimy, że bycie mamą i nauczycielką swoich dzieci to nasze powołanie i pasja. Nie przeczę, jednak jest to też nasza praca. A nie samą pracą żyje człowiek. Potrzebujemy czegoś innego, odrębnego, co pozwoli oderwać się od codzienności i nabrać dystansu. Jeśli tego nie zrobimy, potrzeba pasji wyskoczy z takim samym wrzaskiem jak potrzeba samotności. Oj… dwa takie wrzaski jednocześnie to jest coś, czego Wam nie życzę…

V. Pielęgnujcie MAŁŻEŃSKĄ RELACJĘ.

Nie gderajmy. Wypijmy z mężem piwo/wino/drinka i pośmiejmy się z czegoś, zamiast narzekać jak ciężki dzień mamy za sobą. Zaplanujmy randkę z Mężem, choćby w domu przy filmie dla dorosłych.

Muszę Wam wyznać, że wielokrotnie planowałam regularne wyjścia na randki z Mężem i na randki z samą sobą. Dodatkowo randki z dziećmi, z każdym z osobna. Niestety, z tą regularnością jest u nas słabo. Ustalenia typu – w soboty wieczorem wychodzimy na randkę – w naszej rodzinie się nie sprawdzają. Zawsze coś stanie na przeszkodzie.

Tak jak napisałam powyżej – nie róbcie tak jak ja. Jestem raczej antyprzykładem do naśladowania. Wciąż balansuję na granicy wypalenia, ale najważniejsze, że mam tego świadomość. Co pozwala mi działać – przeciwdziałać. I wiem, że są rzeczy, na które muszę znaleźć czas (punkty 3, 4, 5). Kosztem innych (punkty 1 i 2).

Bo fajnie jest cieszyć się zamiast złościć na dźwięk okrzyku „Mamo!”.

__________

Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych wpisach, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku lub do obserwowania mnie na Instagramie, na Google+, Twitterze czy LinkedIn.

Możecie też czytać mojego bloga w serwisie Bloglovin’, z którego sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Zachęcam Was też do zapisania się na „Listy od Kornelii O…” – to jest już bardziej osobista forma kontaktu ze mną. Okienko do zapisów znajdziecie na dole strony.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszecie do mnie, bądź w odpowiedzi na moje listy, bądź tak po prostu. Mój adres to kontakt@korneliaorwat.pl.

Bądźmy w kontakcie!

Powiązane wpisy

  • Chodzę na zumbę. Czy to się liczy? Chodzę też na fitness, ale taki połączony z zajęciami dla dzieci i jak Młodszy ma dość, to go do mnie przyprowadzają (próbował ktoś robić brzuszki z dzieckiem wskakującym na brzuch?)… A ostatnio przyjechała teściowa i byłam z mężem na koncercie i na squashu. Po tym drugim nadal mam zakwasy i ledwo się ruszam (pomimo wspomnianej wcześniej zumby i fitnessu – wolę nie wiedzieć, co by było bez tego). I mimo tego wszystkiego nadal czuję się często wypaloną zawodowo mamą. A myśl o ED dopiero zaczyna świtać w głowie…

  • Wszystko się liczy! Ale wiesz co? Myślę że takie pojedyncze wyjścia to na dłuższą metę za mało. Uświadomiłam to sobie po dwóch latach z dziećmi w ED, kiedy zaczęło mi „odbijać”. W takim sensie, że stałam się drażliwa, wszystko mnie wciąż denerwowało (na dzieci już nie mogłam patrzeć), chciałam wyjść z domu i nie wracać. Jasne, można to zwalić na karb różnych rzeczy – PMS, depresji zimowej, zmęczenia itd. jednak to trwało za długo. I uświadomiłam sobie, że przecież ja od kilku lat nie mam urlopu! Wszędzie jeździliśmy razem, nawet na wakacje. Wciąż byłam w tym samym „kotle”. Wtedy zdecydowałam się na samotny kilkudniowy wyjazd i to był strzał w dziesiątkę. Wreszcie usłyszałam własne myśli! Czuję, że takie samotne wypady powinnam robić sobie co najmniej raz na dwa miesiące, ale wiadomo… ciężko to zorganizować. W każdym razie nie zapominajmy, że bycie mamą na cały etat to też praca i urlop nam się należy jak psu kość!

    • Haha… to ja poproszę o przekazanie tej informacji mojemu ślubnemu 😉
      Poza tym sama nie wiem, gdzie bym miała wyjechać…
      I bym się stresowała, jak oni sobie beze mnie radzą…
      I na samą myśl czuję, że to wszystko by się nie mogło udać…

  • Ruda

    Każdy materiał ma swoją wytrzymałość. Najtrudniej jest przestać oceniać innych wg. swojego wyobrażenia, albo siebie wg. swojego wyobrażenia.
    Czytam Twój blog od ok. 2 miesięcy i szczerze podziwiam, że potrafisz cały czas spędzać z dziećmi i nie wariujesz. Ja mam jedno z którym siedziałam przez rok praktycznie sama w domu i miałam dosyć tej sytuacji. Teraz podział – praca, dom sprawia, że mam większy dystans do nowej sytuacji życiowej (to nie jest takie jednoznaczne, ale na potrzeby tego wpisu przyjmuję takie uproszczenie). Życzę Tobie, żebyś znalazła w sobie wystarczająco dużo samodyscypliny, żeby zrobić sobie wakacje, na które nie tyle zasługujesz, ale są po prostu niezbędne. Zresztą to, co opisujesz przypomina mi trochę sytuację, gdy ktoś musi np. iść do szpitala na planowaną operację (np. kolana), ale nie idzie, bo nie ma czasu. No bo nigdy nie będzie miał czasu, dopóki mu ta noga nie odpadnie i będzie musiał się z nią przyczołgać, żeby mu przyszyli 🙂 Tym optymistycznym akcentem kończę.

  • Buba Bajdocja

    Bardzo mądry wpis. Realizuję tylko pierwszy punkt. O pozostałych zapominam… Czas na urlop! 😉

  • Pingback: Edukacja domowa - socjalizacja, podstawa programowa i podręczniki - Kornelia O...()

  • Pingback: Jak nie zwariować będąc Mamą w edukacji domowej? - Kornelia O...()

  • Pingback: Życzenia Wielkanocne, a przy okazji jeszcze raz o wypaleniu zawodowym w edukacji domowej - Kornelia O...()

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.