Moje wrażenia po konferencji z Beą Johnson

Moje wrażenia po konferencji z Beą Johnson

I już po! Po spotkaniu grupy Zero Waste Polska i po konferencji z Beą Johnson.

Było bardzo inspirująco, bardzo energetycznie, bardzo sympatycznie. Czasu jak zwykle za mało. Pytań za dużo (ale to akurat dobrze!).

Oto krótka relacja.

Po pierwsze – spotkanie aktywistów, czyli Zero Waste Polska.

Przybyło na nie około 25 osób, niektóre z całkiem daleka, bo z Krakowa, Poznania, Torunia, Wrocławia!

Był z nami, co prawda wirtualnie, bo za pośrednictwem filmu, Piotrek Barczak z Brukseli. Piotrek pracuje w EEB (European Environmental Bureau). Powitał nas, opowiedział pokrótce o programie Make Resources Count oraz wyraził swój entuzjazm z powodu naszego entuzjazmu (!).

Miałyśmy z Olą Niewczas (Ola jest administratorką facebookowej grupy Zero Waste Polska) plan, którego zamierzałyśmy się twardo trzymać, jednak już w trakcie przedstawiania się uczestników okazało się, że nasz plan rozminął się z rzeczywistością. (A może to rzeczywistość rozminęła się z planem? Kto to może wiedzieć?)

Z perspektywy czasu jednak uważam, że to właśnie przedstawianie się było najciekawsze. Dowiedzieliśmy się o sobie niesamowitych rzeczy:

Są wśród nas “zwykli” pasjonaci, są pasjonaci – “terroryści”, są też pasjonaci, którzy tak bardzo chcą, by książka Bei Johnson „Zero Waste Home” ukazała się w Polsce, że już ją prawie przetłumaczyli (pozdrawiam Małgosię!).

Są wśród nas osoby, które działają w kooperatywach spożywczych (Joanna Baranowska, Kooperatywa „Dobrze”), organizują jadłodzielnie (Natalia Szczerba) i giveboxy, czyli miejsca, do których można przynosić niepotrzebne rzeczy (Kasia Wagrowska).

Są wśród nas osoby planujące założenie sklepów w stylu zero waste – we Wrocławiu i w Warszawie. (Paweł Głuszyński z Zero Waste Europe wypowiedział się na temat możliwości finansowania podobnych przedsięwzięć z funduszy unijnych i podyskutowaliśmy na temat tego, jak rzeczywiście sprawić, by takie sklepy były zero waste – kwestia opakowań zbiorczych.)

Poznaliśmy przedstawiciela Stowarzyszenia Zielone Mazowsze, Marcina Jackowskiego.

Poznaliśmy blogerki zajmujące się tematyką zero waste, czyli Kasię Wagrowską z Ograniczam się, Julię Wizowską z Na Nowo Śmieci, Joannę Baranowską z Organiczni.eu. Spotkałam koleżankę blogerkę po fachu (edukacji domowej), Anię Chojnowską z Domologii Stosowanej.

Było mi szczególnie miło poznać swoje czytelniczki. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny!

Następnym punktem programu była dyskusja na temat faktów i mitów zero waste.

Ponieważ część zapoznawcza przedłużyła się, postanowiliśmy skrócić dyskusję do odpowiedzi na jedno tylko pytanie:

  • Czy torby i opakowania oznaczone jako biodegradowalne są bardziej ekologiczne niż te zwykłe?

Paweł Głuszyński z Zero Waste Europe rozwiał nasze wątpliwości, stwierdzając dobitnie, że nie są, gdyż ich biodegradowalność polega na tym, iż wymagają poddania kompostowaniu w przemysłowych kompostownikach.

To jedno pytanie sprowokowało kilka kolejnych, spontanicznych, więc dykusja potoczyła się wartko…

…a zatem pozostałe przygotowane przez Pawła pytania – fakty i mity – będą przedmiotem dyskusji na grupie Zero Waste Polska na facebooku. Zaglądajcie!

Po przerwie dostałam swoje pięć (no dobrze, piętnaście) minut, w czasie których opowiedziałam o bezśmieciowych okularach i pokazałam kilka sposobów na zero waste w życiu codziennym.

Moją opowieść streszczę tutaj do pięciu najważniejszych punktów:

– Jeszcze półtora roku temu nie zauważałam absurdu używania rzeczy jednorazowych, takich jak kubki do kawy czy wody, torebki foliowe, butelki plastikowe, słomki do napojów i wiele innych. Kiedy założyłam „bezśmieciowe okulary”, widzę te absurdy wszędzie.

– Pomimo (a może właśnie z powodu) noszenia”bezśmieciowych okularów”, staram się, by zero waste nie przesłoniło mi innych, ważniejszych spraw, takich jak relacje z rodziną i nasze zdrowie. Powiecie, że zero waste jest zdrowe, a ja Wam na to odpowiem – owszem, ale pod warunkiem, że nie przestaniemy kupować jedzenia tylko dlatego, że nie możemy znaleźć takiego bez opakowań… Dlatego „bezśmieciowe okulary” są OK, ale z filtrem!

– Właśnie. Na etapie noszenia „bezśmieciowych okularów” bez filtra zauważyłam, że zero waste jest niemożliwe. Omal się wtedy nie poddałam i nie zrezygnowałam. I właśnie ten „filtr” pomaga mi konsekwentnie iść drogą zero waste, nawet jeśli nie jest to prawdziwe „zero”.

– Łatwo jest wylać dziecko z kąpielą. Narzucanie rodzinie rygorów zerośmieciowego życia wbrew jej woli może odnieść efekt przeciwny do zamierzonego. Jestem zwolenniczką dobrego przykładu i pełzającej rewolucji. Prędzej czy później rodzina nasiąknie „duchem zero waste” (albo założy „bezśmieciowe okulary”) i będzie dokonywać dobrych wyborów.

Małe kroki mogą wiele zdziałać, jeśli będzie ich wiele. A jest już ich naprawdę sporo.

Świetne działania podejmuje organizacja Oddam Odpady. Opowiedziała o nich liderka i założycielka, Kaśka Barc.

Jakie to działania? Warsztaty upcyklingowe, recyklingowe, mapa świata bez odpadów, czyli gdzie oddać, na przykład, elektrośmieci, mapa otwartych kompostowników, czyli gdzie oddać kompost w mieście. Bardzo przydatne inicjatywy. A w planach kolejne!

Na prezentacji Kaśki zakończyło się nasze spotkanie. Mam wrażenie, że gdyby czasu było więcej, mielibyśmy o czym dyskutować i rozmawiać aż do wieczora. Widziałam, jak Paweł z Zero Waste Europe słuchając nas, coraz szerzej otwierał oczy (z wrażenia? ze zdumienia?).

Tak! Jest energia i jest kreatywny ferment w polskim środowisku pasjonatów. Wierzę mocno w siłę działań oddolnych i edukacyjnych (po to prowadzę Odśmiecownię). Niedługo będzie można te działania łatwiej (mam nadzieję) koordynować, gdyż klaruje się pomysł utworzenia organizacji zrzeszającej aktywistów zero waste w Polsce. Jak widać, jest MOC!

Moc jest także „w narodzie”, bo na konferencję z Beą Johnson przyjechało aż 300 osób! Tylu ludzi zainteresowanych ideą zero waste! Niektórzy usłyszeli o niej po raz pierwszy właśnie przy okazji tej konferencji.

Prezentacja Bei była niesamowita, choć dla mnie jej doświadczenia nie są niczym nowym – są to też moje doświadczenia.

Muszę się tutaj przyznać, że bloga Bei znam bardzo pobieżnie. Czytałam o jej zasadach 5R i przeglądałam sklepik. Czytałam artykuł o niej i widziałam zdjęcia jej domu. Poza tym, jeśli chodzi o nawyki zero waste, wypracowywałam je sama. Podpatrując nieco pasjonatów zero waste, zagranicznych i polskich, których znalazłam na Facebooku i Instagramie.

Szukając rozwiązań zero waste do wdrożenia w codzienne życie, natrafiam często na wiele kontrowersji i alternatyw, w których zaczynam się gubić. Dodatkowo starania o pusty kosz sprawiają, że gromadzę surowce wtórne i inne rzeczy, których nie umiem (nie chcę, bo reuse/recycle) wyrzucić.

Dlatego zaskoczyło mnie, że styl życia Bei i jej rodziny tak bardzo emanuje prostotą i minimalizmem.

U nas – regały pełne książek, płyt, gier. Rysunki dzieci w każdym kątku. Zabawki, instrumenty muzyczne, akcesoria plastyczne. Pudła na makulaturę i szkło, szafki pełne słoików pełnych i pustych, ponadto stosy toreb, woreczków, pudełek na zakupy, wytłaczanek na jajka…

U Bei – dom sprawiający wrażenie pustego, zero makulatury (z papierów używają chyba tylko toaletowego?!) czy innych surowców wtórnych. Zestaw zakupowy w postaci kilku toreb i woreczków, butelki na mleko, kilku słoików na produkty mokre i jednej wytłaczanki na jajka (Czyżby jej rodzina tak mało jadła? A może codziennie biegają na zakupy? Zapomniałam zapytać…).

Że nie wspomnę o idealnym porządku i minimalnej zawartości szaf i szafek. Naprawdę wszystkiego mają mało. Co sprawia, że łatwiej utrzymać porządek, oczywiście.

Na pewno taki minimalizm jest wygodny. Można spakować cały dobytek w jeden dzień i wyjechać, zostawiając pusty dom dla gości, którym się go podnajmuje na czas wakacji.

Jednak kiedy ma się dzieci, nieuchronne i niezbędne wydaje mi się posiadanie: zabawek, książek, gier planszowych, ubrań czekających na swoją kolej „donaszania” przez młodsze rodzeństwo po starszym, płyt CD i DVD, zdjęć, rysunków i prac dzieci… Słowem wszystkiego tego, co sprawia, że dom ma duszę i wygląda na zamieszkany.

Aż wierzyć mi się nie chce, że rodzina Bei tego wszystkiego nie potrzebuje. Że wyrzekła się tego w imię idei zero waste. Wierzyć mi się nie chce, że naprawdę tak wygląda ich życie. Czy nie mają książek pochowanych gdzieś pod łóżkami? Czy opakowań po batonikach nie ukrywają w kieszeniach plecaka? Nigdy nie „łamią się” i nie kupują cukierków? Nie zamawiają pizzy? Nawet buty ZAWSZE kupują w second handach?

Ech… Bea zapewniała, że nie oszukują. Że nie zakopują śmieci w ogródku, że ten słoik to NAPRAWDĘ jedyne ich śmieci.

Skoro zapewniała, to wierzę jej. I podziwiam ich determinację, wytrwałość i konsekwencję. I żałuję, że nie zapytałam, jak sprawiła, że synowie i mąż zaakceptowali taki ascetyczny styl życia? Jak radzi sobie z zakupami? Czy robi je sama, czy nauczyła swoich mężczyzn robić je zerośmieciowo? Co właściwie zawiera ten jeden jedyny słoik ze śmieciami?

A może przegapiłam jak o tym mówiła? Słuchałam jej bez tłumacza, więc może coś mi umknęło?

W każdym razie sądzę, że Bea robi naprawdę dobrą robotę, pokazując swój wzorzec z Sèvres tego, co nazywamy z angielska „zero waste lifestyle”.

Jest mi do tego wzorca bardzo daleko, i szczerze mówiąc, myślę, że można żyć zero waste nie poddając się aż takiemu rygorowi minimalizmu jak Bea. Czyli z książkami, zabawkami, grami, które przecież mogą służyć nawet kilku pokoleniom, a jeśli są zrobione z naturalnych materiałów, nie ma problemu z ich recyklingiem.

Jednak Bea ze swoim rygorystycznym minimalizmem jest wyrazista. Jasno określa cel. Dokładnie wskazuje, do czego mamy dążyć. Pokazuje dobitnie, że jest to możliwe. To – czyli zero. Zero waste. I to jest imponujące i inspirujące. Zagrzewa do walki.

Myślę, że na pytanie jak sprawić, żeby w Polsce pojawiły się naśladowniczki Bei Johnson (pytanie to zadała Virginie Little, założycielka Little Greenfinity, organizatorka konferencji z Beą Johnson) możemy odpowiedzieć tak:

W Polsce jest wiele naśladowniczek Bei Johnson i będzie ich coraz więcej. Lawina już się toczy! A konferencja z Beą tę lawinę zdecydowanie popchnęła!

Powiązane wpisy

  • Miło było Cię w końcu poznać na żywo! Mam nadzieję, ze to nasze pierwsze, ale nie ostatnie spotkanie 😉

    • Ech, znów odpisuję z opóźnieniem, przepraszam… Julio, bardzo się też cieszę z tego spotkania! Na pewno będzie okazja 🙂

  • Dorota Czopyk

    Dziękuję za relację! Budująca! 🙂

    Też jestem bardzo ciekawa co zawiera ten magiczny słoik. U nas na przykład jest problem co zrobić z brudnymi szmatami (np. po czyszczeniu rowerów), dziurawymi oponami rowerowymi i zepsutym blenderem. Oddaję je do stosownych punktów (albo ciągle szukam takich miejsc i magazynuję owe śmieci w domu), ale takie rzeczy to też śmieci i z pewnością nie mieszczą się do słoika. 🙁

    • Myślę że Bea też oddaje tego typu rzeczy do stosownych punktów. O trampkach np. mówiła, że oddaje do firmy Nike, która potem to recyklinguje. Dobrze że mamy Oddam Odpady.pl 🙂 Brudne szmaty kiedyś się paliło w piecu, ale nie wiem czy to jest zdrowe dla środowiska… Pozdrawiam ciepło, choć deszczowo!

  • Żałuję, że mnie nie było. Ale idea zero waste i mnie wciąga. Może nie będę jak Bea, ale mam nadzieję, jeszcze bardziej ograniczyć ilość produkowanych śmieci.

    • Wciąga, wciąga 🙂 Małe kroki to jest to, ważne by się nie zniechęcać mimo jakichś niepowodzeń. Ja wczoraj np. kupiłam mięso w folii, chleb w folii, bo awaria logistyczna. Ale to nie znaczy, że nie wrócę do dobrych nawyków. Pozdrawiam Bogusiu!

      • Pewnie:) A im nas więcej, tym lepiej;)

  • Ruda

    Mam z p. Johnson podobny problem – po prostu nie chce mi się wierzyć, że tych śmieci jest tak mało. Gdzie ona to upycha… Staram się jednak nie być malkontentem, który tylko patrzy, jak inni się starają i szuka w ich oku źdźbła, a kontenera śmieci we własnym domu nie widzi… Nawet jeśli ten słoik jest większy, a pod łóżkiem jest jeszcze drugi, to mi to nie przeszkadza. Z drugiej strony, może gdyby tych śmieci było więcej – to więcej osób uwierzyłoby, że to jest prawdziwe i realne. A tak, to każdy poczyta i pomyśli, że to jakiś trick, a nie prawdziwe życie.

    • Ruda! Jak zwykle trafiłaś w dziesiątkę 🙂 Faktycznie brakło mi w prezentacji Bei informacji, że oddaje zużyte rzeczy do jakichś punktów zbierania odpadów (oprócz trampek oddawanych do Nike). Z drugiej strony, ona chyba naprawdę nic nie „produkuje” 🙂
      Buziaki!

  • Kaśka Barc

    Kornelio, dzięki za spotkanie i miłe słowa 🙂
    Pozdrowienia od drużyny Oddam Odpady!

  • Bea to ascetka. Moim zdaniem obierając azymut zerowastowy, powinno się odnosić do jakiegoś wzorca (Bea), ale robić to na miarę sił i zdrowego rozsądku (nie mówię, że Bei go brakuje). Najważniejsze to popularyzować takie postawy i wprowadzać je w życie.

    • Bibi

      A bycie taką ascetką wcale nie jest takie hop:) Grunt to starania, świadomość i zdrowy rozsądek.

  • Pingback: Odśmiecownia, do biegu, gotowi, start! - Kornelia O...()

  • Pingback: Bezśmieciowe okulary czyli jak wszędzie widzę "waste" - Kornelia O...()

  • Kasiu! Dziękuję za komentarz! Przepraszam, ale wisiał niezatwierdzony (te z linkami wiszą) bo go nie zauważyłam 🙂 Też bardzo się cieszę żę Cię poznałam – zupełnie inaczej czytam teraz Twego bloga 🙂 A na selfika wspólnego selfika może jeszcze nadarzy się okazja? Pozdrawiam 🙂

  • Pingback: Wywiad z Beą Johnson czyli powrót do źródła - Kornelia O...()

  • Pingback: Odmawiaj, redukuj! Jak to działa u nas? - Kornelia O...()

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.