Metalowe słomki do napojów zamiast jednorazowych czyli zadanie #31

Metalowe słomki do napojów zamiast jednorazowych czyli zadanie #31

Zbliża się lato (podobno, choć coraz bardziej w to wątpię…) i sezon na pikniki i napoje chłodzące. Niektórzy z Was być może siedzą właśnie na działce (wszak zaczęła się najdłuższa majówka świata), opalają się i sączą drinki?

No dobrze, żarty na bok, hihihi. Tak czy siak drinki można sączyć nie tylko na działce i nie tylko pod chmurką/słoneczkiem. Można też w domu, na kanapie. Tylko proszę Was bardzo – nie sączcie tych drinków przez słomkę! A przynajmniej nie przez plastikową!

Jestem szczęściarą, której prawie rok temu udało się upolować w Tchibo słomko-łyżeczki ze stali. Chwaliłam się nimi na Instagramie. To znaczy… myślałam jeszcze do niedawna, że jestem szczęściarą, bo oto właśnie teraz, przed chwilą, zapytałam wujka Google o metalowe słomki i proszę bardzo! 166 000 wyników! Są nawet słomki szklane! Stalowe! Z wyciorkami! Do wyboru do koloru (stal też ma różne odcienie, prawda?)!

A zatem do rzeczy, czyli do zadania:

Zadanie #31 w wyzwaniu Rok Bez Marnotrawstwa brzmi: Zamień słomki jednorazowe na metalowe!

metalowe słomki do napojów

rezygnacji z plastiku i zamienianiu jednorazówek na wielorazówki pisałam niejednokrotnie. Cała idea zero waste opiera się na rezygnacji z przedmiotów jednorazowych.

Słomki do napojów nie są niezbędne do życia, możnaby więc z nich zrezygnować w ogóle. Jednak czemu nie zamienić je na wielorazowe? Prawdę mówiąc, nigdy nie byłam fanką picia przez słomkę (w przeciwieństwie do naszych dzieci, które pijały namiętnie „kakałko zie śłomećką” w czasach „sprzed zero waste”). W ogóle nie jestem i nie byłam fanką smaku (a może to kwestia zapachu?) plastiku. Plastikowe sztućce, kubki, butelki i słomki. Jedzenie w zestawieniu z nimi traci walory smakowe, w moim odczuciu.

Dlatego byłam mile zaskoczona, kiedy wypróbowałam metalową słomkę. Naprawdę fajnie się przez nią pije. Smakuje dobrze, nawet lepiej niż bez słomki! (hmm, nooo, ten tego…)

Co do higieny – ja myję nasze słomko-łyżeczki w zmywarce albo ręcznie. Nie mam do nich wyciorka. Ale jeśli ktoś pije dużo koktajli owocowo-warzywno-mlecznych, może warto wyciorek mieć i używać.

Osobną kwestią jest używanie słomek poza domem – w restauracjach, kawiarniach i innych przybytkach gastronomicznych.

Oto moje zalecenia:

  1. Rezygnujemy ze słomki podawanej w lokalu (należy pamiętać o poinformowaniu kelnera o tym, że nie życzymy sobie plastikowej słomki w naszym napoju!).
  2. Jeśli nie umiemy (nie chcemy, nie lubimy) pić bez słomki, a mimo to chcemy i lubimy być zero waste, na fali i w ogóle à la mode i au courant – nosimy ze sobą własną metalową słomkę, zawiniętą we własną materiałową serwetkę lub zapakowaną we własoręcznie uszyty materiałowy przybornik (który też pokazywałam na Instagramie, i którego dotąd sobie nie uszyłam…).

Mam taką refleksję – dygresję. Często słyszę (nawet we własnej głowie), że zamienianie jednorazówek na wielorazówki jest kosztowne. Że w ostatecznym rozrachunku się nie opłaca. 

Jest to oczywiście temat na cały osobny artykuł, analizę wręcz, ale choć krótko tutaj napomknę. No bo popatrzcie. Opakowanie 200 plastikowych słomek kosztuje ok. 5 zł (Ikea). Cztery metalowe słomki kosztują ok. 30 zł (sklepy internetowe). Za 30 złotych możemy więc kupić 6 opakowań po 200 słomek, co daje nam w sumie 1200 słomek. Jeśli jesteśmy czteroosobową rodziną i używamy codziennie po jednej słomce na głowę, daje nam to 365 x 4 = 1460 słomek rocznie. Czyli ponad 7 opakowań, czyli ok 35 zł. Czyli zakup czterech metalowych słomek „zwraca się” po roku.

– Ale, ale… – powie ktoś. – Przecież cztery metalowe słomki to za mało. Bo co, jeśli będę miał gości? Muszę mieć co najmniej dwa opakowania po 4 słomki. A jeśli używam słomek sporadycznie, tylko przy specjalnych okazjach, to taki zakup mi się nie opłaca. Taniej wyjdzie kupić opakowanie jednorazówek.

Prawda. Taniej. W dodatku jeśli używamy słomek sporadycznie, to nawet bardzo nimi nie naśmiecimy. 

Ale ileś tam milionów ludzi, używających słomek sporadycznie, naśmieci nimi już niemało. Niemało – to mało powiedziane! W dodatku, kiedy kupujemy jednorazowe słomki, dajemy ich poducentom i sprzedawcom komunikat: „Lubię plastikowe słomki. Będę je kupować. Produkujcie je! Sprzedawajcie!”. Mówiła o tym Bea Johnson w moim wywiadzie i bardzo do mnie ten argument przemawia.

Gdybym była ortodoksem zero waste, napisałabym Wam:

Albo słomki metalowe (jeśli naprawdę ich potrzebujecie i używacie) – albo żadne (jeśli używacie ich sporadycznie, to równie dobrze możecie z nich zrezygnować)!

Hę?! A jednak to napisałam! Co Wy na to?

__________

Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych wpisach, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku lub do obserwowania mnie na Instagramie, na Google+, Twitterze czy LinkedIn.

Możecie też czytać mojego bloga w serwisie Bloglovin’, z którego sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Zachęcam Was też do zapisania się na „Listy od Kornelii O…” – to jest już bardziej osobista forma kontaktu ze mną. Okienko do zapisów znajdziecie na dole strony.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszecie do mnie, bądź w odpowiedzi na moje listy, bądź tak po prostu. Mój adres to kontakt@korneliaorwat.pl.

Bądźmy w kontakcie!

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.