„Alfabet”: unschooling według Andre Sterna

„Alfabet”: unschooling według Andre Sterna

Dzięki inicjatywie kawiarni Cafe Niespodzianka obejrzałam dziś znakomity film dokumentalny „Alfabet” Erwina Wagenhofera.

Aktualnie czytam „Ostatnie dziecko lasu” Richarda Louv’a. Niedawno przeczytałam książkę „Jak być wolnym” Toma Hodgkinsona, jakiś rok wcześniej „Być rodzicem i nie skonać” oraz „Jak być leniwym” tegoż autora, a jeszcze wcześniej „Pod presją” Carla Honore. Jeszcze, jeszcze wcześniej było „Zamiast edukacji” Johna Holta.

Dlaczego chwalę się Wam tymi lekturami i filmem? Bo są to lektury, którymi karmi się moja anarchistyczna, przekorna i wolna (hmm, powiedzmy że wolna…) dusza.

Lektury, które są fundamentem i spoiwem naszej decyzji o edukacji domowej. Które powodują, że nie muszę mieć wyrzutów sumienia z powodu tego, że nasze dzieci nie siedzą godzinami nad ćwczeniami kaligrafii, matematyki i języków obcych.

Że spędzaja czas na czytaniu, wymyślaniu fantastycznych historii, rozwiązywaniu łamigłówek, graniu w gry, budowaniu z klocków, rysowaniu, śpiewaniu, bujaniu się na trapezie i słuchaniu na okrągło tych samych Bajek Grajek czy audiobooków.

Że biegają po owoce na bazarek czy po mąkę do „płaza”.

Że zajmują się młodszym rodzeństwem, smażą naleśniki, odkurzają i wieszają pranie.

Że każemy im iść do parku i nie wracać przed upływem godziny.

(Ha! A dlaczego musimy im to nakazać? Ano właśnie – odpowiedzi udziela książka „Ostatnie dziecko lasu”. Zdradzę Wam to co intuicyjnie pewnie wyczuwacie, a mianowicie: Badania naukowe wykazały, że dzieci chętniej bawią się w miejscach dzikich niż zaaranżowanych, jakimi są najczęściej parki.)

Te wymienione na początku lektury oraz film „Alfabet”, mimo różnorodności poruszanej tematyki, układają się w mojej głowie w całościowy obraz pewnej filozofii życiowej, będącej zaprzeczeniem konsumpcjonizmu, konformizmu, ambicjonizmu (chyba wymyśliłam nowe słowo?), perfekcjonizmu, unifikacji, owczego pędu, globalizmu, odejścia od natury…

To filozofia życiowa, która ma swój wyraz w stylu wychowania i edukacji, zwanym przez niektórych demokratycznym, a przeze mnie – naturalnym.

To powrót do samowystarczalności i prostoty życia, To również powrót do samowystarczalności i prostoty w kwestii edukacji dzieci.

I nie chodzi mi o to, że rodzice biorą na siebie odpowiedzialność za edukację zamiast oddawać ją szkole. Chodzi o to, że oddają tę odpowiedzialność dzieciom.

Brzmi wywrotowo, wiem, ale właściwie dlaczego nie mielibyśmy zaufać własnym dzieciom w kwestii tego, czym chcą się zajmować i w czym rozwijać? Jeśli chcą godzinami układac klocki lego, to co?! Nic! Może za kilka lat zechcą godzinami układać układy scalone albo algorytmy! A jeśli chcą godzinami słuchać bajek lub czytać? To może za kilka lat zechcą godzinami pisać własne historie? A co jeśli nie zechcą? Jak to? Nie zechcą? Czego nie zechcą? Niczego nie zechcą?!

Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, żeby człowiekowi, zwłaszcza młodemu, nie chciało się nic robić. Chyba że pozbawimy go wolności i czasu. Wolności wyboru tego, co chce robić i czasu na robienie tego.

A to właśnie czyni szkoła i – nierzadko – pełni dobrych chęci rodzice.

O tym opowiadają wspomniane książki i film „Alfabet”. Opowiadają też o dramatycznech nieraz konsekwencjach pozbawienia dzieci wolności i czasu. „Ostatnie dziecko lasu” – również o konsekwencjach pozbawienia dzieci kontaktu z przyrodą.

Dzieci nie potrzebują ocen, klasówek, testów i kursów językowych.

Potrzebują wolności.

Używamy plików cookies (ciasteczek) - dzieki nim strona działa lepiej.