Konkurs! Nagroda! Książka Kasi Wągrowskiej „Życie zero waste”!

Konkurs! Nagroda! Książka Kasi Wągrowskiej „Życie zero waste”!

Gdybym chciała zabrzmieć patetycznie, napisałabym, że jesteśmy świadkami historycznego wydarzenia.

Ale ponieważ nie chcę zabrzmieć patetycznie, napiszę, że jesteśmy świadkami…

Nieeee! Po prostu, no wiecie, ten tego… właśnie mamy taką okazję… bo hmmm… ekhm… jestem bardzo szczęśliwa, że mogę Wam zaanonsować, przepraszam, zapowiedzieć… Noooo, cieszę się ogromnie, że wydano pierwszą polską książkę o zero waste!!!

(fanfary)

(brawa)

(okrzyki radości)

I dzisiaj, z okazji tego książkowego wiekopomnego wydarzenia ogłaszam dla Was, drodzy czytelnicy konkurs, w którym możecie wygrać tę książkę. A nawet dwie. To znaczy dwoje albo dwie albo dwóch z Was może wygrać po jednej książce.

Jeśli zastanawiacie się, czy warto mieć „Życie zero waste” (nomen omen) Kasi Wągrowskiej, to zapewniam Was, że warto!

Po pierwsze, jest to poradnik życia zero waste.

Po drugie, jest tam mnóstwo porad.

Po trzecie, są to porady na temat zero waste.

To jak? Czujecie się przekonani?

W takim razie oto moje dwa zadania – pytania konkursowe:

  1. Co jest dla Ciebie najtrudniejsze we wdrażaniu zasad zero waste? 

  2. Co przychodzi Ci z największą łatwością? W czym czujesz się najmocniej?

Na Wasze odpowiedzi (w komentarzach) będę czekała do następnego czwartku. We czwartek 21 września ogłoszę werdykt.

No to… zaczynamy konkurs!

Ach, byłabym zapomniała:

Sponsorem nagród jest wydawnictwo Znak!

__________

Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych wpisach, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku lub do obserwowania mnie na Instagramie czy na Google+.

Możecie też czytać mojego bloga w serwisie Bloglovin’, z którego sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Zachęcam Was też do zapisania się na „Listy od Kornelii O…” – to jest już bardziej osobista forma kontaktu ze mną. Okienko do zapisów znajdziecie na dole strony.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszecie do mnie, bądź w odpowiedzi na moje listy, bądź tak po prostu. Mój adres to kontakt@korneliaorwat.pl.

Bądźmy w kontakcie!

Powiązane wpisy

  • 1. Co jest dla Ciebie najtrudniejsze? … Utrzymać się w postanowieniach zero waste, które sobie zakładam. Ale staram się.
    2. Co przychodzi Ci z największą łatwością? … Robienie coś z niczego, od dziecka jestem w tym dobra 🙂 i tak mi zostało.

    Jaram się razem z Tobą 🙂

  • Kamila M. Bukowska Pospiech

    1. Najtrudniejsze to odbijanie się od muru nieświadomych osób. Ot, kupuję w sklepie mięso- proszę o nałożenie do mojego pojemnika. Pani przytakuje po czym wkłada mięso do folii, dorzuca naklejkę i całość wkłada do mojego pojemnika. A ja przybieram kolor ćwikły :/ Podobnie, gdy proszę przy kasie o niewkładanie moich zakupów w foliówkę.
    I zakup ubrań- nowe mają milion metek, nie do końca wiem z czego są zrobione i w jakich warunkach, używane kupuję głównie przez Internet i zawsze przychodzą w kopercie bąbelkowej i folii.
    2. Łatwiej jest z wielopieluchami/wielopodpaskami/wielowacikami itp. Kupiłam zestaw, użyję, wypiorę, wysuszę. Zero problemów, zero śmieci
    Tak samo z chemią gospodarczą- mam butelkę sody, w drugiej cytrusowy macerat z octu. Mycie i sprzątanie staje się przyjemnością- bez zniszczonych dłoni, bez okropnego smrodu, bez wyrzucania tony plastikowych butelek.

  • Wiola Wernecka

    1. Co jest najtrudniejsze w zero was te?
    Najtrudniej jest po raz setny tłumaczyć, dlaczego warto, dlaczego zero waste jest dla mnie takie ważne, że powinno być ważne dla każdego , że robię tak, bo to mój wybór a nie że mnie ” nie stać” na jednorazowke w sklepie.
    2. Co przychodzi najłatwiej?
    Najlatwiej a zarazem najprzyjemnej jest szyć Nowe rzeczy dla dzieci, dla siebie i męża wykorzystując stare ubrania.
    Uwielbiam nadawać starym
    przedmiotom Nowe, kolejne życie.

  • Jesteś motywatorem moim w zero waste. Czytam Cię i staram się przemyślać te rzeczy i których piszesz. Nie zawsze mogę komentować, bo zabiegana jestem.

  • Starscream

    Mam problem z dodaniem komentarza z odpowiedzią na pytania konkursowe (cały czas Disqus identyfikuje go jako spam). Czy można przesłać odpowiedź jakoś inaczej, np. na maila?

    • Starscream, a może dodajesz linki? Bo mam ustawioną opcję zatwierdzania komentów z linkami. Jednak to nie powiniem być problem. Ten komentarz dodał się bez problemu. Tak czy siak, jeśli chcesz możesz odpowiedź podesłać na mejla: kontakt@korneliaorwat.pl

      • Starscream

        Jeszcze spróbuję z innego komputera, a jak się nie uda, to napiszę maila.
        Pozdrawiam!

  • Justyna Tokarska

    Ad. 1 jeszcze nie wiem co jest najtrudniejsze w zero waste, bo dopiero niedawno spotkałam się po raz pierwszy z tym terminem. Wydaje mi się, że najtrudniej, niezależnie od tego, czego się podejmuję jest zmiana (przetrwalych) nawyków na nawyki pożądane. A do tego niezbędna jest cierpliwość, wytrwałość i konsekwencja…i z tym mi najgorzej idzie.
    AD. 2
    Póki co najłatwiej idzie mi zero waste, gdy nie wejdę w posiadanie rzeczy, którą potem wiem, najprawdopodobniej bym wyrzuciła. Póki co nie znając innych sposobów robię właśnie tak. A z innej strony uważam, że z ideą zero waste łączy się termin ecological footprint. Czyli jak nasze Codzienne czynności oddziałują globalnie na środowisko naturalne. I tu np. Wybieram gdzie mogę transport publiczny zamiast samochodu.
    Pozdrawiam Cie Kornelia, po sąsiedzku z Grochowa 🙂

    • Justyno, fajnie że dołączasz do tego „wariatkowa zerołejstowego” 😉 I że jesteś z Grochowa 🙂 Może znamy się z widzenia? Korzystasz może z tutejszej kooperatywy spożywczej? Bo ja mam opory, jakoś do bazarku się przyzwyczaiłam.

      • Justyna Tokarska

        Kiedyś probowalysmy się umówić przez fb, ale to było z rok temu, albo lepiej 🙂 mówisz o lokalnym rolniku? Nie korzystałam jeszcze, uskuteczniam spacery na stragany 🙂

        • Aaa! To z tym umówieniem się może spróbujemy kiedyś jeszcze raz 🙂 Jak wydobrzejemy bo teraz całą rodziną chorujemy.

  • Dziewczyny, nie macie pojęcia jaką frajdę sprawiają mi Wasze komentarze! Jakie to ciekawe, kiedy słyszy się głosy z tej drugiej strony bloga 🙂 Ta świadomość, że nie „gadam do lustra” tylko do ludzi, a do tego fakt, że mogę dowiedzieć się czegoś o swoich czytelnikach! Dziękuję!

    Postanowiłam, że nie będę się odnosić jakoś specjalnie do Waszych komentarzy teraz, tylko po zakończeniu konkursu zrobię artykuł podsumowujący.

  • Starscream

    1. Co jest najtrudniejsze?
    Najtrudniejsza jest walka z własnym przyzwyczajeniem do wygody i z praktykami, które dotykają delikatnych sfer emocji i intymności.
    – Korzystam z podpasek ekologicznych, bo nie potrafię się przełamać i stosować kubeczka menstruacyjnego. To dla mnie bardzo trudne, bo dotyczy intymności właśnie.
    – Próbuję przestawić się na dietę wegetariańską, czy nawet semi-wegańską – ale rezygnacja ze śmietanki do kawy wydaje się być masochizmem, bo jest to moja podstawowa przyjemność każdego poranka. Mój rytuał wręcz.
    – Zaprzestanie korzystania z kosmetyków kolorowych (podkładu, maskary) wydaje mi się również nieosiągalne, bo dotyka sfery moich kompleksów, które próbuję zatuszować każdego dnia.
    – Trudno jest mi również zrezygnować z dojazdów do pracy samochodem (dieslem co gorsza; tyle dobrze, że we dwoje) – nie dość, że 
    podróż autem zajmuje 20 minut, a komunikacją 45-60 (więc traciłabym bezpowrotnie dużo czasu każdego dnia i musiałabym wcześniej wstawać rano), to jeszcze mam kilka przesiadek i długie spacery do/z przystanków, co przy polskiej pogodzie wiąże się ze sporą niewygodą,
    marznięciem i moknięciem.

    2. Co jest najłatwiejsze?
    Najłatwiejsze jest pogłębienie tych zachowań, które już wcześniej stosowałam:
    – używanie materiałowych toreb na zakupy,
    – kupowanie w warzywniakach do swoich opakowań,
    – staranna segregacja odpadków,
    – oszczędzanie wody i energii,
    – dbanie o ubrania i buty, żeby dłużej służyły (golenie swetrów, konserwacja obuwia),
    – wybór produktów spożywczych w opakowaniach wielorazowych/bez opakowań/w opakowaniach nieplastikowych.
    Bez większego problemu zrezygnowałam z chemii gospodarczej na rzecz sody i kwasku cytrynowego, które okazały się tanie i niespodziewanie skuteczne.Udało mi się też poskromić potwora zakupoholizmu ubraniowego i objętość mojej garderoby zmniejszyła się czterokrotnie (choć nie było łatwo, zajęło mi to prawie dwa lata). Zaczęłam też kupować ubrania używane, a swoje zamiast wyrzucać – oddaję lub sprzedaję. Nie przysporzyło mi też problemu zmienienie pachnącego papieru toaletowego na taki z recyklingu – to już nie jest ten „papier ścierny”, który pamiętam z dzieciństwa 🙂
    Ostatnim moim postanowieniem jest rozstanie z długopisami i zakup pióra wiecznego. Nie mogę się doczekać zapachu atramentu 🙂

  • 1. Najtrudniejszą rzeczą, zupełnie niespodziewanie okazała się dla mnie komunikacja z członkami rodziny. Jako, że mieszkam z rodzicami i dwoma siostrami, moje „zero waste” jest bombardowanie i krytykowane, ale najczęściej po prostu niezrozumiane. Mimo najlepszych chęci, rodzice i siostry, nie zawsze rozumieją, po co to wszystko, a ja zamiast wytłumaczyć im powód moich „dziwactw”, denerwuję się i emocjonalnie podchodzę do całej sprawy. Dlatego tak świetnym „prezentem” dla całej rodziny byłaby książka Kasi, którą w przeciwieństwie do tej anglojęzycznej, zrozumiałaby cała familia ; )
    2. Najłatwiejsze okazała się dla mnie rezygnacja. Rezygnacja z 15 buteleczki kremów, maseczek, odżywek do włosów (A nawet z samych włosów ;)), rezygnacja z nowych ubrań, nowych książek. No i oczywiście z łatwością przyszło mi pisanie o naprawianiu świata i ekologii. Coś co myślę dla innych nie jest łatwe, a mój wiek mi w tym pomógł, to przyjęcie całym sercem idei życia bez śmieci i postanowienie o dążeniu do niego, bez „może”, czy „Jeśli się nie uda, to trudno”.

  • Ponieważ idea zero waste jest dla mnie stosunkowo nowa i dopiero od niedawna, małymi kroczkami, zaczynam wprowadzać kolejne jej elementy do swojego życia, na bieżąco dostrzegam trudności, które stają na mojej drodze. Przede wszystkim już na samym początku zauważyłam, że najtrudniejsze to jest z dnia na dzień dokonać tak, jakby nie było, wielkiej zmiany. Chęci jest mnóstwo, ale szybko pojawiają się przeszkody, które troszkę podburzają tę naszą motywację – bo już na samym wstępie zderzamy się z rzeczywistością, w której nasz ulubiony jogurt jest sprzedawany w plastikowych opakowaniach, wszelkie internetowe zamówienia przychodzą zawinięte kilkoma warstwami folii bąbelkowej, a każda torebka ukochanej herbaty pakowana jest w osobną saszetkę. Już nie mówiąc o tym, że w samym domu można by znaleźć masę śmieci, których wcześniej nie dostrzegaliśmy, a teraz wywołują w nas wyrzuty sumienia. Naprawdę musiałam kupić tydzień temu to wielkie pudełko czekoladek, z których każda owinięta jest sreberkiem? Kilka zgrzewek butelek wody, kartonów mleka? Dlatego najtrudniejsze to było dla mnie zrozumienie, że nie muszę wszystkiego zmieniać od razu – że najlepsze efekty daje wprowadzanie po kolei nowych nawyków i odpuszczanie sobie na razie w kwestiach, w których jeszcze nie wyobrażam sobie wprowadzania idei zero waste, jak na przykład korzystanie z podpasek wielorazowych. Po prostu potrzeba czasu, by pokonać własne ograniczenia i osiągnąć perfekcję, a jednocześnie uodpornić się na krytykę – zarówno od otoczenia, które wciąż dziwi się takiej idei, jak i od tych, którzy z ideą zero waste żyją od dawna. Ale każdy przecież kiedyś zaczynał, prawda?
    Dlatego najłatwiejszym okazało się wprowadzenie tych małych, niedrastycznych kroczków. Picie wody kranowej zamiast kupowania nieskończonych ilości butelek, chodzenie na zakupy z własnymi bawełnianymi torbami, ponowne wykorzystanie folii bąbelkowej z zamówień do wysyłki, oszczędzanie wody oraz energii i korzystanie z komunikacji miejskiej czy roweru do przemieszczania się po mieście. Przy konieczności korzystania z opakowań jednorazowych, wybieranie tych papierowych niż plastikowych; bądź też oddawanie niepotrzebnych ubrań czy przedmiotów na cele dobroczynne niż wyrzucanie do śmieci. A przede wszystkim – skrupulatna segregacja odpadów, których nie da się pominąć. Wciąż jest wiele rzeczy, które mogłabym robić lepiej i z których mogłabym zrezygnować, ale już zauważyłam efekty tych moich drobnych kroczków, choć do takiego prawdziwego zero waste w pełnym wydaniu jeszcze długa droga, nie na wszystkie też aspekty życia udało mi się znaleźć jeszcze rozwiązanie. Jednak dużo większą uwagę zwracam na co dzień na swoje otoczenie i moje wybory, zauważyłam też, że podświadomie zaczęłam prowadzać do swojego życia minimalizm – kupuję znacznie mniej niż wcześniej, tylko to, co naprawdę potrzebuję i co będzie mi służyć przez lata. Cieszę się każdym kolejnym małym sukcesem, który zbliża mnie do upragnionego celu, nawet jeśli niektórzy powtarzają mi, że jest mnóstwo rzeczy, które też mogłabym od razu poprawić. Stawiam jednak na bycie szczęśliwą w pokonywaniu samodzielnie małych trudności niż spełnianie oczekiwań innych. Bo o to chyba właśnie chodzi – o bycie szczęśliwym, robiąc coś dobrego dla siebie i świata.

  • Asia

    Najtrudniej idzie mi nieznoszenie do domu plastików – w obecnych czasach kupowanie inaczej opakowanych rzeczy naprawdę nie jest łatwe. Nie mówię tu o foliówkach, ale o „firmowych” opakowaniach – takich jak kubeczki jogurtu, butelki na mleko, opakowania pościeli czy koszul, nie mówiąc już o kosmetykach. Mam też świadomość, że nawet w sklepach z produktami na wagę – one do tych sklepów w jakichś opakowaniach jednak dotrzeć musiały, więc tak naprawdę w skali globalnej problem jest chyba nie do przeskoczenia…
    Co do rzeczy najłatwiejszych – to ograniczanie się naprawdę idzie mi nieźle. Jedzenie zazwyczaj wykorzystane w 100%,. Ciuchy kupowane z potrzeby, a nie zachcianki. Sprzęty domowe podlegają wymianie zazwyczaj dopiero, gdy się zużyją, w innych wypadkach są przekazywane potrzebującym. Książki ostatnio namiętnie wypożyczam zamiast kupować.
    Pozdrawiam, Kornelio, i czekam też na Twoje kolejne wpisy o edukacji domowej – na fali rozczarowania szkołą….

    • Asiu, na artykuły inne niż o zero waste mam mnóstwo pomysłów, ten o edukacji domowej w praktyce się pisze, ale jakoś powoli to się wszystko pisze… jednak z dziećmi w domu nie jest łatwo.

  • Katarzyna Kłujszo

    1) Najtrudniej z zakupem nie paczkowanych wędlin i serów. Moja rodzina nie potrafi się bez nich obejść, a ja pracuję w dyskoncie i czasami ulegam promocjom, by dopiąć domowy budżet. Poza tym jak widzę etykietę, to wiem, co podaję dziecku. Staram się by to było mniejsze zło i unikam paczek po 5 dag na rzecz zbiorczych. Z resztą opakowań żegnamy się stopniowo, ale bez bólu. Chleb robię sama, z butelek po mleku postawiliśmy szklarnię, a jak skończy się wieczorne kakao, planujemy kozę :)2) Najłatwiej przychodzi mi upcycling, mam smykałę do prac manualnych od dziecka, skończyłam kurs krawiecki, naprawiam, przerabiam i nadaję rzeczom nowe życie i naprawdę to uwielbiam.

  • Aneta Bywalec

    1) Najtrudniej jest mi wyeliminować plastik. Bo owszem, na zakupy chodzę z własnymi siatkami, owoców i warzyw nie pakuje w woreczki, ale brak w moim mieście sklepów, gdzie mogłabym kupić bez opakowania np.makaron. Gdybym miała więcej czasu wiele rzeczy mogłabym zrobić sama, ale znów półprodukty są w opakowaniach..
    2) Produkuje sporo śmieci segregowalnych, ale na szczęście odpady jedzeniowe odpadły całkowicie odkąd dostałam kompostownik. Bardzo staramy się, żeby nie wyrzucać jedzenia, żeby nic się nie zepsuło, ale teraz, kiedy zostaną mu dwie kromki chleba, a świeży chleb tak kusi to nie mam wyrzutów, po prostu te dwie kromeczki suszę i karmię nimi moje dzdzownice 🙂

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.