Jak upiec chleb („pomimo braku miejsca w domu”)

Jak upiec chleb („pomimo braku miejsca w domu”)

Czy znacie grę planszową „Agricola”? Jest to jedna z moich ulubionych gier, polegająca na rozwijaniu gospodarstwa rolnego.

Hoduje się w niej owce, krowy, uprawia zboże, warzywa oraz… piecze chleb. Każdy gracz ma rodzinę, której członków wysyła do pracy w gospodarstwie. Rodzina może się powiększać, czyli rozmnażać.

Aktywności, jakie podejmują gracze alias członkowie ich rodzin, opisane są na kartach. Przykłady takich aktywności to: „Weź jedno warzywo”, „Weź jedną owcę”, „Zbuduj ogrodzenie”, „Zaorz pole”, „Obsiej pole”, „Upiecz chleb”, „Zbuduj izbę”, „Powiększ rodzinę”.

Aby móc powiększyć rodzinę, trzeba najpierw zbudować dodatkową izbę. Jest jednak też karta, o którą gracze walczą jak lwy:

„Powiększ rodzinę pomimu braku miejsca w domu”.

Ponieważ od ponad miesiąca z uporem maniaka piekę chleb, wciąż zagracając naszą niewielką kuchnię wielką michą z wyrastającym ciastem chlebowym, mój Mąż ukuł powiedzenie:

„Upiecz chleb pomimo braku miejsca w domu.”

Myślę, że pieczenie chleba ma w sobie coś uzależniającego.

Oprócz satysfakcji z nowej umiejętności, pieczenie chleba daje dziwne i miłe uczucie większej kontroli nad swoim życiem.

A więc, pomimo braku miejsca w kuchni i pomimo tego, że dzieci pytają „Mamooo, a kiedy wreszcie kupisz normalny chleb?”, zachęcam Was do eksperymentów z własnym chlebem. Na początku wydaje się to strasznie trudne i nieosiągalne, ale okazuje się banalnie proste. Jak to ktoś napisał: do upieczenia chleba potrzebna jest tylko mąka, woda, sól i duuuuużo cierpliwości. Czasem trochę drożdży może się też przydać.

Mój pierwszy żytni chleb na zakwasie opisywałam w tym artykule.

Robiłam go według przepisu z książki z IKEI – „Nasze jedzenie – naturalnie!”. Zakwas rósł jak szalony, jednak przy robieniu chleba zabrakło mi cierpliwości żeby postępować według przepisu i wyszedł zakalec. Trochę przypominał pumpernikiel. Był bardzo pożywny, rzecz jasna, ale niestety moje głodomory tego nie doceniły.

Straciłam zapał. Na pomoc przyszła mi Sylwia, doświadczona w temacie pieczenia chlebów koleżanka ze studiów. Przysłała mi przepis na najprostszy chyba chlebek na świecie, pierwszy stopień wtajemniczenia w sztukę pieczenia chleba – chlebek na drożdżach.

Piekłam dokładnie według przepisu (pominęłam tylko suszone pomidory) i udał się znakomicie. Odbudował moją wiarę w to, że MOGĘ piec chleb!

A oto przepis na chlebek Sylwii na drożdżach:

20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
400 g mąki pszennej (jeżeli używamy mąki razowej to musimy dać 30 g drożdży i 2 łyżeczki cukru)
1 łyżeczka soli
350 g wody mineralnej niegazowanej (około półtorej szklanki)
dodatkowo można dodać 6 kawałków suszonych pomidorów w oliwie

Drożdże rozpuścić w 3 łyżkach wody z dodatkiem cukru. Mąkę przesiać, dodać sól, pomidory, rozpuszczone drożdże i wymieszać. Pozostawić na 2 godziny. Wyrośnięte ciasto wymieszać, żeby opadło. UWAGA, ciasto jest rzadkie i takie ma być!

Piekarnik nagrzać do 245 stopni. Piec 5 minut bez przykrycia, potem 25 min pod przykryciem, a potem jeszcze 20 min bez przykrycia.

Zgodnie z sugestią Sylwii, piekę w naczyniu żaroodpornym.
Gdy nagrzewam piekarnik, wstawiam też szklane naczynie, żeby się nagrzało. Potem wyjmuję gorące naczynie, wlewam trochę oleju lub oliwy, rozsmarowuję pędzelkiem po dnie i bokach i wlewam ciasto.

Zazwyczaj piekę ten chlebek z mąki pszennej razowej, wtedy daję więcej drożdży i cukru. Zazwyczaj też podwajam porcję, bo mam naczynie wielkości 20 x 30 cm.

Wracając do chleba na zakwasie.

Po sukcesie z chlebem drożdżowym, postanowiłam tym razem ściśle trzymać się przepisu z książki IKEI i rzeczywiście, udał mi się przepyszny i ładny chlebek:

jak upiec chleb

Całego przepisu nie przytoczę, bo jest bardzo długi i dość skomplikowany (jak dla mnie – ZBYT skomplikowany), ale podam Wam przepis na zakwas. Oto on:

Przepis na zakwas:

150 g gruboziarnistej mąki żytniej (ja daję razową)
200 ml letniej wody
1/5 łyżeczki miodu

Składniki mieszamy w dużym słoiku i przykrywamy pokrywką (nie zakręcając) lub ściereczką i recepturką (ja tak robię, żeby mi ktoś nieuważny nie podniósł słoja za pokrywkę). Zostawiamy zakwas w temperaturze pokojowej (min. 20 stopni) przez około 3-4 dni, aż sfermentuje, czyli zacznie lekko bulgotać i pachnieć piwem lub sfermentowanym sokiem jabłkowym (mój tak pachnie, nie wiem czemu?).

Tą ilość zakwasu używam do upieczenia chleba z kilograma mąki, z tym, że zostawiam go trochę w słoiku (po prostu nie wygrzebuję dokładnie wszystkiego). Do tej resztki zakwasu dodaję resztkę ciasta chlebowego pozostałego w misce po przełożeniu całości ciasta do formy do pieczenia. Wstawiam słoik do lodówki, po czym co kilka dni „dokarmiam” zakwas dwiema łyżkami mąki żytniej i ciepłą wodą.

I tak sobie stoi w lodówce gotowy do następnego chleba. Ważne, żeby po „dokarmieniu” było go objętościowo tyle co na początku.

A jak robię chleb na zakwasie?

  1. Przygotowuję kilogram mąki (do tej pory robiłam z żytniej razowej lub z mieszanki po pół kilograma żytnie razowej i orkiszowej; mam zamiar wypróbować teraz wersję żytnio-pszenną).
  2. Do wielkiej michy wsypuję pół kilograma mąki.
  3. Do tego wlewam zakwas.
  4. Dolewam tyle ciepłej wody, żeby ciasto miało konsystencję „błota” (ok. 0,5 litra). Mieszam wszystko drewnianą łyżką.
  5. Zostawiam na noc w temperaturze pokojowej, żeby podrosło i zaczęło bulgotać. Jest to zaczyn.
  6. Rano, gdy widzę że zaczyn ładnie „pracuje”, czyli bulgocze, dodaję drugie pół kilograma mąki i tyle wody, żeby znów powstało dość gęste „błoto”. Dosypuję małą łyżeczkę soli.
  7. Zostawiam na kilka godzin w temperaturze pokojowej, żeby zaczęło rosnąć i bulgotać.
  8. Pogrzewam piekarnik do 245 stopni, z foremką żaroodporną w środku.
  9. Smaruję foremkę olejem, wylewam do niej ciasto i piekę 5 minut bez przykrycia, potem 25 min pod przykryciem, a potem jeszcze 20 min bez przykrycia (jak chlebek Sylwii).

Takie są moje doświadczenia. Na pewno kluczową sprawą jest temperatura wyrastania zaczynu i ciasta. Musi mieć ciepło. Mój sposób robienia zaczynu różni się od innych, podawanych w „internetach”. Po prostu lubię poeksperymentować i uczyć się drogą prób i błędów.

W czasie pisania tego artykułu zdarzył się ciekawy zbieg okoliczności. Dostałam fejsbukowe zaproszenie na spotkanie w Cafe Niespodzianka, zatytułowane „Najprostszy (i najsmaczniejszy) chleb pod słońcem”. Będzie można nauczyć się piec chleb!

P. s. O tym, co zrobić z resztkami chleba i z chlebem, który już podsycha (czerstwieje), napisałam tutaj.

__________

Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych wpisach, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku lub do obserwowania mnie na Instagramie, na Google+, Twitterze czy LinkedIn.

Możecie też czytać mojego bloga w serwisie Bloglovin’, z którego sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Zachęcam Was też do zapisania się na „Listy od Kornelii O…” – to jest już bardziej osobista forma kontaktu ze mną. Okienko do zapisów znajdziecie na dole strony.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszecie do mnie, bądź w odpowiedzi na moje listy, bądź tak po prostu. Mój adres to kontakt@korneliaorwat.pl.

Bądźmy w kontakcie!

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.