Jak zrobić lane kluski czyli zadanie #28

Jak zrobić lane kluski czyli zadanie #28

Lubicie domowy rosół z makaronem? Ba! A kto nie lubi? (Wegetarianie?)

Moja rodzina bardzo lubi rosół. Zazwyczaj kupowaliśmy do niego specjalny makaron. Oczywiście w foliowym woreczku. Kiedy jednak podjęłam próbę rezygnacji z kupowania rzeczy w plastiku, jakoś głupio było kupować makaron w folii.

Inne makarony kupuję w pudełkach kartonowych. Jest jedna marka, która jeszcze się w kartonach ostała. Barilla. Jednak makaron rosołowy marki Barilla jest beznadziejny. Kształt ma owszem, „rosołowy”, ale smak… cóż… zwykły makaron z semoliny, taki jak do spaghetti. Do rosołu nijak nie pasuje. Do rosołu musi być jajeczny, żółciutki i kruchy.

Postanowiłam zacząć robić własny makaron do rosołu.

W sumie – to nie tak dużo pracy – wsypać do miski trochę mąki, wrzucić jajko czy dwa, dolać wody i zagnieść ciasto. Potem rozwałkować na placki, podsuszyć, zwinąć w rulony i pokroić w makaroniki. Proste, prawda?

Jednak, jako Nieperfekcyjna, a przy tym Leniwa Pani Domu, przypomniałam sobie jeszcze prostszy sposób na makaron. Lane kluski!

Nie trzeba brudzić rąk przy zagniataniu i wałkowaniu, nie potrzeba stolnicy ani czekania na podeschnięcie placków. Nie trzeba nawet gotować osobno!

Zapraszam więc Was dzisiaj: Zrób własny makaron lub lane kluski! Oto zadanie #28:

Jak zrobić lane kluski

Sądzę, że umiejętność robienia lanych klusek całkiem jeszcze w narodzie nie zginęła, ale na wszelki wypadek przygotowałam instrukcję:

  1. Wbijamy do kubeczka jedno jajko (albo dwa, jeśli dużo głodomorów czeka na rosół).
  2. Bełtamy jajko widelcem.
  3. Dorzucamy do niego trochę mąki i szczyptę soli i nadal bełtamy.
  4. Dorzucamy jeszcze trochę mąki i… już nie bełtamy, tylko kręcimy widelcem energicznie, bo ciasto zaczyna gęstnieć.
  5. Jeśli ciasto ma odpowiednią konsystencję, czyli „ciągnie się” tak, że skapują z widelca gęste, grube krople, do wrzącego rosołu wlewamy ciasto. Ja robię to tym samym widelcem, którym kręciłam ciasto. Podnoszę widelec z kapiącym ciastem nad garnek i czekam, aż skapnie kilka ciągnących kropli. Zanurzam widelec ponownie w kubeczku i znów kapię ciastem do garnka. I tak aż zobaczymy w kubeczku dno, a w garnku mnóstwo żółtych, wijących się kluseczek. Są gotowe praktycznie od razu. Nalewamy na talerze. Smacznego!

Jak zrobić lane kluski

Przyznam, że ja i mój Mąż bardzo lubimy lane kluseczki. Niestety, nasze dzieci nie. O zgrozo, przyzwyczaiłam te bestyje do kupnego makaronu z torebki! Ale ponieważ czytałam kiedyś książkę pod nieco podejrzanym tytułem „Francuskie dzieci jedzą wszystko” (wszystko?!!!), wiem, że po kilku, kilkunastu próbach smakowania nielubianej potrawy zaczynamy ją lubić. W myśl zasady inżyniera Mamonia: „Podobają nam się tylko te piosenki, które znamy.”. Zatem nie odpuszczam. Kręcą nosem na lane kluski, ale jedzą je z coraz większym apetytem.

Czego i Wam życzę! 

Lubicie lane kluski? Robicie?

__________

Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych wpisach, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku lub do obserwowania mnie na Instagramie, na Google+, Twitterze czy LinkedIn.

Możecie też czytać mojego bloga w serwisie Bloglovin’, z którego sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Zachęcam Was też do zapisania się na „Listy od Kornelii O…” – to jest już bardziej osobista forma kontaktu ze mną. Okienko do zapisów znajdziecie na dole strony.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszecie do mnie, bądź w odpowiedzi na moje listy, bądź tak po prostu. Mój adres to kontakt@korneliaorwat.pl.

Bądźmy w kontakcie!

Powiązane wpisy

  • Mi lane smakują bardziej niż makaron i kojarzą się z obiadami u babci. A rosół pomimo braku mięsa na talerzu jem. Przygotowuje się go po prostu jak taki „normalny” tylko zamiast kurczaka czy giczy, wlewamy kilka łyżek oliwy bądź innego tłuszczu. Jest bardzo zero waste, ponieważ oprócz zwyczajowej włoszczyzny można użyć po prostu obierek, czy resztek z dowolnych warzywek. Pyyszne…

  • Bezglutenowo już powoli nie pamiętam, jak smakują lane kluski 🙁

  • Ruda

    Zawsze w zamrażarce mam dyżurne słoiczki z rosołem dla dziecka (nie mam czasu na obiad, albo robię coś, czego dziecko nie zje, bo jest np. zbyt pikantne). Potem W. ma wybór: pomidorowa, ogórkowa czy rosół. Do tego einlauf (jestem ze Śląska) i gotowe. Tylko, że nie dodaję mąki (staram się ograniczać mąkę pszenną w jadłospisie), albo bardzo mało, więc raczej to jest ścięte jajko w zupie. Ale W. je to od zawsze, więc mu smakuje.

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.