Co zamiast gąbki do zmywania naczyń czyli zadanie #41

Co zamiast gąbki do zmywania naczyń czyli zadanie #41

Długo zastanawiałam się nad tym zadaniem. Co zamiast gąbki do zmywania naczyń? 

Popularne gąbki są tanie i wygodne. Bardzo je lubimy. Kiedy przez dłuższy czas nie kupowałam gąbek, mąż ciągle o nie dopytywał. Co jest o tyle ciekawe, że po pierwsze mamy zmywarkę, a po drugie to głównie ja, jako kura domowa, zajmuję się kuchnią.

Tanie i wygodne gąbki niestety mają wady. Pierwsza to fakt, że są niesłychanym siedliskiem bakterii. Winę za to ponosi ich porowata struktura, która sprzyja gromadzeniu się brudu. Dlatego – i to jest druga wada gąbek – trzeba je często wymieniać.

Jeśli sądzicie, że wystarczy je dobrze umyć, to mam dla Was złą wiadomość. Mycie gąbek nie pomaga, bo podczas mycia wybijamy bakterie słabsze. Silniejsze (i groźniejsze) i tak na gąbce zostają. I mnożą się jeszcze bardziej, bo nie mają konkurencji. (źródło)

Dlatego gąbkom do mycia naczyń (i ich wyrzucaniu) mówimy stanowcze NIE!

Mówiąc szczerze, chętnie powiedziałabym też stanowcze NIE zmywaniu naczyń i w ogóle całemu temu zamieszaniu związanemu ze sprzątaniem kuchni (cóż za syzyfowa praca!), a najlepiej sprzątaniu w ogóle, ale bądźmy realistami.

Zmywać trzeba. Wycierać blaty w kuchni. Myć płytę kuchenną. Piekarnik (no dobrze, ten to nie za często, ale raz na rok nie zaszkodzi). Okap (to dla mnie za ciężka praca, mąż musi mnie wyręczać). Lodówkę (to nie takie straszne, jeśli stosujecie się do moich rad zawartych w zadaniu numer 15).

Zatem zabieramy się do zmywania i mycia… czymś innym niż gąbka.

Czym? Zanim podrzucę kilka sugestii, proszę Was uprzejmie:

Poszukajcie alternatywy dla gąbki do zmywania naczyń!

co zamiast gąbki

Proszę Was o to częściowo z wygody, a częściowo z powodu zaufania, jakim Was darzę. Wiem, że jesteście w stanie wymyślić czy wybrać idealne dla siebie rozwiązanie.

W wielu moich zadaniach podsuwam gotowe rozwiązania, ale nie zawsze i nie u każdego się one sprawdzają. Tak było na przykład z moimi zadaniami na temat ałunu oleju kokosowego. Te produkty wzbudzają kontrowersje i nie są odpowiednie dla wszystkich.

Dlatego chciałabym, żebyście nie traktowali mojego wyzwania i zadań w nim zawartych jako jedynych słusznych rozwiązań.

Są to moje propozycje, wynikające z doświadczeń: prób i błędów. W pewnym sensie dokumentują drogę, którą idę w czasie mojej przygody z zero waste. Wiecie, że nie mogę się już doczekać końca wyzwania? Pamiętacie? Obiecałam 52 zadania! Tyle ile tygodni jest w roku.

Nie mogę doczekać się końca wyzwania nie dlatego, że nie chce mi się już go kontynuować, ale dlatego, że nie mogę doczekać się podsumowania zadań i wniosków z tego, jak i co udało mi się wprowadzić w życie. Co zmieniłam, zmodyfikowałam, z czego zrezygnowałam, a co idzie mi świetnie.

Wracając do gąbek. Te plastikowe kolorowe gąbeczki nie nadają się do prania, więc są wyrzucane. Kolejna jednorazówka (no dobrze, wielorazówka o bardzo krótkim żywocie), której chcemy powiedzieć „Pa!”.

Tak jak napisałam wyżej, chcę, żebyście popróbowali różnych rozwiązań i znaleźli idealne dla siebie. Oto kilka propozycji:

Naturalne gąbki.

Bardzo je lubię, ale niestety, pomijając już fakt, że nie są tanie, nie da się ich kupić bez foliowego opakowania. Do tego mam świadomość, że nie rosną na drzewach. A już tym bardziej nie w polskich lasach. No i… są gąbkami, które są porowate, więc gromadzą bakterie, więc trzeba je często wymieniać, a nie rosną na drzewach i tak dalej.

W każdym razie są naturalne, więc nadają się do kompostowania.

Szczotki z naturalnego włosia.

Mam i używam. Na długiej rączce (świetna do patelni, garnków i zlewozmywaka), bez rączki (np. taka, ale ta jest szwedzka więc lepiej poszukać w polskim warsztatcie szczotkarskim), szczoteczka jak do czyszczenia rąk, szczotka do butelek, do słomek metalowych i każda inna, która odpowiada Wam kształtem i wielkością.

Bardzo lubię szperać w sklepach z „mydłem i powidłem”, jakie można znaleźć jeszcze tylko w małych miasteczkach. Wiadra, szczotki, wsypy na poduszki, tłuczki do kartofli, a do tego meble, sztuczne kwiaty, majtki, skarpetki, pasta do butów czy łapka na myszy. O, zapomniałabym jeszcze o kosmetykach i zabawkach.

Właśnie w takim sklepie najszybciej kupicie szczotki, o których mowa. Oraz u szczotkarzy, ma się rozumieć. A! Tych to z kolei nie uświadczysz w małych miasteczkach.

Jeśli chodzi o aspekt higieniczny szczotek z naturalnego włosia, podejrzewam, że też nie jest z tym najlepiej. Na pewno mnożą się te wstrętne bakterie i na nich. Ale… przecież nie da się żyć bez bakterii!(Szczególnie tych małych, słodkich stworzonek, które potrafią zrobić pyszny jogurt czy ser.) Wiadomo wszak nie od dziś, że im bardziej sterylnie żyjemy, tym więcej mamy alergii i tym mniej jesteśmy odporni na choroby.

Dlatego bez paniki. Wyszorujcie szczotę porządnie sodą oczyszczoną (przy okazji wyszorujcie zlew). Raz na jakiś czas ją wygotujcie (pamiętacie jak wygotowywało się szczoteczki do zębów?). A jak się już zedrze, wyrzućcie. Najlepiej na kompost.

Szmatki z tetry czy starych ściereczek. 

Dawniej (u nas nadal) zwane zmywakami. Chętnie używam zwłaszcza tych tetrowych, które uszyłam z niepotrzebnych już pieluszek. Na początku służyły jako serwetki. Dobrze się nimi wyciera blaty, kuchenkę. Łatwo je uprać i szybko schną. Można je też oczywiście wygotowywać, i chyba to niedługo zrobię z naszymi, bo brzydko zszarzały i nie chcą się doprać.

Myjki typu druciaki (z metalu a nie z plastiku).

Tego ustrojstwa akurat nie używam, bo pamiętam z dzieciństwa, że nigdy nie lubiłam jak „załaziło” toto brudem i nie dało się doczyścić. Jednakowoż metalowe druciaki na pewno mogą być zero waste, bo są trwałe i naturalne. Jeśli ktoś lubi i potrzebuje.

Myjki wydziergane samodzielnie ze sznurka.

Dość modne wśród zerośmieciowców – sama wydziergałam sobie dawno temu taką myjkę na szydełku, ale jej nie używam, bo… patrz punkt wyżej. Nie lubię jak „załazi”. W dodatku jest sztywna i niemiła w dotyku. Ale wiem, że wiele osób ma i sobie chwali.

Stare skarpetki lub rękawiczki.

Słyszałam kiedyś taką propozycję, więc puszczam w świat. Może wypróbujecie? Ja jeszcze tego nie testowałam, bo mam swoje zmywaki i szczotki, ale… zaraz zaraz! Testowałam w łazience. Taką małą śliczną skarpetką po dzieciach myliśmy dziś umywalkę. Jest dość chłonna i miękka (skarpetka, nie umywalka), całkiem przyjemnie się jej używa.

Wygląda na to, że gąbkom powiemy „żegnajcie, adieu!” już na dobre. I to nie tylko w kuchni, ale i w łazience!

Chętnie się dowiem, co wybraliście zamiast plastikowej gąbki. Może macie jakieś inne pomysły?

P.s. Mam nadzieję, że pamiętacie o tym, żeby do czyszczenia blatów, zlewów, piecyków i przypalonych garów używać roztworu octu i sody oczyszczonej!

 

Artykuł zawiera link afiliacyjny.

__________

Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych wpisach, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku, obserwowania mnie na Instagramie czy Google+.

Możecie też czytać mojego bloga w serwisie Bloglovin’, z którego sama chętnie korzystam, bo wszystkie ulubione blogi mam za jednym kliknięciem.

Zachęcam Was też do zapisania się na „Listy od Kornelii O…” – to jest już bardziej osobista forma kontaktu ze mną. Okienko do zapisów znajdziecie na dole strony.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszecie do mnie, bądź w odpowiedzi na moje listy, bądź tak po prostu. Mój adres to kontakt@korneliaorwat.pl.

Bądźmy w kontakcie!

Powiązane wpisy

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.